Berlin
– z chęci na więcej
Maciej Bociański to osoba, która od pierwszej chwili budzi sympatię. Gadat- liwy, trochę roztrzepany, ale przede wszystkim – profesjonalny i ambitny. Urocza kombinacja. Może to właśnie ta mieszanka słowiańskich i germańskich cech sprawiła, że bazując na doświadczeniu nabytym w Polsce, nasz rodak odnosi spore sukcesy w Niemczech, a jego firma Agavis. Film & Media Production jest już rozpoznawalna na zachodnim rynku.
Anna Burek: W Polsce miałeś karierę, o jakiej wielu młodych ludzi mogło tylko marzyć – co skłoniło Cię do przyjazdu do Berlina? Maciej Bociański: Berlin pojawił się w moim życiu jako przypadek. Przyjechałem tu pewnego maja, by zobaczyć słynne rozróby w ra- mach obchodów pierwszomajowych. Atmosfera, którą tu zastałem, mnie po prostu pochłonęła. Nie tyle rozróby oczywiście, co samo miasto. Porównanie ówczesnych stolic Polski i Niemiec wychodziło jak porównanie nieba i ziemi. W Warszawie rzeczywiście miałem doskonałą pracę i niezłe doświadczenie, jednak niezbyt wielkie szanse na rozwój. Pracując w jednej z najlepszych agencji reklamo- wych w kraju, nie widziałem dla siebie możliwości dalszego rozwoju w Polsce. To pomogło mi w podjęciu decyzji – postanowiłem wyje- chać do Berlina i sięgnąć po nowe.
AB: Jak przywitał Cię Berlin? Maciej Bociański: Przyjechałem tu na wariackich papierach, bez pozwolenia na pracę, bez niczego – chciałem zobaczyć co się stanie, czy uda mi się zacząć od początku. Od razu zauważyłem, że mimo wielkości i liczebności mieszkańców tego miasta, żyje się tutaj dużo spokojniej niż w Warszawie. Już wtedy, ludzie wydawali się bardziej zrelaksowani niż w Polsce – nie było tej szalonej bieganiny, pędu, który widywałem w Warszawie. Ludzie wychodzą na spacery, do restauracji, niedziele spędzają z rodziną, a nie w galeriach handlo- wych – cieszą się życiem. Mam też wrażenie, że jednak jest tu dużo bezpieczniej niż w polskiej stolicy.
tu
AB: Jak wyglądał ten etap od przeprowadzki na wariackich papierach do założenia własnej firmy? Maciej Bociański: Ja nie wyjechałem z zamiarem zakładania tu biznesu, chciałem tylko spróbować czy dam sobie jakkolwiek radę. Najpierw poszedłem do szkoły językowej, bo to była dla mnie jedyna opcja, żeby dostać wizę pobytową. Niestety taka wiza ze szkoły językowej nie uprawniała mnie do pracy. Znalazłem jednak zapis w prawie niemieckim, że artyści i dziennikarze mogą pracować jako wolni strzelcy. W tamtym czasie studiowałem jeszcze dziennikarstwo w Warszawie, więc mogłem podciągnąć swoje działania pod te, które nie wymagały wizy pracowniczej. Założyłem więc wtedy włas- ną działalność gospodarczą, która dała mi możliwość współpracy z wieloma firmami i rozpoczęcia kariery w Niemczech.
AB: Od czego zaczęła się ta historia kariery? Maciej Bociański: Zaczęło się od praktyk w firmie – to była pierw- sza praca. Jako praktykant, za psie pieniądze. A potem już ruszyło – poznałem środowisko, zgłosiłem się ze swoją ofertą i umiejętnoś- ciami do kilku firm, zacząłem dostawać różne zlecenia a wraz z nimi wystawiać pierwsze rachunki. Po kilku latach otrzymałem pozwole- nie na stały pobyt.
AB: Czy to ryzyko wyjazdu z Polski się opłaciło? Maciej Bociański: Hmm, ciężko powiedzieć, czy się opłaciło. Zawsze się człowiek zastanawia, co by było, gdyby podjął inną de- cyzję. Mnie udało się tu rozkręcić sprawnie działający biznes, mimo że branża reklamowa nie jest stabilna. Stałe zmiany na rynku, ale
AB: Czy ten stereotyp Polaka – kombinatora nie przeszkadzał Ci w budowaniu wizerunku w Berlinie? Maciej Bociański: Nie, absolutnie nie. Wszyscy moi klienci są z po- lecenia, co znaczy, że komuś na tyle spodobał się mój system pracy, moje pomysły i ich realizacja, by polecić mnie dalej. Do tej pory nie było nikogo, kto z jakiegoś powodu byłby ze mnie niezadowolony. Tak działa ta branża – informacje szybko się rozchodzą i mam wra- żenie, że dobrze wykonane zlecenie samo się obroni. Chociaż teraz, kiedy o tym mówię, przypomina mi się film chyba o tytule „Obcy musi fruwać”. Przedstawia on swoistą prawdę na temat życia na emigracji – jako nietutejszy musisz nie tylko chodzić czy biegać tak jak wszyscy, musisz fruwać – czyli wykazać się czymś więcej, pokazać, że w czymś jesteś lepszy. Moje fruwanie polega na umiejętności organizacji wielu spraw na raz – jestem wielozadaniowy.
