WYWIAD MIESIĄCA
zatrzymasz jej” promujący nadchodzącą polskojęzyczną płytę można było usłyszeć
m.in. na ogólnopolskich i regionalnych antenach Polskiego Radia. Krys reprezentował Niemcy na dwóch międzynarodowych festiwalach telewizyjnych w Witebsku na Białorusi i w Jurmale na Łotwie, na których otrzymał nagrodę za artyzm.
K
nic zdawało się uciszanie mnie przez mamę. Śpiewałem piosenki. To mi zostało w pamięci. A potem... W domu organizowałem imprezy. Zaliczyłem domowe koncerty na scenie z kloc- ków, występy wśród rodziny i przyjaciół. Mój pierwszy sukces muzyczny był w trze-
ciej klasie szkoły podstawowej, kiedy to przy- stępowałem do Pierwszej Komunii Świętej. Wygrałem wówczas „Casting” zorganizowany przez księdza i katechetkę, zaśpiewałem pod- czas mszy.
A kiedy zacząłeś traktować śpiewa- Krys czy Krzysztof? Jak powinnam
się do Ciebie zwracać? Skąd pomysł na Krys Day? Zaczynałem śpiewać w Niemczech, a moje
imię Krzysztof było tu za trudne do wymó- wienia. Szukałem czegoś prostszego i bardziej cool. Stąd wziął się Krys. Wiele osób uważało, że powinno to być pisane przez „C” nie przez „K”, ale został Krys. Z kolei litera „D” to pier- wsza litera mojego nazwiska Dziwulski. A Day? Chciałem zaznaczyć swoją jasną
i ciemną stronę, zrobić energetyczny ying yang.
Dlaczego jednak dzień (Day)? Że jas-
na strona w Tobie wygrywa? Dzień kojarzy mi się ze światłem. I jest ta-
kim małym życiem. Od tego jak wygląda nasz dzień, zależy nasze życie. Czasami warto so- bie o tym przypomnieć.
Wyjechałeś z Polski mając zaledwie
3 lata. Mówisz, piszesz i śpiewasz pięk- nie po Polsku. Czyja to zasługa? To zasługa rodziców, bez dwóch zdań. To
oni dbali o to, bym dojeżdżał do polskiej szko- ły od pierwszej klasy szkoły podstawowej. Rozmawiali ze mną po polsku i dbali o to, aby ten język był żywy w moim życiu. W przed- szkolu i niemieckiej szkole dominował oczy- wiście język niemiecki. To, że mówię biegle w dwóch językach, stało się moim atutem, też zawodowym. Pracuję jako tłumacz przysięgły. Ukończyłem prawo polskie i niemieckie.
Od czego zaczęła się Twoja przygoda
ze śpiewaniem? Śpiewałem od dziecka. Ponoć najpierw za-
cząłem mówić, a później chodzić, co jest nie- typowe, bo dzieci zazwyczaj najpierw za- czynają chodzić, a potem mówić. Moja o 10 lat starsza siostra opowiadała mi, że jeszcze nie umiejąc wypowiedzieć tekstu, śpiewałem me- lodie. Dopiero parę lat temu się o tym dowie- działem. Pamiętam, jak z rodzicami przeprowadza-
liśmy się z Polski do Niemiec. Miałem 3,5 roku. Pamiętam pociąg, być może dlatego, że to był emocjonujący moment w moim życiu. W tym pociągu śpiewałem i byłem na kolanach u róż- nych kobiet, które sobie mnie podawały i na
KONTAKTY | 20 | KONTAKTY
nie poważnie i wiązać swoją przyszłość z muzyką? W 9-tej klasie założyliśmy zespół muzycz-
ny, w którym byłem jednym z solistów. Śpie- wałem wówczas ze swoją koleżanką Pegah Ferydoni, która dość szybko zrobiła karierę i dziś jest znaną aktorką (np. z serialu i filmu ”Türkisch für Anfänger”). Gra w wielu niemie- ckich filmach. Mogłem jej tylko zazdrościć zawrotnego tempa w robieniu kariery. Ale i ja miałem ciekawy epizod w swoim życiu, któ- rego to ona mi zazdrościła. Poznałem oso- biście Romana Polańskiego. Pegah Ferydoni była i jest jego wielką fanką, a ja byłem sta- tystą w „Pianiście”. Dopiero pod koniec liceum miałem taką
myśl, żeby zarejestrować swoje utwory profesjonalnie, powysyłać demo do wytwórni i robić coś w tym kierunku. Zebrałem całą odwagę, jaką w sobie miałem i zadzwoniłem do kolegi, który miał studio muzyczne z pyta- niem, czy moglibyśmy razem coś nagrać. I on się zgodził. Nie wiem, co by było, gdyby się nie zgodził. Pewnie szukałbym dalej. Prawda jest taka, że jeżeli chcemy coś robić, mamy to pragnienie serca, to szukamy i chcemy, by to coś się spełniło. Gdy wyjechałem na studia do Słubic i Frankfurtu nad Odrą, też szukałem różnych miejsc, które żyją sztuką, środowisk z nią związanych... A tak się jakoś dzieje, że jak się szuka, to potem się takie rzeczy same- mu przyciąga.
