FELIETON Kto jest kim? – Who is who?
Jest nas coraz więcej. Nas, to znaczy Polaków w Niemczech, z polskimi paszporta- mi. Federalny Urząd Statystyczny w Wiesbaden poinformował, że w ubiegłym roku 4496 Polaków otrzymało niemieckie obywatelstwo. W porównaniu z 2011 rokiem liczba osób polskiej narodowości skutecznie starających się o niemieckie obywa- telstwo wzrosła o 5,1 procent. Ciągle największą grupą naturalizowanych Niem- ców stanowią Turcy – 33 tysiące, a tuż za nimi są obywatele dawnej Jugosławii – Serbii, Czarnogóry i Kosowa – około 6 tysięcy. Jako Polacy i Turcy w Niemczech mamy nawet swoich przedstawicieli w polityce, a nawet jednego, czy raczej jedną, która reprezentuje obie nacje – panią Ülker Radziwill, kandydatkę SPD w dzielnicy Charlottenburg-Wilmersdorf.
Pani Radziwill urodziła się w 1966 roku
w Turcji. Kiedy miała 7 lat, przyjechała z rodzi- cami do Berlina, a po maturze prowadziła własne biuro podróży. Po zdobyciu dyplomu studiów ekonomicznych zdecydowała zająć się polityką. Jest żoną Clausa Radziwilla – adwokata, specjalizującego się w prawie bu- dowlanym i architektonicznym. Od roku 2001 jest posłanką SPD. W tym roku po raz pier- wszy kandyduje do Bundestagu. Angażuje się w problemy społeczne, a szczególnie w kwes- tię zbyt drogich mieszkań w centrum miasta, w czym zapewne pomaga jej specjalizacja zawodowa męża. Na swojej stronie interneto- wej przyznaje, że lubi tańczyć oraz spotykać się w gronie przyjaciół i rodziny. Uwielbia też piec i gotować, z czego zapewne jej mąż, jak każdy mężczyzna bez względu na narodo- wość, jest bardzo zadowolony. Nie wiadomo, czy Claus Radziwill mówi po polsku, ale nosi nazwisko jednego z najznakomitszych rodów arystokratycznych w Polsce. Nazwisko Radziwiłłów występuje po raz
pierwszy w dokumencie unii polsko-litewskiej w 1401 roku. Potęgę rodu zbudowano w XVI wieku. Mikołaj Radziwiłł doprowadził do mał- żeństwa swojej siostry Barbary Radziwiłłówny z królem Zygmuntem Augustem – jak donosi Wikipedia. Dzisiaj w Polsce żyje już siedemna- ste pokolenie Radziwiłłów. W Berlinie Radzi- wiłłowie posiadali swój pałac na Wilhelmstra- sse. Po tym jak go sprzedali, Bismarck w 1871 stworzył w nim Kancelarię Rzeszy, która od 1933 roku pełniła funkcję, o parodio losu, Kancelarii Hitlera. W pałacowym ogrodzie znajdował się jego bunkier. Gałąź niemieckich Radziwiłłów powstała, jak to zwykle bywa w rodzinach arystokratycznych, na skutek licznych małżeństw. Czy Claus Radziwill kon- tynuuje tradycje swojego rodu – nie wiado- mo, a jeśli już, to jest niezwykle ciekawe, jak pogodził je z tureckimi tradycjami swojej żony Ülker. Jakkolwiek by nie było, miło jest zoba- czyć arystokratyczne, stare polskie nazwisko na plakatach wyborczych w stolicy Niemiec. A jeżeli już poruszamy temat wyborów, to
oczy świata zwracają się dziś na najbardziej wpływową kobietę Europy – Angelę Merkel, która jest niezwykle szanowana przez czoło- wych polityków zagranicznych, ale nie do końca darzona estymą przez mieszkańców jej rodzinnej miejscowości Templin. W miastecz- ku tym, położonym 70 kilometrów od Berlina, Kanclerz Niemiec chodziła do szkoły i wycho- wywała się. Dziś mieszka tam jeszcze jej mat- ka, a sama kanclerz ma tu swoją dacze, do której chętnie przyjeżdża. Mieszkańcy Templi- na są rozczarowani, że stała się bardziej Wessi
KONTAKTY | 19 | KONTAKTY Angela Merkel
niż Ossi i „zapomniała o emeryturach dla ludzi ze wschodnich Niemiec”. Wszyscy w Templi- nie znają Panią Merkel, która podczas swoich nieoficjalnych pobytów w rodzinnym mieście stara się zawsze z nimi rozmawiać i dowiady- wać się, jak im się żyje. W dotkniętym 14 pro- centowym bezrobociem Templinie rządzi SPD. Miasto położone jest malowniczo, wśród je- zior i lasów i co roku odwiedza je ponad 300 tysięcy turystów. Burmistrz Templina mówi, że goście z Zachodu przyjeżdżają, aby przejść się śladami najbardziej znanej mieszkanki te- go miasta. Wielki szum wokół wyborów przyć- miła na chwile informacja o śmierci Marcela Reich-Ranickiego - niemieckiego krytyka lite- rackiego polsko-żydowskiego pochodzenia, zwanego często w Niemczech „papieżem lite- ratury”. Marcel Reich urodził się 2 czerwca 1920 we Włocławku, zmarł 18 września 2013 we Frankfurcie nad Menem. Skończył gimna- zjum w Berlinie. W 1938 wydalony został w ra- mach Polenaktion, jako Żyd bez niemieckiego obywatelstwa, z III Rzeszy do Polski. W getcie