AB: Myślisz, że udałoby Ci się rozkręcić biznes na takim pozio- mie gdybyś został w Polsce? Maciej Bociański: Na pewno wyglądałoby to inaczej. Tutaj jest łat- wiej wystartować – założenie firmy nie wiąże się z żadnymi dodat- kowymi opłatami: nie płacisz ZUSu, ubezpieczeń obowiązkowych, możesz nawet w trakcie prowadzenia firmy otrzymywać dotację dla bezrobotnych. W Polsce albo jesteś bezrobotny, albo masz własną działalność. Nie da się tego pogodzić. Z kolei prowadzenie biznesu wiąże się w Polsce z dużymi kosztami. Często przecież graficy z ma- łych miasteczek nie są w stanie zarobić na ZUS. Tu jest łatwiej pod tym względem.
AB: Gdybyś nie zdecydował się na wyjazd do Berlina, gdzie byłbyś w tym momencie? Maciej Bociański: Nie mam pojęcia. Na pewno nie pracowałbym w agencji, w której pracowałem jako student. To praca dla młodych. Myślę, że dziś byłbym w Polsce na jakimś wysokim stanowisku. Wiem tylko, że za 10 lat chciałbym mieć kolejną firmę. Szczególnie, że odpadną mi dla niej koszty przygotowania reklamy (śmiech).
Anna Burek KONTAKTY | 14 | KONTAKTY Przykładowe produkcje Macieja Bociańskiego
i w trendach sprawiają, że jeden rok może być rewelacyjny, a kolej- nego traci się kilku dużych klientów. Trzeba stale nadążać za tymi zmianami, dostosowywać się do nich i rozwijać. Wiele się też nau- czyłem. Ceny usług muszą być wyważone. Ja współpracuję z gra- fikami z Polski, którzy wykonują dla mnie pewne zlecenia taniej, przez co ja mogę obsługiwać taniej klientów w Niemczech. Oczywiście mam też zleceniodawców, którzy płacą więcej – to wszystko jest kwestią dopasowania ceny do odbiorcy.
AB: Czy do miejsca, w którym się teraz znajdujesz, doprowa- dziły Cię cechy polskie czy niemieckie? Maciej Bociański: Ja nigdy w Polsce nie dostałem po tyłku, więc nie mogę powiedzieć, że polska rzeczywistość mnie doświadczyła. Mój tato pracował w Niemczech, więc niczego mi nie brakowało – byłem w lepszej sytuacji niż typowy Polak. Jednak na pewno polska mentalność, by kombinować, nie poddawać się, być wszechstron- nym – to cechy, które mi bardzo pomogły. Polacy zawsze twierdzą, że potrafią. Nawet jak nie potrafią, to powiedzą, że potrafią i się na szybko nauczą. Ja w Polsce pracowałem z tekstem – na tym zarabiałem. W Niemczech okazało się, że moja znajomość języka niemieckiego nie pozwala mi na kontynuację tego zajęcia. By zostać w branży musiałem rozwinąć inne umiejętności, więc zająłem się grafiką. Tu wychodzi ze mnie Polak – polskość ma to do siebie, że zaczyna się kombinować.
Page 1 |
Page 2 |
Page 3 |
Page 4 |
Page 5 |
Page 6 |
Page 7 |
Page 8 |
Page 9 |
Page 10 |
Page 11 |
Page 12 |
Page 13 |
Page 14 |
Page 15 |
Page 16 |
Page 17 |
Page 18 |
Page 19 |
Page 20 |
Page 21 |
Page 22 |
Page 23 |
Page 24 |
Page 25 |
Page 26 |
Page 27 |
Page 28 |
Page 29 |
Page 30 |
Page 31 |
Page 32 |
Page 33 |
Page 34 |
Page 35 |
Page 36 |
Page 37 |
Page 38 |
Page 39 |
Page 40 |
Page 41 |
Page 42 |
Page 43 |
Page 44 |
Page 45 |
Page 46 |
Page 47 |
Page 48