search.noResults

search.searching

dataCollection.invalidEmail
note.createNoteMessage

search.noResults

search.searching

orderForm.title

orderForm.productCode
orderForm.description
orderForm.quantity
orderForm.itemPrice
orderForm.price
orderForm.totalPrice
orderForm.deliveryDetails.billingAddress
orderForm.deliveryDetails.deliveryAddress
orderForm.noItems
PROSTO Z UKOSA I JAK TU NIE ZAKLĄĆ?


Co jakiś czas cisną mi się tzw. „mocne słowa” – przy czym te „mocne słowa” to mocno eufemistyczne określenie chamskiej gadki prymitywów o różnym statusie społecznym i wykształceniu.


Prymitywów, bowiem ich zasób słów nie pozwa- la na żadną inną ekspresję werbalną, jak tylko na użycie tych kilku wyrażeń, najczęściej o za- barwieniu fizjologiczno-burdelowo-knajpianym. Cisną mi się one do głowy i na usta nie w sensie dosłownym, lecz cisną się na mnie zewsząd; dosłownie mnie zasypują, jak śnieżna lawina i nie pozwalają zaczerpnąć świeżego powie- trza. Z tego co widzę, większość mieszkańców naszego cudnego pod każdym względem kraju jakoś się z tym oswoiła, a nawet zbratała. Ja jakoś tego nie potrafię i stała obecność języka, niegdyś uważanego za mowę najgorszych lum- pów spod ciemnej gwiazdy, w tzw. przestrzeni publicznej, jakoś mi przeszkadza. Niegdyś sło- wa te używane bywały, owszem, przez ludzi o pewnym poziomie ogłady także, w sytuacjach najwyższego wzburzenia i wówczas było wia- domo, że to wzburzenie jest tak wielkie, iż żadne inne słowa nie są go w stanie wyrazić. Lub do rozmowy o sprawach wywołujących naj- wyższy stopień irytacji. A czasem w kameralnej, blisko towarzyskiej konwersacji, dla uczynienia jej nieco zawadiacką. W tym ostatnim celowali ludzie o naprtawdę wysokim poziomie intelektu i osobistej kultury, którzy chcieli nieco oderwać się od konwencji – pięknie o tym mówił onegdaj Jerzy Waldorff, wspominając swoją przyjaźń i spotkania ze Stefanem Kisielewskim. Ponie- waż gospodyni Stefana Kisielewskiego nie ro- zumiała tej konwencji, a wulgaryzmy potwornie ją irytowały, więc panowie wymyślili specjalny kod angielsko- francuski i mówili, np. „dżob two- ju mać” albo „ty chyżu”, zamiast... No właśnie... Natomiast do bieżącego porozumiewania się wulgaryzmy służyły wyłącznie buraczanym lumpom, których myśli nigdy nie były głębsze od zbiornika gnojówki na podwórku chłopa ma- łorolnego pod Wołominem. Zdarzało się też, że niektórzy czynili z ostentacyjnego używania tego rodzaju słownictwa swój znak rozpoznaw- czy.


Dziś publiczne używanie knajackiego słow- nictwa żadnym wyróżnikiem być nie może, ze względu na jego wszechobecność – wyróżni- kiem bywa raczej język ładny i bogaty. Dawniej, gdy taki Franciszek Starowieyski z premedy- tacją pozwalał sobie publicznie, w dobrym to- warzystwie, soczyście i z wdziękiem zakląć – podkreślam: z wdziękiem, bo to wielka, dana nielicznym, sztuka; kląć z wdziękiem – to wy- woływał natychmiastowe poruszenie, na ogół życzliwe. Dziś najbardziej soczysta wiązanka przekleństw nie robi już na prawie nikim żadne- go wrażenia. Bo też i nie ma już takich, którzy potrafiliby ułożyć ją finezyjnie i rzucić z wdzię- kim. Prowadzi to do specyficznego zrównania grup społecznych i bez wylegitymowania trudno dziś odróżnić narodowego, bogobojnego polity- ka, od jego nie mniej narodowo wzmożonego i nie mniej bogobojnego, ale znacznie niżej w hierarchii społecznej stojącego i znacznie gorzej wykształconego elektoratu. Podobnie, jak bez spojrzenia w dowód tożsamości, trudno odróżnić wziętego pisarza z gruntownym hu- manistycznym wykształceniem od najgorszego chachara, który jest bohaterem jego książki. Mam wrażenie, że ostatnim bastionem, który się jeszcze broni przed tego rodzaju retoryką, są kościelne ambony, choć różnie bywa; bo- wiem wulgarny język nie składa się tylko z prze- kleństw, lecz także określeń i wyrażeń brutal- nych, niegrzecznych, obraźliwych, a te zdążyły się już na tej i owej ambonie i poza nią, w wiel- kiej obfitości pojawić.


