This page contains a Flash digital edition of a book.
i wspieranie imprez, które organizuje szkoła. Staramy się dla dzie- ci, które przychodzą do nas z zewnątrz w ciągu roku szkolnego, lub przyjeżdżają do nas z małą znajomością języka niemieckiego, o dodatkowe lekcje, bo ten język jest im u nas bardzo potrzebny.


Rok szkolny już się zaczął, ale do Pani szkoły można się zgła- szać jeszcze w październiku. Co roku to się troszeczkę zmienia, termin jest ruchomy, ale zapisy rzeczywiście trwają. Tym razem chętni mogą zgłaszać się jeszcze do 25. października. Ten czas jest też potrzebny dzieciom i rodzi- com, by znaleźć odpowiednią szkołę. Może dodajmy, że rodzice muszą zgłosić swoje dzieci do szkół według przynależności rejo- nowej, a dopiero później mogą się ubiegać o szkołę swojego wy- boru. Jeśli chodzi o naszą szkołę, to wolne miejsca jeszcze są. Największy natłok już za nami, kolejek przed sekretariatem już nie ma, więc zapraszam do nas. Tym bardziej, że jeszcze tak się nie zdarzyło, żebyśmy musieli odesłać rodziców i ich dzieci do domu bez miejsca w naszej szkole.


Przybliżmy ten dwujęzyczny, polsko-niemiecki profil Szkoły Europejskiej, bo chodzi o pogodzenie dwóch języków, ojczy- stego i tego drugiego, później nauczonego. Często mamy do czynienia z dziećmi z rodzin polsko-niemieckich, albo z dziećmi, które mają polskie pochodzenie, ale silną niemie- cką socjalizację. U tych dzieci trudno powiedzieć, który język jest ich językiem ojczystym. Natomiast już łatwiej stwierdzić, który język jest językiem silniejszym. To język, w którym dzieci jako pier- wsze uczą się pisać i czytać. Bo tak jest im łatwiej. Dopiero gdy proces alfabetyzacji zostanie zakończony, wtedy uzupełnia się w tym języku „drugim”, polskim czy niemieckim, te znaki, których nie ma w języku „pierwszym”.


Jak to jest z tą dwujęzycznością u dzieci? Czasami możemy zaobserwować, że dwójka dzieci, pochodząca z polskich do- mów, z polskich rodzin, w zabawie ze sobą używa jednak ję- zyka niemieckiego.


To zależy od otoczenia dziecka. Nasi uczniowie uczą się języka pols- kiego nie tylko podczas lekcji, ale również od rówieśników i podczas wspólnych zabaw. Mottem naszej szkoły jest zdanie „Uczymy się wspólnie od siebie i dla siebie”. Nasze dzieci mają szansę nauczenia się języka polskiego niezależnie, czy jest on ich pierwszym, ojczystym ję- zykiem, czy też językiem „partnerskim” czyli „Partnersprache” - jak my to nazywamy. Nie od dziś wiadomo, że rozwój językowy dziecka zależ- ny jest od obcowania z żywym językiem, ale też przez dostęp do języ- kowego zapisu. Nasi uczniowie uczą się nie tylko języka kolokwialnego ale też czytają książki, zajmują się literaturą. Środowisko jest też polskie, ale przede wszystkim jednak podczas lekcji powiększa się sło- wnictwo i swoboda językowa.


Kto decyduje o planie lekcji i programie nauczania? Bo jest to oczywiście niemiecka, państwowa szkoła. Jaki wpływ na na- uczanie mają polscy pedagodzy? To jest niemiecka szkoła podstawowa i wszystkie przedmioty nau- czane są według planów ramowych nauczania w Niemczech. Jeśli chodzi o te dwa przedmioty „język polski ojczysty” i „język polski partnerski” to na terenie Berlina pracowała specjalna komisja, która została powołana do ustalenia planów nauczania języków w Szkołach Europejskich, bo jest ich oczywiście więcej, w sumie dziewięć. Plany nauczania zostały opracowane w trakcie pracy tej komisji. W przedmiotach takich jak matematyka, czy język nie- miecki ta sytuacja jest jasna. Ale jeśli chodzi o przedmioty nau- czane w języku polskim jak np. historia czy geografia, to tutaj obowiązuje niemiecki plan nauczania i dodatkowo 25% planu nau- czania obowiązującego w Polsce. Jako przykład może posłużyć historia. Tutaj oprócz niemieckiego planu nauczania o historii starożytnej Grecji i starożytnym Rzymie, polscy nauczyciele dołą- czyli naukę historii z okresu Jagiellonów i Piastów.


Państwowa Szkoła Europejska zaprasza wszystkich zaintere- sowanych 18 października na Dzień Otwartych Drzwi. Będzie możliwość zwiedzenia budynku szkoły, klas, pracowni i świe- tlicy, okazja do rozmowy z nauczycielami, opiekunami i ucz- niami. Wszystkie informacje, a także rozmowa z wicedyrektor szkoły, Ewą Kampes, na naszej stronie internetowej.


