search.noResults

search.searching

dataCollection.invalidEmail
note.createNoteMessage

search.noResults

search.searching

orderForm.title

orderForm.productCode
orderForm.description
orderForm.quantity
orderForm.itemPrice
orderForm.price
orderForm.totalPrice
orderForm.deliveryDetails.billingAddress
orderForm.deliveryDetails.deliveryAddress
orderForm.noItems
Wśród „Baśni tysiąca i jednej nocy”


Na pewno słyszeli Państwo opowieść „Ali-Baba i 40 rozbójników” czy też „Sindbad Żeglarz”, które opowiadała okrutnemu mężowi piękna Szehereza- da. Nie każdy jednak zna ich indyjsko-perski rodowód. Ja w każdym razie czytałam je jako dziecko i bardzo mnie one intrygowały, bo pozwalały zajrzeć w zupełnie inny świat.


Wyspa Gheschm


Jak co roku, do ostatniej chwili nie byłam pew- na kiedy i jak długi będę miała urlop, więc kiedy w listopadzie nareszcie stanęłam przed wyborem celu mojej podróży, zadałam sobie dwa pytania: który piękny kraj nie jest aktual- nie oblegany przez tłumy turystów i jaką inną kulturę chciałam już od dawna poznać. Odpo- wiedź pojawiła się natychmiast – Iran. Dziedzic- two starożytnej Persji, kraj o burzliwej historii, o którym głośno ostatnio w mediach z powodu nałożonych na niego sankcji. Kraj o powierzch- ni 5 razy większej niż Polska, gdzie w okresie noworocznym można doświadczyć właściwie 4 pór roku, w zależności od tego, w który z jego regionów się udamy. Kraj, o którym przeciętny Europejczyk wie mniej więcej tyle, co nic.


równie szybko. Dla rozwiania wątpliwości i w przygotowaniu do rozmowy z bliskimi przeczy- tałam kilka niemiecko-, angielsko- i polskoję- zycznych relacji kobiet podróżujących samotnie po Iranie i tylko upewniłam się, że wybrałam właściwie. Kupiłam bilet do Teheranu. Nie będę Państwa okłamywać, że nie miałam żadnych obaw. O ile pewna byłam słuszności podję- tej decyzji, o tyle sporo kwestii organizacyj- nych pozostawało wielką niewiadomą, a różni znajomi starali się mnie zniechęcić lub też za wszelką cenę odwieść od podróży. Wiedziałam też, że będę się musiała uzbroić w cierpliwość w związku z restrykcyjnymi przepisami obowią- zującymi kobiety w tym kraju, również turystki. Kiedy informowałam znajomych, dokąd mam zamiar się udać, słyszałam najczęściej: Prze- cież to niebezpieczne! A chustkę już kupiłaś? Chyba zwariowałaś!


ręki mapę i przewodnik, skontaktowałam się ze wszystkimi znajomymi, którzy mogli opowie- dzieć mi coś o Iranie z własnego doświadczenia i zaczęłam planować swoją nieco ponad dwu- tygodniową podróż. Po kilku przygodach z za- łatwianiem rozmaitych formalności (wyrabianie paszportu i zawieranie odpowiedniego ubezpie- czenia w okresie okołoświątecznym bywa nieco skomplikowane) otrzymałam upragnioną wizę i kilka dni przed Sylwestrem wyleciałam do Te- heranu. Mogłabym Państwu opowiedzieć wiele rzeczy na temat Iranu i moich doświadczeń, ale skupię się tylko na kilku i mam nadzieję, że w ten sposób zachęcę Państwa do zaintereso- wania się tym niesamowitym krajem i wyrobie- nia sobie własnej opinii na jego temat. Spędziłam w Iranie ponad 2 tygodnie. Podró- żowałam sama, prawie wszystkimi dostępnymi środkami transportu i o różnych porach dnia. Odwiedziłam różne miasta i miejsca, a każde z nich było jak odrębna bajka o wyjątkowym charakterze. Niemal zawsze mogłam liczyć na radę i pomoc napotkanych Irańczyków, która zaczynała się poczęstunkiem herbatą, potrafiła


