mieliśmy autobusu. A teraz mamy. Powiedzieliśmy sobie: podej- mujemy to wyzwanie, idziemy w tę przygodę minimalistycznego życia. I chcemy tu zostać. Zobaczymy, czy aura i pozytywne flu- idy będą nam sprzyjały. Mam taką nadzieję.
Dziękuję za rozmowę. Mr Stabhochsprung
Tak nazywany jest Leszek Klima, tyczkarz związany z klubem TSV Bayer 04 Leverkusen, trener wielu reprezentantów Niemiec w skoku o tyczce, ale i Anny Rogowskiej, która w Leverkusen ćwiczyła pod jego okiem. Mistrza tyczki odwiedził w Leverkusen Andreas Hübsch.
Mówi się na Pana „Mister Stabhochsprung”?
Niektórzy na zawodach mówią legenda niemieckiej tyczki (śmiech).
Człowiek, w którego piersi biją dwa serca, który myśli i mówi w dwóch językach?
Moje początki były w Polsce i do końca życia zawsze będę Po- lakiem.
Świadectwem tego, że jest Pan szanowany i lubiany w klubie jest chyba fakt, że w ubiegłym roku z okazji 60 urodzin, 18 marca, klub zorganizował Panu niespodziankę?
Moja żona i córka zaprosiły mnie na obiad w restauracji. Córka nagle powiedziała, że zapomniała czegoś na treningu i przywio- zły mnie tutaj do hali klubu TSV Bayer 04 Leverkusen. A w hali czekali już wszyscy moi byli zawodnicy, trenerzy i przyjaciele, aby uczcić ze mną moje urodziny. To było wzruszające.
Oprócz prowadzenia treningu z wszystkimi niemal niemiec- kimi reprezentantami trenował Pan też z Anną Rogowską i to tu, na obiekcie w Leverkusen?
Zdecydowanie udało mi się wtedy pomóc Ani w trudnym okresie skakania. Miała mentalne problemy i aby to zmienić, przyjechała trenować u mnie i mieszkała cały rok w Leverkusen. Trenowała ze mną w mojej grupie. Wynikiem jej ciężkiej i dobrej pracy ze mną i z jej trenerem, Jackiem Torlińskim, dziś jej mężem, zdobyła mistrzostwo świata. To był jeden z większych sukcesów moje- go życia!
Wcześniej Anna Rogowska zdobyła brązowy medal na igrzyskach olimpijskich w Atenach w 2004 roku, a w 2009 r. mistrzostwo świata. Okazało się jednak, że zarówno klub TSV Bayer 04 Leverkusen jak i niemiecka federacja tycz- karzy nie widzieli tego pozytywnie, nie życzyli sobie, by to się powtarzało, aby na obiekcie w Niemczech trenowali pod Pana okiem konkurenci niemieckiej reprezentacji, czyli pol- scy sportowcy?
Nie tylko polscy! To stało się za sprawą Silke Spiegelburg, ona sprawiła, że zakazano mi trenować z cudzoziemcami. W mojej grupie zawsze był jakiś cudzoziemiec – jakiś Japończyk, ktoś z Islandii, Holandii, zasłużeni sportowcy. To było zawsze dobrym uzupełnieniem mojej pracy i czymś dobrym dla mojej grupy. Ale Silke była bardzo egoistyczna i według niej nie było mi wolno pracować nawet z niemieckimi konkurentkami. Dopiero kiedy Silke stąd odeszła, bo zmieniła miejsce zamieszkania, mogłem sobie dobrać dziewczyny, które chciały u mnie trenować. Teraz
m.in. jest to Katharina Bauer, aktualna mistrzyni Niemiec na hali z życiowym wynikiem 4,65m. Ale z nią mogłem zacząć trenować dopiero, kiedy Silke odeszła.
Do Niemiec przyjechał Pan w 1981 roku jeszcze przed sta- nem wojennym?
Powodem były zdarzenia w Polsce. Pracowałem wtedy w Byd- goszczy jako nauczyciel i tam nauczyciele jako pierwsi dostali po głowie. To mnie zmusiło do refleksji, czy dla mojej rodziny nie będzie lepiej, jeśli pomogę jej z zewnątrz. Brat był po cięż- kim wypadku na motorze. Aby mu pomóc, zdecydowałem się na wyjazd do Niemiec. Nie wiedziałem, że mam niemieckie pocho- dzenie. Dopiero kiedy poszperałem w papierach mojej babci, do-
wiedziałem się, że syn mojej babci, czyli wujek, zginął walcząc w Wehrmachcie. To było dla mnie zielonym światłem, by zostać w Niemczech jako przesiedleniec.