Jedno jest pewne: dziś mało kto się irytuje, de- nerwuje, złości, jest rozdrażniony, zaperza się, dostaje furii, szału, popada w gniew, wzburze- nie, zacietrzewienie, wściekłość, amok w wyni- ku czego awanturuje się zapamiętale i z pasją, zjadliwie i kąśliwie, używając ciętego, jadowite- go języka, czym wyraża swą agresję, wrogość


i nienawiść. Nie, dziś nie ma już tego całego wielobarwnego świata emocji. Dziś, z finezją nałogowego bywalca prowincjonalnego szyn- ku, wszyscy się wkurwiają. Bez akcentowania poziomu emocji, ich barwy, intensywności i na- sycenia. Trywialnie wkurwiają się, co w dodatku donośnym głosem ogłaszają wszem i wobec… Dawniej, gdy ktoś do mnie mówił, że jest ziryto- wany lub że dostaje szału, to czułem tę różnicę. A gdy mówił, że się wkurwia, to wiedziałem, że jest doprowadzony do ostateczności. Gdy dziś ktoś mi mówi, że jest wkurwiony, to ja nie wiem, czy kawa była za słaba, czy syn rozwalił mu nowe auto, żona odeszła z kochankiem, a szef wywalił z roboty na zbitą mordę. Niektórym się wydaje, że publiczne zakomunikowanie swego wkurwienia przydaje ich emocjom mocy. Tym- czasem dołączają jedynie do chóru głoszących od rana do wieczora to samo. A w chórze poje- dynczy głos słabo jest słyszalny. Ostatnio przeczytałem sentencję, że lepiej kląć, niż być małym skurwysynem. No, to akurat się nie wyklucza, a wręcz przeciwnie. Mali ludzie na ogół miewają też małe argumenty i w małej ilo- ści, dlatego sięgają po argument „mocnego sło- wa”. Bo do jego użycia nie potrzeba ani szcze- gólnej wiedzy, ani polotu. Zbluzganie kogoś jest łatwiejsze niż rzeczowa polemika. I to właśnie tacy mali wyżej wymienieni spowodowali upo- wszechnienie się słownictwa rynsztokowego, brutalnego i ordynarnego. Bo skoro wszyscy tak gadają, to już nie widać, kto dureń i cham, a kto tylko się uwziął, by do poziomu durnia i chama się zniżyć jako „swój”. A ponieważ nie jest to w żaden sposób piętnowane – nie wspomina- jąc nawet o karaniu – więc rodzi zuchwalstwo. Coraz większe zuchwalstwo. Aż po próby po- parcia „mocnych słów”, „mocnym gestem” – co też ostatnio w naszym cudnym kraju bywało usprawiedliwiane na różne sposoby. I tak zrobi- ło się zdecydowanie mniej śmiesznie... Całkiem nieśmiesznie... Ale tutaj, nie będziemy tej myśli kontynuować, bo w tej kwestii, dotychczasowa ironia byłaby nie na miejscu.


Ty stara…


Na podwórku awantura. Dwie sąsiadki dosłow- nie biorą się za łby, ku uciesze licznych gapiów. Leje się potok najgorszych wyzwisk i obelg. Wreszcie jedna rzuca w stronę drugiej: - Ty stara k…


Druga na to z oburzeniem ripostuje: - Tylko nie stara, tylko nie stara!!!