Nie, nie zwariowałam. Wzięłam do Decyzja o zakupie biletów zapadła


przerodzić się we wspólny obiad, a w najgor- szym przypadku sprowadzała się do znalezie- nia kogoś, kto byłby w stanie porozumieć się ze mną po angielsku albo przynajmniej bez- piecznie dostarczyć mnie pod wskazany adres. Niezliczoną ilość razy usłyszałam komplementy pod adresem Lewandowskiego i naszej druży- ny siatkarskiej, zdarzyło mi się również poznać wielbiciela muzyki Zbigniewa Preisnera! Spoty- kając się z gościnnością Irańczyków, automa- tycznie myślałam o naszej polskiej, tradycyjnej gościnności, którą tak zawsze się szczycimy, a która ostatnio gdzieś nam się troszeczkę rozmywa. I muszę powiedzieć, że było to tylko pierwsze podobieństwo, jakie odnalazłam w na- szych dwóch narodach.


Jest jednak coś, co samotną podróżniczkę do- tyka szczególnie. Być może mężczyźni nie od- czuwają aż tak wielkiej różnicy kulturowej, kiedy podróżują do krajów muzułmańskich, dla kobiet jednak różnica jest ogromna. Już w samolocie na lotnisku w Teheranie następuje mające w so- bie coś rytualnego i symbolicznego założenie szala czy też chusty, którymi kobiety zobligowa- ne są zakryć swoje włosy. Ten na pozór niewiel- ki gest wciela cię do grupy kobiet, identyfikuje, wyróżnia i w jakiś sposób jednoczy, ale też pięt- nuje i ogranicza. Od tej pory należysz do tych, którzy mogą mniej wobec litery prawa. Dlatego wśród młodych Iranek zobaczyć można wiele,


Meczet Nasir al-Mulk Shiraz


szyłam zwiedzać miasto. Odwiedziłam Pałac Golestan, którego lustrzane wnętrza aż przy- tłaczają swym blaskiem, jedną z galerii sztuki i zobaczyłam niezwykłą kolekcję królewskich klejnotów. Odwiedziłam też polski cmentarz, na którym spoczywają Polacy, którzy dotarli do Iranu w czasie marszu armii gen. Władysława Andersa, a którego opiekun z radością opowia- da odwiedzającym jego historię, a także histo- rie polsko-irańskiej miłości. Udałam się na wę- drówkę w pobliskie ośnieżone góry, powitałam Nowy Rok w międzynarodowym towarzystwie i już po chwili, z wielkim poczuciem niedosytu i mocnym postanowieniem powrotu do tego niezwykłego miasta, udałam się na samolot na wyspę Gheschm.


Tradycyjne przysmaki


które obowiązkowe nakrycie głowy stosują tylko na pozór, tylko na czubku głowy, próbując prze- sunąć granicę „dobrych obyczajów”, walcząc tym samym o odrobinę wolności. Jednak do nieporadnego zakładania chust przez turystki większość spotykanych Irańczyków odnosi się z przyjaznym rozbawieniem i wyrozumiałością. Teheran. Pierwszy przystanek na mojej trasie. Miasto olbrzym, tętniące życiem, pełne ludzi, samochodów i...kotów, które bez strachu wy- grzewają się na słońcu na trawnikach, pomni- kach i ulicach, od czasu do czasu dokarmiane przez ludzi kawałkami mięsa. Niesamowita mieszanka tradycyjnych ogrodów i budynków schowanych wśród nowoczesnej architektury. To miasto ma w sobie coś z Berlina – albo je kochasz, albo nienawidzisz. Pierwszy raz zo- baczyłam je tle ośnieżonych gór odbijających promienie wschodzącego słońca. Spoglądałam przez szyby taksówki i zachłannie chłonęłam każdy szczegół codziennego życia mieszkań- ców jadących na specjalnie przerobionych motocyklach, niosących na rękach całe stosy tradycyjnego chleba, przytrzymujących ręką czarne czadory. Na ulicach miasta panuje ruch „organiczny”. Na pierwszy rzut oka może się wydawać kompletnym chaosem, w rzeczywisto- ści jednak kierowcy samochodów i piesi zręcz- nie omijają jedni drugich, uważnie obserwując się nawzajem. Ciepło i przepisowo ubrana ru-