Piotr Olszówka tak mówił o zmarłym na antenie Polskiego Magazynu Radiowego w Niemczech: „Śmierć jest w was, jak słowik w klatce, ode mnie tylko zależy, żeby go wypuścić. No i co, czy dalej uważacie, że jestem utopistą, gadułą, marzycielem?” Ta kwestia Artura, skierowana do jego rodziców, Stomila i Eleonory, nabrała szczególnego znaczenia 15 sierpnia 2013 r. - autor „Tanga” zmarł w rocznicę „Cudu nad Wisłą”, w święto Matki Boskiej Zielnej, a w jego przypadku znaczy to nawet więcej, niż gdyby odszedł w prima aprilis. Mrożek był, jak każdy wielki artysta, osobowością paradoksalną. W stopniu niedościgłym wyobcowany z polskiego społeczeństwa jednocześnie pisał i rysował dzieła, będące destylatem polskości, pol- skiego absurdu, groteski naszej rzeczywistości, nieudolności i porażek prowadzących do zwycięstwa á rebours. Długo wydawało się, że Mrożek to karykaturzysta PRL-u, prześmiewca i krytyk systemu, narzuconego Polsce przez wraże moce. Z czasem jednak, po komunizmie, jego teksty nabrały uniwersalistycznej wymo- wy, znalazły miejsce w ciągu humanistycznych wypowiedzi uzupeł- niając triady, których elementami były w kontekście światowym dzieła Ionesco i Becketta, a w perspektywie polskojęzycznej Witkacego i Gombrowicza. Witkacy wyprzedził swą epokę, recepcja Gombrowicza była elitarna – Mrożek odniósł niebywały sukces stając się najpopularniejszym pol- skim dramatopisarzem XX wieku. Co jest istotą narracji mrożkowskiej? Bynajmniej nie idzie w niej o „running gags”, o próby przypodobania się publiczności łatwymi żarcikami. W „Rzeźni” przedstawia metaforę upadku kultury, tak w swej istocie przystającą do wizji Stanisława Ignacego Witkiewicza, najpełniej wyrażonej w „Szewcach”. Odwołując się do muzyki, jako ostatniego residuum wysokiej kultury używa Mrożek w „Rzeźni” podo- bnej alegorii, jak Gombrowicz w „Operetce”. Jego Edek z Tanga, to nowy Witkacowski Maciej Korbowa, albo Gombrowiczowska Iwona. Ci wszyscy bohaterowie są jak król Ubu Alfreda Jarry i tym samym są naprawdę polscy, bo pochodzący znikąd. Mrożek jako rysownik jest najczystszym przykładem redukcji formal- nej i syntetycznego absurdu. Jego minimalistyczna kreska rozpoz- nawalna jest zawsze i nie starzeje się z upływem lat i politycznych ustrojów. Tu także należy do panteonu obok Czeczota, Mleczki i Racz- kowskiego. „Tango”, „Rzeźnia” i „Emigranci” to utwory filozoficzne, których głębia przetrwała miazgę peerelu. Mrożek jednak był nie tylko dramatur- giem. Dopiero niedawno okazało się, jak interesującym był epistolo- grafem, jego opublikowana korespondencja ze Stanisławem Lemem słusznie przysporzyła mu nowej sławy i nagród. Ci dwaj znaleźli w sobie nawzajem zaiste godnych adresatów – ich listy jednocześnie opowiadają marne w istocie losy wybitnych intelektualistów w tota- litarnym uścisku i ukazują jak niezależnymi, jak suwerennymi myśli- cielami obaj byli. Mrożek wypada w nieuchronnym porównaniu z Le- mem o dziwo znaczniej lepiej, niż twórca „Solaris” - myśli i argumentu- je konsekwentniej i bardziej jeszcze niezależnie niż Lem, chyba że akurat żołądkuje się z powodu sukcesów Irenusza Iredyńskiego. A kto to był? - zapytacie Państwo. Pytanie iście mrożkowskie.


Polub nas na Facebooku! facebook.com/PolskieRadioWNiemczech


KONTAKTY | 23 | KONTAKTY


Zmarł Sławomir Mrożek


Urna z prochami pisarza spoczęła w krakowskim kościele pw. św. Piotra i Pawła. Wcześniej urna oraz księga kondolencyjna zostały wystawione w Barbakanie.


Page 1  |  Page 2  |  Page 3  |  Page 4  |  Page 5  |  Page 6  |  Page 7  |  Page 8  |  Page 9  |  Page 10  |  Page 11  |  Page 12  |  Page 13  |  Page 14  |  Page 15  |  Page 16  |  Page 17  |  Page 18  |  Page 19  |  Page 20  |  Page 21  |  Page 22  |  Page 23  |  Page 24  |  Page 25  |  Page 26  |  Page 27  |  Page 28  |  Page 29  |  Page 30  |  Page 31  |  Page 32  |  Page 33  |  Page 34  |  Page 35  |  Page 36  |  Page 37  |  Page 38  |  Page 39  |  Page 40  |  Page 41  |  Page 42  |  Page 43  |  Page 44