Marcel Reich-Ranicki
warszawskim był szefem biura tłumaczeń Judenratu. W styczniu 1943 obrabował kasę Judenratu, aby uratować ją przed przekaza- niem Niemcom. Po ucieczce na aryjską stro- nę, ukrywał się u polskiej rodziny na warsza- wskiej Pradze, gdzie w 1944 roku wkroczyła Armia Czerwona. Później pracował dla pols- kich służb specjalnych między innymi w Pols- kiej Misji Wojskowej w Berlinie, a w latach 1948–1949 jako rezydent wywiadu UBP na stanowisku konsula RP w Londynie pod naz- wiskiem Ranicki, które stało się drugim czło- nem jego nazwiska. W 1949 musiał wracać do Polski ze względu na oskarżenia o wydanie wizy wydalonemu z Niemieckiej Partii Komu- nistycznej szwagrowi. Potem pracował jako lektor literatury niemieckiej w Wydawnictwie Ministerstwa Obrony Narodowej. Od 1951 roku pracował jako pisarz, jednak w latach 1953-54 otrzymał zakaz publikacji. Pracował wraz z żoną w Polskim Radiu, a w 1958 opuścił Polskę emigrując do RFN. Tak w największym skrócie na podstawie Wikipedii wyglądało bu- rzliwe życie Marcela Reich-Ranickiego, które- go krytyki bali się wszyscy. Sam zwykł mawiać - „do zawodu krytyka przypisana jest odwaga, zwłaszcza odwaga mylenia się. Kto nie ma odwagi, niech zostanie raczej księgowym lub doradcą podatkowym”. Z jego biografii wyni- ka, że nie bał się niczego i właściwie robił w ży- ciu co chciał. Po osiedleniu się w Niemczech, nie przyznawał się chętnie do swojej polsko- ści, ani też nie identyfikował z Polską. Wywiad z Reich-Ranickim był marzeniem każdego dziennikarza. W 2007 Uniwersytet Humboldta w Berlinie przyznał Ranickiemu honorowy doktorat. Rektor tłumaczył, tym symbolicz- nym gestem chciano wynagrodzić, że nie zos- tał przyjęty za młodu na uczelnię z powodu jego żydowskiego pochodzenia. Na przestrze- ni historii okazuje się, że można mieć nazwi- ska (szczególnie w przypadku kobiet) zupeł- nie nie związane z miejscem pochodzenia, być jednocześnie Polakiem, Niemcem, Żydem, Muzułmaninem, Turkiem – najważniejsze kim w tym wszystkim chcemy się czuć. Ale na to pytanie każdy z nas musi odpowiedzieć sobie sam. Tymczasem minister spraw zagranicznych
Radosław Sikorski po wizycie w stolicy Nie- miec napisał oficjalny mail do właściciela ho- telu Adlon, w którym nie było żadnego pols- kiego kanału telewizyjnego. Oczywiście naty- chmiast po zwróceniu uwagi na to polityczne faux pas, taki kanał został włączony do oferty kablowej w tym najsłynniejszym berlińskim hotelu. Media żartują, że minister Sikorski „polonizuje” w ten sposób Europę. W ramach dalszych akcji polonizacyjnych złożył on ska- rgę na brak polskiego audioprzewodnika po zamku w Carcassonne (zabytkowy, średnio- wieczny kompleks urbanistyczny w połud- niowej Francji). My, jako przeciętni zjadacze chleba, wielokrotnie narzekaliśmy, kiedy pod- czas wyjazdów zagranicznych nie znajdowa- liśmy informacji w języku polskim. Dobrze, że tym problemem zajął się sam minister, bo jego działania mają natychmiastową skutecz- ność. Czekamy na następne udane akcje po- lonizowania Europy.
Warszafka
Page 1 |
Page 2 |
Page 3 |
Page 4 |
Page 5 |
Page 6 |
Page 7 |
Page 8 |
Page 9 |
Page 10 |
Page 11 |
Page 12 |
Page 13 |
Page 14 |
Page 15 |
Page 16 |
Page 17 |
Page 18 |
Page 19 |
Page 20 |
Page 21 |
Page 22 |
Page 23 |
Page 24 |
Page 25 |
Page 26 |
Page 27 |
Page 28 |
Page 29 |
Page 30 |
Page 31 |
Page 32 |
Page 33 |
Page 34 |
Page 35 |
Page 36 |
Page 37 |
Page 38 |
Page 39 |
Page 40 |
Page 41 |
Page 42 |
Page 43 |
Page 44