search.noResults

search.searching

dataCollection.invalidEmail
note.createNoteMessage

search.noResults

search.searching

orderForm.title

orderForm.productCode
orderForm.description
orderForm.quantity
orderForm.itemPrice
orderForm.price
orderForm.totalPrice
orderForm.deliveryDetails.billingAddress
orderForm.deliveryDetails.deliveryAddress
orderForm.noItems
Złodziejka świata Kolory raju


Gdy samolot linii Emirates dotknął płyty lotniska w Kolombo 02. maja tego roku wiedziałam, że zaczyna się nowy rozdział w moim życiu. Uczucia, które mi towarzyszyły tego dnia miały kolor różnych odcieni zie- leni, bo zieleń to przecież nadzieja.


Bo zieleń to Sri Lanka. Wszystko do siebie pa- sowało. Nawet moje oczy były tego dnia kolo- ru zielonego.


Na pytania, czy ja w ogóle do tej zieleni pasuje i czy Sri Lanka pasuje do mnie mogę odpowie- dzieć dopiero teraz – po 6 miesiącach poby- tu tutaj, kiedy z biletem powrotnym do domu siedzę na walizkach i mam świadomość tego, że dokładnie za 2 dni o tej porze będę już spokojnie spać w samolocie linii Qatar Airways zmierzającym do mojego ukochanego Berlina. Kierując się w życiu przekonaniem, że każdy człowiek ma swoją historię, którą zwyczajnie musi przeżyć, wiedziałam, że bez względu na to, jaki będzie finał tej podróży, jest jakiś cel, dla którego musiałam tutaj przylecieć. W koń- cu po coś to wszystko było!


Po blisko trzech latach pobytu w Turcji, Sri Lanka miała okazać się egzotyczną odmianą tego, co znane i kochane. Z racji tego, że na- wet w najlepszych związkach potrzebny jest czasami zdrowy dystans, Sri Lanka miała go zapewnić. Cejlon miał być gwarancją spo- koju, a pobyt tutaj wyjątkowym czasem tylko dla mnie.


Poniekąd udało mi się te cele i założenia zre- alizować. Nigdy w życiu nie miałam dla siebie tyle czasu, co na Sri Lance. Nigdy w życiu nie zainwestowałam tyle czasu w aktywność fizyczną, sen i kontakt z naturą. Nigdy w ży- ciu nie myślałam o tym, aby nauczyć się od- dychać. Tutaj – w zielonym raju – to wszystko okazało się możliwe. Mimo wielu pozytywnych aspektów nie da się ukryć, że nigdy w życiu nie tęskniłam tak bardzo za domem i cywilizacją jak tutaj.


Znam wiele osób, które spędziły urlop na Sri Lance i wszystkie pałają zachwytem nad pięknem zielonego raju. W gruncie rzeczy rozumiem ten zachwyt w pełni i podobnie jak ci ludzie jestem zdania, że Sri Lanka jest rzeczywiście wakacyjnym rajem i doskonałą kombinacją aktywnego wypoczynku i relaksu w jednym.


Dla mnie raj zmieniał kolory bardzo często i nie zawsze był tak zielony jak na początku. I to nie tylko ze względu na monsun. Choć moje zdjęcia mogą mówić coś zupełnie innego, na pewno nie byłam tutaj na wakacjach. Zdjęcie to tylko klatka. Ujęcie chwili. Rzeczywistość składa się z wielu momentów i przedstawia się zupełnie inaczej, kiedy jesteśmy na wakacjach i mamy święte prawo do tego, aby się zrelak- sować. W momencie, gdy rzeczywistość to praca, odpowiedzialność, obowiązki i koope- racja z ludźmi, którzy mają zupełnie inne wy- obrażenie TEJ SAMEJ RZECZYWISTOŚCI, raj przestaje być zielony i często też przestaje być rajem.


Do tej pory za najtrudniejszą technicznie po- dróż z moim udziałem można by uznać tę do Indii i Nepalu w 2013 r. Do dzisiaj słyszę z ust wielu ludzi słowa uznania za to, że „przetrwa- łam Indie“. To dziwne, bo ja nigdy nie postrze- gałam Indii w charakterze szkoły przetrwania. Dla mnie to była niesamowita przygoda, któ- ra mnie kompletnie odmieniła i której nie za- pomnę do końca życia. Dzisiaj bardziej dziwi mnie fakt, że nikt nie jest pod wrażeniem tego, że „przetrwałam Sri Lankę“, co w gruncie rze- czy było dużo większym i trudniejszym wyzwa- niem niż Indie.


Może wynika to z tego, że Indie były tylko na chwilę, były przygodą ekstremalną, ale taką z określonym terminem ważności. Sri Lanka była wielkim znakiem zapytania, przygodą na czas początkowo nieokreślony i ogromną lekcją cierpliwości i pokory. Nauczona do- świadczeniem wiem, że atmosferę tworzą nie miejsca a ludzie. Można żyć w mało zachwy- cającym miejscu, ale w otoczeniu cudownych ludzi i wtedy wszystko inne nie ma znaczenia. Można też wylądować w raju z piekielną aurą gratis w pakiecie.


