Nasza powszednia wieża Babel
Latem w pociągu... Kapryśne lato trwa. Naprzemiennie obdarowując nas to falami upałów, to innym razem okrywając nas grubą warstwą szarych chmur. Już nawet nasze szafy tracą orientację w czasie, bo raz to wyciągamy rzeczy moż- liwie lekkie i chłodne, by innym razem wertować je w poszukiwaniu cieplejszych bluz, swetrów i długich spodni. Mimo wszystko czas wakacji, to czas podró- ży. Podróże zaś są doskonałą okazją do obserwacji i poznawania czegoś innego, nowego. Ciekawym jest też, po wzbogaceniu się w letnim czasie kilkoma no- wymi perspektywami, użyć ich do obserwacji nas sa- mych... Latem pociag staje się niemalże moim drugim domem. Zwłaszcza, że podróżujemy wraz z dziećmi. Nie tracimy czasu na samo przemieszczanie się. Po- dróżujemy, korzystając z wygód przedziałów, mamy czas dla siebie. Często udaje się również nawiązać rozmowę ze współpodróżującymi, trochę się poznać jadąc wspólnie w tym samym kierunku ... do Amsterdamu Na odcinku z Kolonii do Bielefeldu, w wagonie bez- przedziałowym słyszałem jak ojciec rozmawiał po polsku ze swoim dziewięcioletnim synem, szeptem. To znaczy on mówił, a chłopak przytakiwał albo od- powiadał coś po niemiecku. Czasem dało słyszeć się głośniejszą konwersację między nimi. W języku niemieckim. Wtedy ojciec mówił swobodnie, niemal- że bezbłędnie z lekkim akcentem. Potem znowu po polsku, zniżonym głosem.
...do Fryburga To było już kilka lat temu. Jechaliśmy pociągiem z Berlina do Fryburga. Za oknem na niebieskim nie- bie pasły się leniwie białe owce chmur. W przedziale dla rodzin z dziećmi siedziała wraz z nami kobieta z dwójką swoich pociech. Rozmawiali po angielsku – piękną angielszczyzną, nie jakimś tam pidżin inglisz (właściwie pidgin english – gdzie pidgin określa języki o uproszczonej morfologii i składni a także o uprosz- czonym słownictwie, powstałe na stykach wielu kul- tur i języków). Kiedy wszedł konduktor, by sprawdzić bilety zagadnął dzieci po niemiecku, a te swobodnie opowiedziały mu jakie zabawki ze sobą wiozą. Nasze zdumienie było jeszcze większe, kiedy kobieta ode- brawszy telefon zaczęła do niego mówić łamaną polsz- czyzną, na co dzieci zareagowały krzycząc: Tata, tata!
...do Pragi Lipcowy upalny dzień. Pociąg jedzie z Hamburga przez Berlin. Za oknem zbiera się na burzę, a przy oknie na miejscach przy stoliku hałaśliwa rodzinka. Dwie dziewczynki w wieku szkolnym rozmawiają gło- śno po niemiecku. Rodzice pogrążeni w lekturach. Po jakimś czasie pociąg zbliża się do Drezna. Młodsza z dziewczynek prosi ojca po niemiecku, by dał jej coś do jedzenia, najlepiej ciastka. Ojciec odpowiada, że za chwilę wysiadają, zostaną odebrani na dworcu i pojadą wprost na kolację do dziadków, więc jedzenie ciastek w tym momencie nie jest naj- lepszym pomysłem. Wówczas obie dziewczynki, podejmują wypróbowaną strategię i zwracają się
z tą samą prośbą do matki. Tym razem po polsku. Po krótkiej rozmowie z mamą dziewczynki dają się prze- konać. Rodzina zabiera się do opuszczenia wagonu. Rodzice uzgadniają ostatnie szczegóły przesiadki po polsku. Dziewczynki bawią się w najlepsze śpiewa- jac i zgadując na przemian piosenki – po niemiecku. O naturalnym podziale języków pisałem w poprzed- nim numerze. Teraz przyszedł czas na drugą zasadę naszego dekalogu wychowania w dwu- i wielojęzycz- ności. Zasada ta jest zbudowana na pierwszej i jest jej koniecznym wzmocnieniem. Mówi ona o tym, że potrzebny jest konsekwentny podział wedle jasno określonych reguł. Dwa najczęsciej spotykane rozwią- zania to: jedna osoba jeden język oraz język rodziny i język otoczenia.
