search.noResults

search.searching

dataCollection.invalidEmail
note.createNoteMessage

search.noResults

search.searching

orderForm.title

orderForm.productCode
orderForm.description
orderForm.quantity
orderForm.itemPrice
orderForm.price
orderForm.totalPrice
orderForm.deliveryDetails.billingAddress
orderForm.deliveryDetails.deliveryAddress
orderForm.noItems
CO? GDZIE? KIEDY?


wykonanie: Archiwum Zespołu Mazowsze


Dobro. Tyle go w naszej codzienności. Dobra szkoła. Dobre studia. Dobra praca. Dobry film. Dobra sztu- ka. Dobra pizza. Dobre wino. Dobra pogoda. Dobrzy znajomi. Dobry dzień. Dobry wieczór. Dobry czas. Dobre życie. Dobre czyli jakie? Na wysokim po- ziomie, spełniające nasze oczekiwania, wnoszące coś nowego do naszego życia, pieszczące zmysły, sprawiające, że czujemy się szczęśliwi, bezpieczni


FELIETON


i spełnieni. Dobro – to coś czego się życzy. Innym i samemu sobie. Coś niezaprzeczalnie pozytywnego. Coś, do czego wszyscy dążymy. Chcemy mieć dobre wykształcenie, dobrą pracę, dobrą wy-


płatę, dobrą żonę, dobrego męża, dobre dzieci, dobrych sąsiadów, dobry samochód, dobre życie. Chwalimy się dobrymi wynikami, dobrym pozio- mem życia, dobrymi perspektywami. To dlaczego, do diaska, wstydzimy się być dobrymi ludźmi? Dlaczego głupio nam pomagać? Dlaczego potra- fimy chwalić się awansem, a wstyd nam przyznać, że pomogliśmy komuś w potrzebie? Dlaczego uczymy się mówić o sobie: wykształcony, ambitny, ale stale nie przechodzą nam przez gardło proste słowa: jestem dobry? Berlińskie metro, szczególnie zimą, to obraz nędzy, który przy-


prawia mnie o dreszcze. Hipokryzją byłoby mówić, że problem nie istnie- je latem, jednak zimą trudno przed nim uciec – żebrzący o kilka centów w każdym wagonie, bezdomni śpiący pod kartonami na niemalże każdej stacji metra, potrzebujący błąkający się po kioskach i kebabach i proszący o wsparcie, półprzytomni chorzy spędzający całe dnie w podziemnych ko- rytarzach, trzymając w rękach papierowe kubeczki. Czasem wrzucę kilka euro w pusty pojemnik. Zawsze jest mi wtedy głupio. Rumienię się, przy- spieszam kroku i błagam w duchu, by nikt nie zwrócił uwagi na ten maleńki gest. Dlaczego? Paweł Piotr Reszka w jednej ze swoich ostatnich książek re-


porterskich zauważa, że w 2014 roku wśród 25271 osób uhonorowanych medalem Sprawiedliwych za pomoc osobom pochodzenia żydowskiego w czasie II wojny światowej, 6454 osobami byli Polacy. Marzenie Baum z Ośrodka Brama Grodzka udało skontaktować się jedynie z 21 z nich, z czego 14 osób udzieliło jej wywiadu, jednak ani jedna nie zgodziła się na publikację swojego nazwiska. W tej samej publikacji autor przytacza historie osób, które decydują się na oddanie narządów swoich bliskich po ich śmierci. Gest ratowania czyjegoś życia ukrywany jest skrzętnie przez udzielających pomocy, a sami pomagający żyją w poczuciu ostracyzmu i strachu, że ktoś mógłby się dowiedzieć o ich decyzji niesienia pomocy. Dlaczego?


