search.noResults

search.searching

dataCollection.invalidEmail
note.createNoteMessage

search.noResults

search.searching

orderForm.title

orderForm.productCode
orderForm.description
orderForm.quantity
orderForm.itemPrice
orderForm.price
orderForm.totalPrice
orderForm.deliveryDetails.billingAddress
orderForm.deliveryDetails.deliveryAddress
orderForm.noItems
Polnisches Filmfestival - polskie kino w Berlinie


Siedem dni pokazów, ponad 30 filmów, ponad 60 pokazów oraz wydarzeń towarzyszących, w 12 różnych lokalizacjach Berlina – tak w liczbach przedstawia się 14. Polnisches Fil- mfestival. O szczegółach mówi Kornel Miglus – kurator fe- stiwalu.


Kornel Miglus: Och, co się nie znajdywało. Organizowanych było spo- ro zewnętrznych pokazów, spotkań autorskich, mini-festiwali skupiają- cych się na bardzo wąskiej tematyce. Próbowaliśmy wtedy trochę wy- czuć grunt. Szczególnie dobrze pamiętam organizowaną wtedy serią pokazów filmów polskiego kina socrealistycznego, które wydawało mi się z perspektywy historycznej bardzo ważne. Ile ja się wtedy nauczy- łem, ile filmów zobaczyłem, jednak na widowni byłem często prawie sam. Pamiętam też sytuację, kiedy przygotowywałem pokazy muzyki filmowej Wojciecha Kilara, których sam mistrz miał być gościem. Nie- stety w ostatniej chwili z przyczyn osobistych odwołał spotkanie, więc na szybko szukałem innego gościa honorowego – padło na Kazimie- rza Kutza. Naobiecywałem mu pokazów, pełnych sal, przyjechał więc wtedy jeszcze przecież jako senator, a frekwencja nie dopisała. Prze- praszając go w trakcie kolacji, usłyszałem od niego piękną historię na temat znaczenia publiczności. Otóż Kutz pojechał kiedyś do Baku wraz z Franciszkiem Pieczką na festiwal, który został odwołany z powodu braku prądu. Włócząc się trochę bez celu po okolicy, przysiedli w ja- kichś szuwarach nad jeziorem i nagle ich oczom ukazała się starowinka prowadząca stado krów. Malowniczy dla nich widok. Sama babuszka natomiast, jak tylko zobaczyła Pieczkę, padła na kolana, wołając: Gu- stlik, Gustlik! To była dla Kutza prawdziwa magia kina – nie to, że na widowni siedzi setka znudzonych może osób, ale to, że dla tej jednej osoby kino miało wartość wielką dosyć, by paść przed ekranowym Gu- stlikiem, tam, w tych azerbejdżańskich chaszczach, na kolana.


Anna Burek: Kto pada na kolana przed polskim kinem w Berlinie? Dla kogo organizowany jest Polnisches Filmfestival?


Foto autorstwa: Katarzyna Mazur, ze strony: www.filmpolska.de


Anna Burek: Urodził się Pan w Polsce, studiował między innymi w USA. Jak znalazł się Pan w Berlinie?


Kornel Miglus: O tym, że przywiało mnie do Berlina zadecydował właściwie przypadek. Pracowałem swego czasu w Würzburgu , gdzie w trakcie jakiegoś przyjęcia zostało mi przytomnie zasugerowane, że w Berlinie może być ciekawiej. Kupiłem więc bilet na samolot, by spraw- dzić, czy to prawda. Wylądowałem wtedy jeszcze w Berlinie Zachodnim i rzeczywiście po trzech dniach mój dotychczasowy dobytek był już spakowany – miałem zaczynać swoje życie tutaj. Był to rok 1983...


Anna Burek: A 10 lat później był już Pan pracownikiem Instytutu Pol- skiego w Berlinie.