Sam piszesz swoje teksty. Skąd czer-
piesz pomysły? Z życia. To się różnie odbywa. I co najśmie-
szniejsze, to często nie jest świadomy proces. Czasem wyobrażam sobie różne historie albo one same do mnie jakoś trafiają, a ja chcę je opracować. Czasem myślę o tym, co chciał-
rys Day to nowe odkrycie Izabelin Studio, w którym swoje płyty nagrywali tacy artyści jak Edyta Bartosiewicz, Kasia Kowalska czy Anna Maria Jopek. Singiel artysty „Nie
bym ludziom przekazać z własnych doświad- czeń. Czasem jest fajnie wymyślić jakąś histo- rię. To jest kwestia kreatywności, myślenia i chęci tworzenia czegoś.
Śpiewanie to nie jedyny Twój sposób
na życie. Jesteś śpiewającym magis- trem prawa, tłumaczem przysięgłym, a za niedługo zostaniesz śpiewającym adwokatem. Jak zamierzasz połączyć te zawody ze sobą? Z tym adwokatem to nie tak szybko, naj-
pierw muszę zdać egzamin. Nie zapeszajmy. Kawał ciężkiej pracy jeszcze przede mną. A jak to łączę? Etapami. Różne rzeczy, w róż- nych okresach są priorytetowe. Teraz na przy- kład jestem skupiony na prawie. Trudno to dokładnie opisać. Jakoś to się dzieje. Z jednej strony bałem się tego, że zawód muzyka jest zawodem bardzo niepewnym, wielkie marze- nie o Hollywood niekoniecznie musi stać się rzeczywistością. Dlatego pragnąłem robić coś bardziej pewnego. Mój tata chciał, abym zos- tał prawnikiem, to było jego marzenie, a ja lu- bię powalczyć w imieniu sprawiedliwości. Cie- szę się, jak mogę moją naukę, pracę, możli- wości intelektualne wykorzystać do słusznego celu. Dobrze się z tym czuję. Z drugiej strony, zajmując się tylko ścisłymi rzeczami, czegoś by mi brakowało, miałbym poczucie, że usy- cham wewnętrznie. Mam w sobie stronę krea- tywną i potrzebuję tworzenia. Kiedy siedzę długo nad aktami, mam czasem potrzebę, żeby wstać i sobie pośpiewać.
W Berlinie mieszka sporo Polaków, odbywają się liczne spotkania polonij- ne. Czy w Twoich planach jest miejsce na śpiewanie właśnie dla nich? Jak najbardziej. Chcę to pokazać koncer-
tem, który organizujemy wspólnymi siłami 20 października w pięknej Ernst-Reuter-Saal. Występowałem już dla Polonii w Berlinie gra- jąc w teatrze polskim „Bez paniki” przez pra- wie dziesięć lat. Z dużą częścią Polonii spędzi- łem dużo fajnego czasu. Mam nadzieję, że nie- jedna osoba mnie zapamiętała z tych sztuk. Długo mnie w Berlinie nie było, jak mó-
wiłem studiowałem w Słubicach i Frankfurcie nad Odrą, teraz wróciłem do domu. Mam nadzieję, że trafię do ludzi, że spodoba im się mój materiał. Mam nadzieję, że będą dla mnie „bazą”. Każdy artysta taką posiada, a jest nią na ogół miasto lub region, w którym mieszka. Są to ludzie, na których można liczyć chociaż- by w różnych konkursach, gdzie o zwycięstwie decydują sms-y. Mam nadzieję, że taką bazę berlińską wśród Polonii będę miał, że uzyskam jej sympatię.
Dziękuję za rozmowę Izabela
PHOTO:
MORITZDAVIDFRIEDRICH.DE FACEBOOK.COM/KRYSDAY
Page 1 |
Page 2 |
Page 3 |
Page 4 |
Page 5 |
Page 6 |
Page 7 |
Page 8 |
Page 9 |
Page 10 |
Page 11 |
Page 12 |
Page 13 |
Page 14 |
Page 15 |
Page 16 |
Page 17 |
Page 18 |
Page 19 |
Page 20 |
Page 21 |
Page 22 |
Page 23 |
Page 24 |
Page 25 |
Page 26 |
Page 27 |
Page 28 |
Page 29 |
Page 30 |
Page 31 |
Page 32 |
Page 33 |
Page 34 |
Page 35 |
Page 36 |
Page 37 |
Page 38 |
Page 39 |
Page 40 |
Page 41 |
Page 42 |
Page 43 |
Page 44