This page contains a Flash digital edition of a book.
Jesteśmy największą milczącą grupą w Niemczech


Polonia nie jest zapraszana na szczyty integracyjne w Urzę-


dzie Kanclerskim, bo nie zgłasza żadnych problemów - twierdzi Lucyna Jachymiak-Królikowska. Członkini Krajowej Rady do spraw Inte- gracji i Migracji zaznacza, że jesienny Szczyt Integracyjny to kolejna szansa, by poruszyć problemy Polaków w Niemczech.


Tomasz Kycia: Na zbliżającym się jesiennym Szczycie Inte- gracyjnym w Urzędzie Kanclerskim podjęte mają być aspekty zdrowotne wśród migrantów. Na ile temat ten będzie doty- czył również Polaków mieszkających w Niemczech? Lucyna Jachimiak-Królikowska: Będzie on dotyczył Polaków i Polek mieszkających w Niemczech w bardzo wysokim stopniu. Problemy zdrowotne Polonii są tematem, który towarzyszy nam już od długiego czasu. Należę do emigracji lat 80. i pamiętam, jakie problemy pojawiały się w ówczesnych „Heimach”, w których tzw. monokultura męska polskich uciekinierów, głównie politycz- nych, była w wysokim stopniu zgromadzona. Poważnym proble- mem był alkoholizm wynikający z nudy i nicnierobienia. Dopiero na początku lat 90. rozwinęła się fala grup Anonimowych Alkoholików. W tej chwili na ulicach Berlina widać bardzo dużo grup polskich alkoholi- ków, szczególnie w dzielnicach, w których mieszka dużo Polaków, czyli w Neukoelln, Spandau, ale także w Mitte, na Ostbahnhof itd. Jest to jeden z problemów. Innym są choroby układu krążenia. Śmiertelność mężczyzn polskiego pochodzenia w wieku 35-45 lat jest szczególnie wysoka. Rów- nież wśród bezdomnych w Berlinie, a tak- że matek z dziećmi.


Jak tego typu dane zaprezentować w Urzę- dzie Kanclerskim? Jest to niezwykle kompleksowy temat. Dochodzi do tego historia najnowsza. Fala emigracji po 2003 roku przyniosła inne problemy, takie jak stresy, traumy, które na bazie obecnej infrastruktury ochrony zdrowia nie zawsze są możliwe do załatwienia.


Czy istnieje jakaś współpraca między organizacjami Polaków w Niemczech, która przygotowuje ten temat na najbliższy Szczyt Integracyjny? Niestety nie. Zarówno w Berlinie, jak i na terenie całych Niemiec nie ma organizacji, które zajmowałyby się tym tematem. W odróż- nieniu od innych samoorganizacji imigranckich, takich jak Turcy czy Rosjanie, Polacy tym tematem w ogóle się nie zajmują.


W ostatnich Szczytach Integracyjnych w Urzędzie Kancler- skim organizacje polonijne nie uczestniczyły, wyjątkiem była Pani obecność. Niektórzy działacze polonijni twierdzą, że Polacy są tak dobrze zintegrowani w Niemczech, że takich szczytów nie potrzebują. Pani mimo wszystko w nim uczest- niczyła, dlaczego? To jest bardzo naiwne twierdzenie, że Polacy nie powinni mieć reprezentacji jako świeża grupa osadnicza. Wręcz przeciwnie. Z naszej integracji na terenie Niemiec można wyciągnąć daleko idące wnioski, które mogą być przydatne jeżeli chodzi o opracowa- nie strategii integracyjnych. Nie możemy cichcem umykać ze współobowiązku. Jesteśmy częścią tego społeczeństwa i mamy obowiązek dyskutować o trudnych dla niego tematach.


Być może problem tkwi w tym, że działacze polonijni nie są zapraszani na Szczyty Integracyjne w Urzędzie Kanclerskim? Być może nie każdy czuje się reprezentowany przez osoby, które tam sie znajdują? Pytałam w Urzędzie Kanclerskim, dlaczego Polonia nie jest zapra- szana – z wyjątkiem mojej osoby oraz przedstawicieli Polskiej Ra- dy Społecznej (bo tylko te dwie struktury polonijne były reprezen- towane). Odpowiedź jest prosta: ponieważ nikt się nie zgłasza. Rząd jest po to, żeby załatwiać problemy, ale to my powinniśmy je zgłaszać. Nie można stać w kącie i dąsać się, że nas ktoś nie zapra- sza, tylko jeśli mamy coś naprawdę do powiedzenia, to trzeba mówić.


