This page contains a Flash digital edition of a book.
Z KART HISTORII Skąd wziął się prysznic?


Nazywa się to różnie, w zależności od kraju. Zauważyłem jednak, że często jest to coś pochodnego od słowa „tusz”. Sądząc po aromatach unoszących się w publicznych miejscach - szczególnie, gdy jest ciepło - Polacy nie należą do szczególnych wielbicieli tego czegoś. I już zapewne nie ma wątpliwości, że nie chodzi o tusz wykonywany przez orkiestrę czy substancję służącą do ryso- wania, lecz o urządzenie zwane w Polsce prysznicem. A skąd u potomków Lechitów ta właśnie nazwa prysznic – a nie tusz, jak gdzie indziej? Zapewne niejeden powie: „od pryskania”. Gdyby tak było, to mielibyśmy pryskacz, a nie prysznic. Skąd, zatem „prysznic”? Ano od nazwiska jego wynalazcy: Vincenza Priessnitza.


kował przyrodolecznictwo. Jego dalsze dzia- łania raczej wskazywałyby na tę drugą ewen- tualność. Z czasem, to, co było doraźnym działa-


Urodził się on w Grafenbergu koło Frei-


waldau, czyli Jesenika. To południowe pogra- nicze Górnego i Dolnego Śląska w rejonie Nysy, dawniej na tzw. Śląsku Austriackim, dziś w Czechach. Działo się to 4 października 1799 roku w skromnej, chłopskiej rodzinie. Szkoły starał się unikać, dlatego dopiero, jako nas- tolatek nauczył się pisać i czytać. Przyczyną jego analfabetyzmu były też życiowe okoli- czności. Jego ojciec stracił wzrok i to on mu- siał zająć się gospodarstwem. Również, jako nastolatek zaczął robić pierwsze doświad- czenia z leczeniem zimną wodą, a właściwie okładami z niej. Skłoniła go do tego potrzeba, zmiażdżony palec i połamane żebra, wynik wypadku w gospodarstwie, czyli upadku z ko- nia. Tego typu urazy były wówczas uważane za drobiazg niewart wydawania pieniędzy na lekarza. Nie wiadomo, skąd 17 letni wówczas Priessnitz wziął wiedzę w tej sprawie. Być może zetknął się z książką świdnickiego leka- rza miejskiego Johanna Sigmunda Halma żyjącego w latach 1696-1773. W dziale pod tytułem „Zbawienne działanie świeżej wody w leczeniu wewnętrznych i zewnętrznych schorzeń” śląski lekarz opisał niektóre metody terapeutyczne. Lecz czy nie bardzo potrafiący czytać wiejski wyrostek rzeczywiście mógł korzystać z uczonej księgi? Czy też może intuicyjnie sam coś odkrył w tej sprawie? Mógł mu też podpowiedzieć, co nieco spokrew- niony z nim a mieszkający w sąsiedniej miejscowości Johann Schroth, który prakty-


niem spowodowanym konkretną potrzebą, zaczęło stawać się czymś w rodzaju profesji. Niestety, nie posiadamy szczegółowych wia- domości, czy i kto w tym czasie korzystał z nowo nabytej wiedzy i usług medycznych wiejskiego chłopca. W każdym bądź razie w wieku 23 lat w nowo wybudowanym ka- miennym domu urządził on specjalne po- mieszczenie do wodolecznictwa. Wykorzys- tywał okłady z zimnej wody w połączeniu z masażami i piciem świeżej wody. Ze zna- komitym skutkiem leczył reumatyzm, artre- tyzm, skutki urazów, schorzenia układu po- karmowego. Początkowo z jego pomocy ko- rzystali rolnicy i rzemieślnicy z okolicznych miejscowości, ale z czasem pojawili się księża, oficerowie, urzędnicy i szlachta. Wreszcie zaczęli przybywać arystokraci z najświetniej- szych, książęcych rodów: von Pless, von Anhalt, von Nassau, kardynał von Dipenbrock i następca cesarskiego tronu Austrii arcyksią- że Anton wraz z matką. Byli też pacjentami Priessnitza ludzie sztuki, m.in. wybitny poeta Heinrich Laube i - uwaga - Fryderyk Chopin. Kuracje przechodzili u niego przedstawiciele rodzin królewskich i członkowie cesarskiej rodziny z Wiednia. Przez całe swoje życie Priessnitz leczył ponad 40 tys. ludzi z Europy, Azji, Afryki i Ameryki. Wśród nich był zapewne i ten, który Polsce przyswoił nazwę „prysznic”. Sława ma oczywiście swoje dobre


