This page contains a Flash digital edition of a book.
ZOO K


ażdy, kto w ciągu ostatnich pięciu lat nie widział warszawskiego zoo, powinien się tam wybrać. Pod kre-


atywnym kierownictwem Andrzeja Kru- szewicza obiekt w stolicy jest, jak niektó- rzy z jego lokatorzy zrzucający starą skórę. Zamiast dziurawych asfaltowych uliczek, klatek z żelaza i sfrustrowanych w nich zwierząt, odwiedzający znajdą tu przy- tulne miejsce dla całej rodziny, w którym zwierzęta żyją w nowoczesnych, znacznie lepszych warunkach, jak najbardziej zbli- żonych do naturalnych. Goście i zwierzę- ta mogą się do siebie zbliżyć i nie zawsze jest jasne, kto kogo obserwuje. Pan Kruszewicz jest pierwszym, który


wie, jak wiele jest jeszcze do zrobienia, ale jest również zadowolony z dotychczaso- wych osiągnięć. W ostatnich latach kilka nowych obiektów zostało dodanych, po- cząwszy od nowego domu dla słoni, zbu- dowanego w stylu afrykańskim w 2003 roku. Nowy dom dla małp zo- stał otwar- ty w 2008 r., a dwa lata p ó ź n i e j nowy wy- bieg dla hi- popotamów


i akwarium dla rekinów.


Nowoczesny manager Andrzej Kruszewicz nie czeka z założonymi rękami na dotacje z Urzędu Miasta.


Warszawskie zoo przewodzi stawce


Daniel Heinst rozmawia z Andrzejem Kruszewiczem – dyrektorem warszawskiego zoo


Nowe inwestycje będą musiały jed-


nak trochę poczekać. Nadchodzące mi- strzostwa w piłce nożnej w 2012 roku pochłaniają większość budżetu miasta przeznaczonego na inwestycje. Dyrek- tor w takiej sytuacji nie siedzi spokojnie za biurkiem, ale rozpoczął już poszuki- wania innych źródeł finansowania. Jego główne cele to wybudowanie większego oceanarium i krytej dżungli. Warszawskie zoo z powodzeniem wystąpiło o dofinan- sowanie z unijnych funduszy struktural- nych i ma nadzieję na pozyskanie kolej- nych środków w przyszłości. Zdobyte środki w wysokości ponad 6


mln zł zostaną przeznaczone na zrealizo- wanie dwóch projektów, które są bliskie sercu dyrektora. Jako ornitologowi, za- leży mu, aby utworzyć centrum rehabili- tacji dla dziko żyjących w Polsce ptaków. Drugi projekt to także centrum rehabili- tacji, ale dla gadów. „Bylibyście zaskoczeni, gdybyście wiedzieli, jak wiele gadów – żab, jaszczurek, węży i żółwi – dociera do nasze- go schroniska. Ludzie je kupują, a potem nie mogąc się nimi zająć, chcą się ich pozbyć.


Czasem je przynoszą, ale często po prostu wypuszczają je na wolność. Ostatnio poli- cja przywiozła ogromnego pytona, który został znaleziony na cmentarzu” – powie- dział Kruszewicz. Ośrodki rehabilitacji dla zwierząt są


niezbędne, ale jest drugi powód, dla któ- rego warszawskie zoo zdecydowało się na realizację tych projektów. Pod zna- nym hasłem „myśl globalnie, działaj lo- kalnie”, należy zwiększyć świadomość społeczeństwa o istnieniu i bogactwie polskiej przyrody. Trzeba pokazać, że dla egzotycznych złotych rybek w przydo- mowych oczkach wodnych, są doskonałe krajowe alternatywy. Ścieżka edukacyjna w centrum re-


habilitacji gadów ma za zadanie uzmy- słowić odwiedzającym, dlaczego nie powinno się przywozić zwierząt do Pol- ski z zagranicznych podróży. Warszawskie zoo stale się unowocze-


śnia. Jego głównym celem jest poprawa warunków życia zwierząt. Stare budynki i klatki są burzone, a pozostała infrastruktu- ra modernizowana. Aby sprostać oczekiwaniom odwie-


dzających, także oferta gastronomiczna musi przejść pewne zmiany. Jak na cen- trum rekreacyjne przystało, w realiza- cji jest kompleksowa oferta rozrywkowa, edukacyjna i gastronomiczna. Z liczbą ponad 500.000 odwiedza-


jących rocznie, warszawskie zoo może- my chyba nazwać udaną atrakcją. A pod kierunkiem wizjonera Andrzeja Krusze- wicza, możemy się tu spodziewać wie- lu nowych, ciekawych projektów, które sprawią, że wizyta w zoo będzie jeszcze bardziej wartościowa.


Daniel Heinst


Jednym z priorytetów dyrektora zoo jest powiększenie obecnego oceanarium


84 2010/6 (99) grudzień


Page 1  |  Page 2  |  Page 3  |  Page 4  |  Page 5  |  Page 6  |  Page 7  |  Page 8  |  Page 9  |  Page 10  |  Page 11  |  Page 12  |  Page 13  |  Page 14  |  Page 15  |  Page 16  |  Page 17  |  Page 18  |  Page 19  |  Page 20  |  Page 21  |  Page 22  |  Page 23  |  Page 24  |  Page 25  |  Page 26  |  Page 27  |  Page 28  |  Page 29  |  Page 30  |  Page 31  |  Page 32  |  Page 33  |  Page 34  |  Page 35  |  Page 36  |  Page 37  |  Page 38  |  Page 39  |  Page 40  |  Page 41  |  Page 42  |  Page 43  |  Page 44  |  Page 45  |  Page 46  |  Page 47  |  Page 48  |  Page 49  |  Page 50  |  Page 51  |  Page 52  |  Page 53  |  Page 54  |  Page 55  |  Page 56  |  Page 57  |  Page 58  |  Page 59  |  Page 60  |  Page 61  |  Page 62  |  Page 63  |  Page 64  |  Page 65  |  Page 66  |  Page 67  |  Page 68  |  Page 69  |  Page 70  |  Page 71  |  Page 72  |  Page 73  |  Page 74  |  Page 75  |  Page 76  |  Page 77  |  Page 78  |  Page 79  |  Page 80  |  Page 81  |  Page 82  |  Page 83  |  Page 84  |  Page 85  |  Page 86  |  Page 87  |  Page 88  |  Page 89  |  Page 90  |  Page 91  |  Page 92  |  Page 93  |  Page 94  |  Page 95  |  Page 96  |  Page 97  |  Page 98  |  Page 99  |  Page 100  |  Page 101  |  Page 102  |  Page 103  |  Page 104  |  Page 105  |  Page 106  |  Page 107  |  Page 108  |  Page 109  |  Page 110  |  Page 111  |  Page 112  |  Page 113  |  Page 114  |  Page 115  |  Page 116