Sri Lanka jest niewątpliwie krajem rozwojo- wym i ten proces rozwoju jest bardzo powolny. Mentalność społeczności lokalnej jest tak bar- dzo inna od naszej, europejskiej, że niekiedy proces adaptacji w środowisku lokalnym jest dłuższy i mozolniejszy aniżeli proces rozwojo- wy samej Sri Lanki. Wszystko zależy od tego, na ile jesteśmy w stanie się „ugiąć“, na ile je- steśmy elastyczni w kontaktach z ludźmi innej kultury i jak bardzo potrafimy wypracować sobie pokłady cierpliwości, aby móc żyć, pra- cować i oddychać w nowej społeczności. Za- nim trafiłam na Sri Lankę wydawało mi się, że całkiem nieźle sobie w takich multikulturowch sytuacjach radzę. Do czasu…


Mój obecny bilans wypada raczej blado… Prawda jest taka, że mimo najszczerszych chęci nie udało mi się w pełni dopasować do zasad panujących na lokalnym rynku życia. Jestem tak samo uparta zołzą jaką byłam 6 miesięcy temu. Test cierpliwości oblewam kon- certowo każdego dnia a furia to moje drugie imię. Mimo – wydawać by się mogło – dużej dozy tolerancji, którą posiadam, nie udało mi się zrozumieć i pojąć lokalnej mentalności i kultury. Do tej pory jeszcze nigdy nie byłam na tyle długo w obcym kraju tak bardzo róż- niącym się kulturowo i mentalnie od tego, co znam i kocham, aby być wystawiona na tak ciężką próbę adaptacji.


Nie mam do siebie pretensji o to, że ta próba się nie powiodła. Ostatecznie to właśnie po- dróże są najlepszą szkołą życia, która stanowi skarbnicę wiedzy i mądrości o nas samych. Ja podczas pobytu na Sri Lance dowiedziałam się najwiecej nie o tym kraju, a właśnie o sobie. Dzisiaj wiem, że w Azji na stałe bym mieszkać nie mogła, choć nadal ją kocham, podziwiam i na urlop wrócę zapewne jeszcze nie raz.


KONTAKTY | 37 KONTAKTY |


Mimo faktu, że Sri Lanka nie okazała się moim domem, jestem ogromnie wdzięczna losowi za to doświadczenie. To tutaj – na Sri Lance – nauczyłam się oddychać poprzez regularne sesje jogi, schudłam 5 kg, zaprzyjaźniłam się z oceanem i deską surfingową. To właśnie tu- taj odwiedziłam miejsca, o których marzyłam i do których często będę wracać myślami. To właśnie na Sri Lance odbyłam swoją pierwszą samotną podróż pociągiem w Azji. To tutaj mo- głam każdego dnia podziwiać piękne zachody słońca nad oceanem, uśmiechać się na widok małych słoniątek i zjeść niezliczone ilości ryb i krewetek. To tutaj nauczyłam się być sama ze sobą i stałam się panią swojego czasu. To tutaj zrozumiałam, że moje miejsce jest gdzieś in- dziej.


Po 180 dniach pobytu na Sri Lance, dwóch monsunach, oddalona 8000 km od domu, upo- jona słońcem i winem kokosowym, wyciszona wewnętrznie, wracam – z dużą dozą dobrej energii i walizką wypełnioną po brzegi herba- tą – do domu. Czy Sri Lanka mnie odmieniła? Myślę, że nie, bo aż takiej mocy nie ma. Nie- stety nie wypłukała ze mnie ani mojej chole- rycznej natury, ani mojej tendencji do niemiec- kiego „ordnungu„. To akurat dobrze. Sri Lanka ubogaciła mnie za to w nowe doświadczenia i wspomnienia. Te pozostaną we mnie na za- wsze. Gdyby nie mój pobyt na Cejlonie, sama nie wiem, czy w ogóle i kiedy powstałby ten blog podróżniczy.


Gdy byłam dzieckiem zielony był moim ulubio- nym kolorem. Choć na Sri Lance wielokrotnie śpiewałam „zielono mi…“ mój pobyt tutaj był naznaczony wszystkimi kolorami tęczy a cza- sami nawet tęczę przysłaniały chmury. Dziś śmiało mogę powiedzieć, że doganiam tęczę, a tym samym moja przygoda z Cejlonem rów- nież dobiega końca.


Poza tym, że znowu ukradłam spory kawałek świata, na Sri Lance nauczyłam się jednej, bardzo istotnej rzeczy, która sprawdza się nie tylko w podróży, ale przede wszystkim w życiu : nie oczekuj niczego, bądź gotowy na wszyst- ko. Pobyt na Cejlonie uświadomił mi dogłębnie znaczenie tych słów. Było mega. Wygrałam ten czas. Nie żałuję niczego. Historia Travel- lanki na pewno się nie kończy. Shantaram na- dal się pisze, a ciąg dalszy nastąpi.


Paulina Grzelka


@travellankacejlon - 30-letnia singielka; podróżniczka kochająca życie; pasjonat- ka obcych kultur i religii; studentka prawa i ekonomii; złodziejka świata.


Blog:


https://travellankacejlon.wordpress.com/ Facebook Fanpage: Travellanka - moja historia o Cejlonie


Page 1  |  Page 2  |  Page 3  |  Page 4  |  Page 5  |  Page 6  |  Page 7  |  Page 8  |  Page 9  |  Page 10  |  Page 11  |  Page 12  |  Page 13  |  Page 14  |  Page 15  |  Page 16  |  Page 17  |  Page 18  |  Page 19  |  Page 20  |  Page 21  |  Page 22  |  Page 23  |  Page 24  |  Page 25  |  Page 26  |  Page 27  |  Page 28  |  Page 29  |  Page 30  |  Page 31  |  Page 32  |  Page 33  |  Page 34  |  Page 35  |  Page 36  |  Page 37  |  Page 38  |  Page 39  |  Page 40  |  Page 41  |  Page 42  |  Page 43  |  Page 44