strony, ale też rodzi zawiść i różne wątpliwości, co do zasadności jej po- wodów. Dlatego związek lekarzy wy- toczył Priessnitzowi proces o znachor- stwo. Jednakże w 1830 roku sąd go uniewinnił, a w następnym roku z Urzędu Krajowego w Opawie otrzy- mał zezwolenie na prowadzenie przy- rodolecznictwa. Bowiem w między- czasie leczenie wodą wzbogacił o tera- pię przy pomocy powietrza, słońca, gimnastyki i prostej pracy na świeżym powietrzu. W 1837 roku wysoka ko- misja lekarska w Wiedniu uznała sku- teczność tych metod. Do dziś są one zresztą stosowane. Szczególnie skute- czne i ostatnio coraz powszechniej stosowane jest oczyszczanie organiz- mu poprzez wolne sączenie czystej wody - co jest jednym z wynalazków


KONTAKTY | 24 | KONTAKTY


naszego rodaka. Bez odkryć genialnego ślązaka nie byłoby też późniejszej słynnej kuracji dr Kneippa. W 1838 Vincenz Priessnitz wybudował


sanatorium na 600 osób. Przyczyniło się to do szybkiego rozwoju jego rodzinnych stron i jego własnego wzbogacenia się. Pod koniec życia posiadał kilka majątków ziemskich w różnych miejscach na Śląsku, m.in. w Pacz- kowie. Po śmierci jego majątek oszacowano na 10 milionów guldenów, co było skarbem iście królewskim. Zmarł 28 listopada 1851 roku. Trzy lata wcześniej doznał ciężkiego udaru mózgu. Stwierdzono też u niego, co może nas mniej dziwić, objawy poważnego przewodnienia organizmu. W dokumentach medycznych jest także mowa o niepokojącym zmniejszeniu wątroby. Uroczystości pogrze- bowe celebrowało 40 księży. Obecne były oficjalne delegacje z wielu krajów, a na aksa- mitnej poduszce niesiono najwyższe austriac- kie odznaczenie, wielki, złoty medal nadany przez cesarza Ferdynanda. Po śmierci pomniki Vincenza Priessnitza


wzniesiono m.in. w Wiedniu, w Stuttgarcie i w jego rodzinnej miejscowości. Sanatorium przejął jeden z zięciów. Pozostały też notatki opisujące wszystkie terapeutyczne metody. Nie spisywał ich osobiście, lecz czyniła to cór- ka Jadwiga, jedna z siedmiorga dzieci (miał 6 córek i 1 syna). Notatki te pod nazwą: „Vincenza Priessnitza rodzinna księga wodna” są częścią zbiorów bibliotecznych Instytutu Medycyny Uniwersytetu Wiedeńskiego. Na tym mógłbym zakończyć, ale jest


jeszcze małe post scriptum do tej historii. Otóż jeden z kolejnych potomków naszego bohatera dr prawa Walter Priessnitz, urodzo- ny w 1932 roku w Zabrzu 20 lat temu został jednym z najwyższych urzędników w niemiec- kim ministerstwie spraw wewnętrznych. Jest, z czego być dumnym, drodzy rodacy – Ślązacy!


Jerzy Ciurlok Fragment książki „Moje okno na Śląsk"


Page 1  |  Page 2  |  Page 3  |  Page 4  |  Page 5  |  Page 6  |  Page 7  |  Page 8  |  Page 9  |  Page 10  |  Page 11  |  Page 12  |  Page 13  |  Page 14  |  Page 15  |  Page 16  |  Page 17  |  Page 18  |  Page 19  |  Page 20  |  Page 21  |  Page 22  |  Page 23  |  Page 24  |  Page 25  |  Page 26  |  Page 27  |  Page 28  |  Page 29  |  Page 30  |  Page 31  |  Page 32  |  Page 33  |  Page 34  |  Page 35  |  Page 36  |  Page 37  |  Page 38  |  Page 39  |  Page 40  |  Page 41  |  Page 42  |  Page 43  |  Page 44