KONTAKTY | 21 KONTAKTY |


Kolejny punkt mojej podróży powitał mnie słońcem i letnią temperaturą. Największa irań- ska wyspa, Gheschm, na której mieszczą się przepiękne formacje skalne i park geologiczny wpisany na listę światowego dziedzictwa UNE- SCO, a także jej niewielka sąsiadka Hormoz, idealnie nadają się na urlop zimową porą. Tem- peratura w dzień osiąga około 30°C, podczas gdy towarzysząca jej lekka bryza czyni ciepło jeszcze przyjemniejszym. To magiczne miej- sce potrafi sprawić, że turyści uznają matkę naturę za jednego z najwspanialszych artystów wszechczasów. Na wyspie wśród ludzi niezna- jących angielskiego, raczona świeżą rybą i dak- tylami, poznałam wyjątkowy wymiar niewerbal- nej komunikacji i nowe zasady gry w domino, a dzień przed odlotem zobaczyłam jeden z naj- wspanialszych zachodów słońca w moim życiu. W kolejnym mieście, jakim był główny cel tu- rystów przybywających do Iranu czyli Schirāz, odbyłam krótki kurs historii, zwiedzając antycz- ne ruiny pobliskiego Persepolis, wysłuchując poezji Hāfeza nad jego własnym grobem i za- poznając się z tradycyjnym irańskim sportem, jakim jest Varzesch-e bāstāni. Chwilę później spacerowałam już przypominającymi labirynt uliczkami pustynnego miasta Yazd wśród do- mów w kolorze piasku i wspinałam się do wież milczenia, które świadczą o dawnej religii Per- sów – zaratusztrianiźmie – wciąż jeszcze prak- tykowanej w Iranie. We wszystkich tych mia- stach smakowałam tradycyjnych potraw, które rozpływały się w ustach zostawiając na języku smak orientalnych przypraw, wśród których do- minował oczywiście szafran. Spróbowałam po- trawki z wielbłąda, szafranowych lodów i kilku rodzajów irańskiej „jednogarnkówki”, czyli Ash, które nie wiedzieć czemu bardzo kojarzyły mi się z naszą rodzimą kuchnią.


Nie sposób przekazać w tym artykule wszyst- kich pozytywnych wrażeń, jakich doznałam podczas mojej podróży. Nie sposób przeka- zać aromatów przypraw piętrzących się na stoiskach głośnych i tłocznych bazarów, które odwiedzałam w każdym nieomal mieście. Nie- możliwe jest przedstawienie wszystkich moich nowych przyjaciół, których zostawiłam w tym niezwykłym kraju. Nie jestem też w stanie za- prezentować Państwu przyjemnego brzmie- nia języka, którego słuchałam z wielkim na- tężeniem. Mam jednak nadzieję, że to, czego nie przekazały moje słowa, uzupełnią obrazy, a resztę poznają Państwo na miejscu, na żywo, ciesząc się pięknem i różnorodnością irańskiej kultury. Bo ja na pewno tam wrócę!


Danka Kłosowiak


Page 1  |  Page 2  |  Page 3  |  Page 4  |  Page 5  |  Page 6  |  Page 7  |  Page 8  |  Page 9  |  Page 10  |  Page 11  |  Page 12  |  Page 13  |  Page 14  |  Page 15  |  Page 16  |  Page 17  |  Page 18  |  Page 19  |  Page 20  |  Page 21  |  Page 22  |  Page 23  |  Page 24  |  Page 25  |  Page 26  |  Page 27  |  Page 28  |  Page 29  |  Page 30  |  Page 31  |  Page 32  |  Page 33  |  Page 34  |  Page 35  |  Page 36  |  Page 37  |  Page 38  |  Page 39  |  Page 40