Ozdoba


Spotykają się dwie znajome. Jedna w nowym futrze. Druga patrzy z zadrością, lecz udaje, że nie widzi. Wreszcie nie wytrzymuje i pyta: - Widzę nowe futro. A z czego ono jest? - Nie wiem tak dokładnie – z udawaną, niedbałą nonszlancją rzuca druga w odpowiedzi – z ja- kiegoś szczura czy małpy… - No popatrz; wspaniale w nim wyglądasz! Do- słownie, jak byś się w nim urodziła…


Przechwałki


Pewna kobieta chwali się sąsiadkom nowona- rodzonym potomkiem swojego syna: - Mówię wam, cały tata! Wyrośnie na wspa- niałego mężczyznę. Ma dopiero trzy miesiące, a już siedzi… - Co ty nie powiesz! – rzuca jedna ze słuchają- cych. – A za co???


Zgubna perwersja


Pewien mężczyzna jechał samochodem razem ze swoją dziewczyną. Jechał dość wolno, bo zbytnią uwagę poświęcał swojej pasażerce. Jej z kolei się to nie podobało i usiłowała go skłonić do szybszej jazdy. Wreszcie zaproponowała:


KONTAKTY 37 | KONTAKTY |


- Słuchaj, jeśli przyspieszysz, to za każde do- datkowe przyspieszenie o pięć kilometrów po- nad te 50 na godzinę z jakimi teraz jedziesz, zdejmę jedną część garderoby. Już po chwili ona siedziała goła, a on stracił panowanie nad rozpędzonym samochodem. Skończyło się w rowie. Dziewczynie nic się nie stało , ale on został zakleszczony za kierownicą i nie mógł się wydostać. Ona także nie potrafiła mu pomóc. - Idź poszukać jakiejś pomocy – zaproponował uwięziony mężczyzna. - Przecież jestem goła i nigdzie nie widzę swojej garderoby! – Wykrzyknęła zrozpaczona kobie- ta. - Tu wystaje moja noga – zauważył mężczyzna – zdejmij but i się nim zakryj… Dziewczyna rzeczywiście zakryła się butem, a goły biust drugą ręką i wybiegła zapłakana na drogę. Natychmiast zatrzymała się jakaś cięża- rówka. - Proszę mi pomóc – zaczęła prosić kierowcę, szlochając – mój chłopak tam utknął i nie mogę go wyciągnąć!


Kierowca spojrzał na nią uważnie i powiedział: - Proszę pani! Jeśli utknął tak bardzo, to już chyba po nim…


Pożytki z nowoczesności


Rozmawiają znajomi na temat konieczności stałego dokształcania się. - I powiem ci, że ja to stale uzupełniam wy- kształcenie – stwierdza jeden – a wszystko co wiem, zawdzięczam nowoczesnemu budownic- twu. - Coś takiego! – wykrzykuje drugi ze zdumie- niem. – Jak można wiedzę zawdzięczać bu- downictwu??? - Ano zwyczajnie. U mnie za ścianą miesz- kają niezwykle wykształceni ludzie i dużo ze sobą rozmawiają…


Z mądrości żydowskich Do rabina przybiega nabożny Żyd w stanie ogromnego podenerwowania. - Ratuj rebe, bo ja już nie wiem, co robić. Mój zięć jest ostatni meszuge! On ani nie potrafi pić, ani grać w karty, ani się zakładać… Aj, aj, aj ja nieszczęsny! - Srul, ale o co tobie się rozchodzi? To chyba dobrze, że on tego nie robi??? - Rebe, ja nie mówię, że on tego nie robi; ja tyl- ko mówię, że on tego nie potrafi!


MYŚLI WIELKICH, MĄDRYCH, NIE ZAWSZE ZNANYCH…


„To jest dobre pytanie” – jedyna odpowiedź, jaką politycy są w stanie dać na naprawdę do- bre pytanie…


Jurek Ciurlok „Ecik”


Page 1  |  Page 2  |  Page 3  |  Page 4  |  Page 5  |  Page 6  |  Page 7  |  Page 8  |  Page 9  |  Page 10  |  Page 11  |  Page 12  |  Page 13  |  Page 14  |  Page 15  |  Page 16  |  Page 17  |  Page 18  |  Page 19  |  Page 20  |  Page 21  |  Page 22  |  Page 23  |  Page 24  |  Page 25  |  Page 26  |  Page 27  |  Page 28  |  Page 29  |  Page 30  |  Page 31  |  Page 32  |  Page 33  |  Page 34  |  Page 35  |  Page 36  |  Page 37  |  Page 38  |  Page 39  |  Page 40