Kornel Miglus: Tak, rzeczywiście. Zaraz po przyjeździe do Berlina skupiłem się na skończeniu swoich studiów filozoficznych i lingwistycz- nych, a następnie zacząłem parać się filmem. Po zrobieniu fabularnego filmu, który pochłonął wszystkie moje oszczędności i właściwie dopro- wadził mnie do bankructwa, zacząłem rozglądać się za możliwościami pozostania w tym mieście. Spacerując przez Berlin, natknąłem się na Polski Instytut, nie wiedząc wtedy nawet, co to za twór. Wszedłem, a że były to trochę inne czasy, w sekretariacie od razu natknąłem się na ówczesną dyrektorkę, która, nota bene widziała mój film, słysząc, że szukam pracy, zaoferowała mi pracę… ciecia.


Anna Burek: Od ciecia do kuratora – amerykański sen w Berlinie.


Kornel Miglus: Faktycznie, kiedy ja zajmowałem się wywożeniem ma- kulatury, naprawianiem usterek i ogarnianiem podwórka, zwalniała się w Instytucie pozycja w dziale filmowym. Szybko więc zostałem awan- sowany z woźnego na speca od filmu i zacząłem pracę na obecnym stanowisku.


Anna Burek: I mógł się Pan zabrać za spełnianie filmowych marzeń i ambicji.


Kornel Miglus: No tutaj trzeba być świadomym, że możliwość dzia- łania w dużej mierze zależy od dyrekcji Instytutu. Wiadomo, że każdy z prowadzących, a miałem ich już kilku w ciągu tych wszystkich lat, ma swojego konika i kładzie nacisk na propagowanie innych form sztuki – taka różnorodność oczywiście ma swoje plusy dla ogólnego funk- cjonowania placówki, ale może rozwijać lub trochę hamować działania poszczególnych działów. Ja miałem ogromne szczęście: po pierwsze, zaczynałem za kadencji pani dyrektor Doroty Paciarelli, która kochała film – była agentką Wajdy, Kieślowskiego, Holland, po drugie zaś – pol- skie kino odnosiło wtedy światowe sukcesy. Do Berlina prawie same z siebie przyjeżdżały wielkie nazwiska, można powiedzieć, że kino właściwie samo przychodziło do mnie. Doskonały początek. Z czasem oczywiście sytuacja zaczęła się zmieniać, jednak muszę przyznać, że im mniejszym zainteresowaniem dyrekcji cieszyło się kino, tym więk- szym wyzwaniem, a co za tym idzie – frajdą, było planowanie programu i decydowanie o tym, co znajdzie się w naszej ofercie.


Anna Burek: Co więc znajdywało się w ofercie? KONTAKTY | 6 KONTAKTY |


Kornel Miglus: Osobiście wyróżniam spośród naszych odbiorców trzy główne grupy. Pierwsza to oczywiście nasza Polonia – pokolenie, które kino polskie dobrze zna, ale co za tym idzie – wiele pokazywanych przez nas filmów już widziała. Oni pojawiają się osobiście, by pewne obrazy zobaczyć ponownie, ale też działają jako multiplikatorzy – suge- rują poszczególne wydarzenia swoim niemieckim znajomym, polecają pewne filmy w swoich towarzyskich, nie zawsze przecież polskich, krę- gach. Druga grupa to osoby zwyczajnie zainteresowane polską kulturą z wielu różnych przyczyn, a trzecia – to studiująca, stale poszukująca i dociekająca młodzież. Głównie te grupy mamy na uwadze planując kolejne edycje festiwalu.


Anna Burek: Jak wygląda praca nad festiwalem?