Ale studia skończył Pan w Polsce?
Tak, studia sportowe skończyłem w Polsce z dyplomem nauczy- ciela sportu i dyplomem trenera. Tego dyplomu nie chcieli mi uznać w RFN jako trenerski A-Schein. A chciałem pójść na studia trenerskie. Ale musiałem zrobić wykształcenie w Bayerze, by za- rabiać na życie. Dlatego pracowałem w laboratorium naukowym w Bayerze. Kiedy tu przyjechałem, miałem przez rok własnego trenera. Musiałem wtedy po raz drugi zoperować ścięgno Achil- lesa. Pierwszy raz operowano mnie jeszcze w Polsce. Mój trener dostał kontrakt w Ameryce Południowej i powiedziano mi, Le- szek, teraz ty jesteś trenerem, bo jesteś najlepszym skoczkiem. I jako trener miałem na początku trzech mężczyzn. Jeden dzie- sięcioboista, jeden trójskoczek i jeden tyczkarz. Aby to rozkręcić, po pracy w fabryce Bayera przychodziłem trenować z młodzieżą. Wygrałem z nimi pięć razy pod rząd mistrzostwa juniorów. Z tej młodzieży wyrośli np. Marc Osenberg, który teraz jest menadże- rem prawie wszystkich najlepszych tyczkarzy na świecie. Potem do mojej grupy dołączył Tim Lobinger i tak zaczęła się ta praca. Dopiero w 1996 roku dostałem kontrakt na trenera w klubie. Mo- głem wtedy skończyć pracę w laboratorium. Zawsze powtarzam moim zawodnikom, że największy talent, jaki mamy, to talent do pracy. „Und wenn du nichts geschafft hast, dann hast du nicht genug gewollt.“ Siłą woli można wszystko. Trzeba tylko chcieć!
Czy w sporcie można mówić o emeryturze?
No pewnie! Emerytura sportowa! Dochodzi się do takiego punk- tu, że dalej już – szczególnie mentalnie – nie można zajść. W tyczce jest problem przełamania ryzyka. To ryzyko jest z więk- szą wysokością coraz wyższe. Jeżeli nie ma się tej siły woli, by zaryzykować, to lepiej skończyć.
A trener przechodzi na emeryturę?
Nie, w moim wypadku na pewno nie (śmiech). Mam nadzieję, że jako trener będę pracował jeszcze co najmniej 20 lat.
Stąpamy po cienkim lodzie!
Pojednanie to jedno z najczęściej używanych słów w odniesieniu do polsko-niemieckiej historii. Wielu ekspertów twierdzi, że się udało. Przedstawiciele obozu rządzącego w Polsce są innego zdania, jak np. poseł PiS Arkadiusz Mularczyk, który stwierdził, że „pojednanie polsko-niemieckie było tylko sloganem, za którym nie kryły się faktyczne działania”. O genezie i aktualnym stanie polsko-niemieckiego pojednania Tomasz Kycia rozmawia z dr. Robertem Żurkiem, historykiem i teologiem, członkiem zarządu Fundacji Krzyżowa i autorem eseju na temat pojednania w naj- nowszym magazynie DIALOG.
Zacznijmy od tytułu w DIALOGU: Pojednanie to wielka war- tość czy oszustwo?
Z pewną niechęcią odpowiadam na tak postawione pytanie, bo może ono pozbawić słuchaczy motywacji do przeczytania tego tekstu (śmiech). Ale rozumiem, że nie mam innego wyjścia. Tak, moim zdaniem pojednanie polsko-niemieckie to wielka wartość,
Robert Zurek - Fundacja Krzyzowa KONTAKTY | 23 KONTAKTY |
Page 1 |
Page 2 |
Page 3 |
Page 4 |
Page 5 |
Page 6 |
Page 7 |
Page 8 |
Page 9 |
Page 10 |
Page 11 |
Page 12 |
Page 13 |
Page 14 |
Page 15 |
Page 16 |
Page 17 |
Page 18 |
Page 19 |
Page 20 |
Page 21 |
Page 22 |
Page 23 |
Page 24 |
Page 25 |
Page 26 |
Page 27 |
Page 28 |
Page 29 |
Page 30 |
Page 31 |
Page 32 |
Page 33 |
Page 34 |
Page 35 |
Page 36 |
Page 37 |
Page 38 |
Page 39 |
Page 40 |
Page 41 |
Page 42 |
Page 43 |
Page 44