Moja dobra przyjaciółka, którą znam od dawna, w okresie świą- tecznych spotkań, nad kubkiem gorącej czekolady przebąknęła, że nie ma


KONTAKTY | 4 KONTAKTY |


zbyt wiele czasu, bo musi jeszcze wpaść w jedno miejsce. Jej tajemni- czy ton sprawił, że przez dobre 15 minut starałam się z niej wyciągnąć informację na temat jej sekretnych planów. Zachęcona obietnicą, że słowo harcerza – nikomu nie powtórzę, przyznała się w końcu do wsty- dliwego zobowiązania – wybierała się do domu pomocy społecznej, w którym od roku w tajemnicy przed rodziną odbywa wolontariat, by zgodnie z obietnicą daną mieszkańcom instytucji akompaniować im w trakcie wieczoru kolęd. Błagała mnie, bym nikomu o tym nie mówiła, bo jakoś tak jej głupio przyznać przed innymi, że spędza dwie godziny w tygodniu na pomocy innym. Dlaczego? Przykłady mogłabym mnożyć bez końca. Kolega, który


wstydzi się swojego marzenia, by zaoszczędzić wystarczającą sumę pieniędzy i wybudować szkołę dla ubogich dzieci w Pakistanie. Ciotka, która nie chce przyznać się przed swoimi dziećmi, że w ramach wolon- tariatu opiekuje się niepełnosprawnymi z pobliskiego ośrodka pomocy. Przyjaciółka, która anonimowo wysyła pieniądze do zaprzyjaźnionej kawiarni, by odwiedzający ja bezdomni mogli zjeść za darmo ciepły posiłek. Znajomy, który nawet swojej dziewczynie nie przyznał się, że część swojej wypłaty przelewa na rzecz zaadoptowanego dziecka z Afryki.


Jak to jest, że mniej wstydu odczuwamy dzieląc się histo-


riami pijackich imprez, niż mówiąc o drobnych gestach wykonanych wobec innych ludzi? Jak to się dzieje, że nie głupio nam wydać tysiące euro na nowy sprzęt grający, ale mamy opory wrzucić kilka monet do kubeczka żebrzącej na dworcu kobiety z dzieckiem? Jak to możliwe, że otwarcie drzwi przed staruszkiem wchodzącym do knajpy, zaofero- wanie pomocy w niesieniu zakupów starszej pani, kupno chleba dla potrzebującego, wsparcie ramieniem słabszego wprawia nas w zakło- potanie? Dlaczego? Czy to dlatego, że pomaganie nigdy nie było trendem?


Czy to dlatego, że kiedy słyszymy dobry chłopak przed oczami sta- je nam ktoś słaby? Czy to dlatego, że przymiotnik dobry kojarzy się nam z czymś przeciętnym, po prostu ok? Czy to dlatego, że dla wielu z nas dobre oznacza po prostu nudne? A może boimy się poczucia odpowiedzialności za żebrzącego w metrze, poczucia przywiązania do schorowanej sąsiadki, poczucia zaangażowania w życie osób po- trzebujących? A może nie chcemy chwalić się pomocą, bo boimy się być osądzeni jako osoby zbyt wrażliwe lub robiące coś na pokaz albo oczekujące poklasku w zamian za swoją empatię. Mówi się, że altru- izm jest najwyższą formą egoizmu. Tragiczne w skutkach powiedze- nie. Jednak nawet jeśli jest w nim ziarno prawdy, wolę chyba, poma- gając, czuć wynikający z egoizmu wstyd, niż nie podejmując żadnych działań – nie czuć nic.


Anna Burek


Page 1  |  Page 2  |  Page 3  |  Page 4  |  Page 5  |  Page 6  |  Page 7  |  Page 8  |  Page 9  |  Page 10  |  Page 11  |  Page 12  |  Page 13  |  Page 14  |  Page 15  |  Page 16  |  Page 17  |  Page 18  |  Page 19  |  Page 20  |  Page 21  |  Page 22  |  Page 23  |  Page 24  |  Page 25  |  Page 26  |  Page 27  |  Page 28  |  Page 29  |  Page 30  |  Page 31  |  Page 32  |  Page 33  |  Page 34  |  Page 35  |  Page 36  |  Page 37  |  Page 38  |  Page 39  |  Page 40