Może to jest właśnie ten moment, żeby połączyć wspólne siły organizacji polonijnych? Pani już dobrze orientuje się, jak funkcjonują Szczyty Integracyjne w Urzędzie Kanclerskim. Może warto stworzyć network polonijny, by być partnerem dla Urzędu kanclerskiego? Do tej pory organizacje działały w pojedynkę. Temat zdrowia mógłby być punktem wyjścia, bo jest neutralny. Nie ma potrzeby rywalizacji ani profilowania się cudzym kosztem. Problem zdrowia dotyczy nas wszystkich i dobrze byłoby, gdyby struktury polonijne wypowiedziały sie na ten temat. To nie muszą być wypowiedzi profesjonalne. Wystarczy, że zaczniemy zbierać wnioski wynikające z przyziemnych spostrzeżeń i doświadczeń. Temat mógłby doprowadzić do rzeczowej dyskusji wewnątrzpol- onijnej, zakończonej ogólnymi wnioskami.


Jest Pani członkinią Krajowej Rady d.s. Integracji i Migracji, czyli Landesbeirat für Integrations- und Migrationsfragen. Jak często w tym gremium poruszana jest kwestia Polaków? Polacy są w ostatnich latach największą grupą osadniczą w Niemczech. We wszy- stkich gremiach zajmujących się kwestią integracji i migracji, zarówno na szczeblu federalnym jak i landowym, Polacy nazy- wani są największą „milczącą” mniejszo- ścią w Niemczech. Oczywiście mniejszoś- cią nie uznaną tutaj. Podobnie jest w na- szym Landesbeirat. Jeżeli ja nie zainicjuję jakiegoś tematu, to Polacy czy organiza- cje polonijne same z siebie się do nas nie zwracają. A działam już od ponad 3 lat.


Może Polacy mieszkający w Berlinie nie wiedzą, na czym po- lega landowa rada i co można w niej ugrać? Może warto powiedzieć, po co ta rada jest i kto może się do niej zgłaszać? Do nas jako Landesbeirat może zwrócić się każda struktura, każda organizacja polonijna z każdym tematem. Cały przekrój tematy- czny dotyczący kwestii integracji i migracji odbywa się w grupach roboczych. Ja jestem w najbardziej aktywnej grupie roboczej d.s. szkolnictwa, kształcenia zawodowego, zakładania działalności gospodarczej itd. Poruszamy wiele tematów, które dotyczą Pola- ków i Polek przebywających na terenie Berlina.


Na koniec chciałem zapytać, jak Pani stowarzyszenie może się przyczynić do integracji między polonijnymi środowiska- mi w Niemczech, ale wchodząc do studia, dowiedziałem się, że Stowarzyszenie Polskich Przedsiębiorców NIKE już nie istnieje... Formalno-prawnie stowarzyszenie już nie istnieje, bo poprosiliś- my, by z końcem 2014 roku skreślono nas z rejestru stowarzyszeń. Nasz główny cel, czyli integracja własna w społeczeństwo niemie- ckie, wspaniale się wypełnił i istnienie stowarzyszenia jako organi- zacji czysto migranckiej nie ma sensu. Każdy z nas, członków rady, jest aktywny w wielu różnych instytucjach, w których możemy osiągnąć więcej niż poprzez stowarzyszenie.


Czyli koło się zamyka: Polacy są dobrze zintegrowani w Niem- czech. Dziękujemy za rozmowę!


KONTAKTY | 25 | KONTAKTY


Page 1  |  Page 2  |  Page 3  |  Page 4  |  Page 5  |  Page 6  |  Page 7  |  Page 8  |  Page 9  |  Page 10  |  Page 11  |  Page 12  |  Page 13  |  Page 14  |  Page 15  |  Page 16  |  Page 17  |  Page 18  |  Page 19  |  Page 20  |  Page 21  |  Page 22  |  Page 23  |  Page 24  |  Page 25  |  Page 26  |  Page 27  |  Page 28  |  Page 29  |  Page 30  |  Page 31  |  Page 32  |  Page 33  |  Page 34  |  Page 35  |  Page 36  |  Page 37  |  Page 38  |  Page 39  |  Page 40  |  Page 41  |  Page 42  |  Page 43  |  Page 44  |  Page 45  |  Page 46  |  Page 47  |  Page 48