Kornel Miglus: Przede wszystkim, praca nad wydarzeniem tego typu to nie tylko przygotowanie festiwalu, ale także bieżąca selekcja tego, co ukazuje się na polskim rynku filmowym. To setki godzin spędzonych na przeróżnych projekcjach zarówno materiałów w stanie surowym, jak i gotowych filmów. To udział w pitchingach, podczas których twórcy prezentują pomysły na filmy, które mają szanse ukazać się dopiero za kilka lat. To spotkania z reżyserami, rozmowy z dystrybutorami, per- traktacje z wytwórniami. To całoroczna praca pomagająca zrozumieć istotę tego, co dzieje się w filmowym świecie. Później następuje dobór repertuaru dyktowany nie tylko wymaganiami i gustami publiczności, o której już wspomniałem, ale także preferencjami dystrybutorów, obo- strzeniami prawnymi, a także, nie oszukujmy się – warunkami finanso- wymi festiwalu. Mając szkic programu staramy się również angażować w festiwal berlińskie kina, w których ramówkę nasze festiwalowe filmy doskonale się wpasuję. Inną tematykę zaproponujemy kinie w Mitte, inną zainteresujemy kino w Kreuzbergu – to logistyczne przedsięwzię- cie jest czasochłonne, ale sprawia, że stali bywalcy danego kina trafiają na nasze filmy być może bardziej z przypadku niż wskutek naszych działań promocyjnych. To dla nas bardzo ważne, ponieważ festiwalowy budżet przeznaczony na marketing nie pozwala nam na opieranie się wyłącznie na promocji, którą zapewnimy sobie sami.


Anna Burek: A jednak festiwal cieszy się powodzeniem - tegoroczna edycja to już 14. z kolei. Spodziewał się Pan, że tak daleko to zabrnie?


Kornel Miglus: Organizując pierwszy festiwal nie przeszło mi nawet przez myśl, że to tak na próbę, że zobaczymy, jak wyjdzie. Skupiłem się na tym, co było ważne w tamtym konkretnym momencie i na celach, które od początku przyświecały temu wydarzeniu. Chcemy promować polską kulturę filmową. Pokazywać Polskę przez pryzmat filmu. Dzielić się tym, co robimy dobrze, a przecież mamy się czym chwalić. Każda edycja to także trochę inny festiwal, ponieważ polska scena filmowa się nieustannie zmienia – odpowiada na zmiany w społeczeństwie, a fe- stiwal z kolei – odzwierciedla te szarady swoimi programem. Mieliśmy więc edycję poświęconą kinie kobiecemu, która była odpowiedzią na zmianę miejsca kobiet w strukturze społecznej i zawirowania polityczne z tym związane. Z drugiej strony, zauważamy też filmowe toposy, które jako motyw przewodni obecne są w polskich produkcjach niezmien- nie od kilkudziesięciu lat – tak powstał pomysł na tegoroczny motyw przewodni festiwalu: moralność. W programie 14. edycji znalazły się więc zarówno Barwy ochronne Krzysztofa Zanussiego z 1976 roku, jak i zeszłoroczny Kler Wojciecha Smarzowskiego – okazuje się, że pewne tematy przewijają się przez polskie kino nieustannie, nie tracą na aktualności, a dzięki temu też – nieustannie budzą zainteresowanie widzów. Na tym chyba polega sukces Polnisches Filmfestival – na cią- głym zwracaniu oczu międzynarodowego widza na to, co polskie i war- tościowe. Jednocześnie.


Anna Burek


Page 1  |  Page 2  |  Page 3  |  Page 4  |  Page 5  |  Page 6  |  Page 7  |  Page 8  |  Page 9  |  Page 10  |  Page 11  |  Page 12  |  Page 13  |  Page 14  |  Page 15  |  Page 16  |  Page 17  |  Page 18  |  Page 19  |  Page 20  |  Page 21  |  Page 22  |  Page 23  |  Page 24  |  Page 25  |  Page 26  |  Page 27  |  Page 28  |  Page 29  |  Page 30  |  Page 31  |  Page 32  |  Page 33  |  Page 34  |  Page 35  |  Page 36  |  Page 37  |  Page 38  |  Page 39  |  Page 40