Język rodziny i język otoczenia W drugim przypadku, kiedy oboje rodziców posługuje się językiem polskim jako ojczystym sytuacja jest ja- sna. W domu, ale też na ulicy i w sklepie, jeżeli rodzice komunikują z dziećmi i nie naraża to na niezrozumie- nie inne osoby bezpośrednio uczestniczące w sytuacji komunikacyjnej, należy zawsze zostawać przy języku polskim. Co innego, gdy kumpel z klasy odwiedza naszego syna w domu i nie zna on polskiego, wte- dy jeżeli wywiązuje się konwersacja, język niemiecki będzie tu najbardziej właściwym. Nie przeszkadza to jednak w tym, by na przykład zawołać obu chłopców na poczęstunek po polsku. Wtedy to nasze dziecko, bazując na swej wielojęzycznej kompetencji, wytłu- maczy koledze o co chodzi. Nie powtarzajmy błędu ojca z pociągu do Amsterdamu, nie ukrywajmy się z polskim, nie wstydźmy się go. W takich sytuacjach ważne są trzy rzeczy: po pierwsze, by nie wstydzić się polskiego, po drugie, nie uciekać za bardzo w język obcy, jeśli to nie jest konieczne i po trzecie, by nikogo nie urazić, ignorując jego nieznajomość polskiego.
Jedna osoba, jeden język Jest to najbardziej klasyczne i najskuteczniejsze roz- wiązanie w wychowaniu w dwujęzyczności. Z mamą rozmawiam tylko po polsku (mimo iż na przykład mówi ona też po niemiecku) a z tatą tylko po niemiecku (lub angielsku czy francusku, itd. jak akurat w rodzinie wy- padło). Mama urodziła się i wychowała w Polsce, tata urodził się w Polsce ale wychował w niemczech i jego niemiecki jest lepszy. Każdy mówi do mnie swoim naj- mocniejszym językiem. Tak jak w przypadku hałaśliwej rodzinki z pociągu do Pragi wysiadającej w Dreźnie. Szczególne trudności napotykają rodzice w sytuacji, kiedy jedno z nich nie rozumie języka ojczystego dru- giego. Czyli jak w powyższym przykładzie, z tym że oj- ciec nie mówi i nie rozumie polskiego. Język polski jest wtedy w słabszej pozycji, gdyż ojciec posługuje się językiem otoczenia (niemieckim), a matka samotnie dźwiga ciężar edukacji wielojęzycznej (tzn. odpowied- niego wspierania rozwoju języka słabszego). Zwłasz-
cza w tej sytuacji bardzo ważne jest wsparcie z ze- wnątrz w postaci, zajęć,wyjazdów, warsztatów oraz spotkań z innymi dziećmi w języku polskim, gdyż takie
tylko domowe praktykowanie polskiego, rzadko prowadzi do pomyślnej dwujęzyczności. Sytu- acja idealna w tym rozwiązaniu jest wtedy, kiedy oboje rodzice rozumieją przynajmniej z grubsza ojczysty język, partnera lub partnerki. Jeśli nie, powinni przynajmniej starać się go nieco poznać, jeśli chcą by ich dzieci otrzymały maksymalnie optymalne warunki rozwoju językowego, ułatwia- jąc przy tym zadanie swojej drugiej połówce.
Dzielenie tak. A co z mnożeniem? A co z rodzinką angielsko-niemiecko-polską udającą się do Fryburga? Czy języki w rodzi- nie, można po prostu od tak mnożyć? Dorzu- cić jeszcze angielski? Ot, tak, bo się przyda i w szkole będzie łatwiej. Na te oraz inne, wy- nikające choćby z powyższego tekstu py- tania, chętnie udzielę Państwu odpowiedzi
w następnych odcinkach tego cyklu.
Serdecznie pozdrawiam Hubert Kopeć
Autor jest absolwentem Wydziału Polonisty- ki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, nauczycielem, wychowawcą, pedagogiem zaj- mującym się tematem wielojęzyczności u dzie- ci. Prowadzi kursy nauki języka polskiego dla dzieci w wieku szkolnym w szkole językowej Polka Dot w Berlinie. Na wszelkie pytania do- tyczące tematu chętnie udziela odpowiedzi pod adresem:
hubert.polka.dot@
gmail.com
Szkoła języka polskiego Polka Dot za- prasza na kursy języka polskiego dla dzieci i dorosłych. Uczymy polskiego metodą konwersacyjną na wszystkich poziomach zaawansowania.
Adres: Dresdener Strasse 116, 10999 Berlin Tel.: 030 65219703
E-mail:
info@polnischkurse-berlin.net
www.polnischkurse-berlin.net
Biuro ogłoszeń KONTAKTÓW e-mail:
webmaster@kontakty.org
tel.: 030 3241632, fax: 030 37591850 KONTAKTY | 16 KONTAKTY
|
Page 1 |
Page 2 |
Page 3 |
Page 4 |
Page 5 |
Page 6 |
Page 7 |
Page 8 |
Page 9 |
Page 10 |
Page 11 |
Page 12 |
Page 13 |
Page 14 |
Page 15 |
Page 16 |
Page 17 |
Page 18 |
Page 19 |
Page 20 |
Page 21 |
Page 22 |
Page 23 |
Page 24 |
Page 25 |
Page 26 |
Page 27 |
Page 28 |
Page 29 |
Page 30 |
Page 31 |
Page 32 |
Page 33 |
Page 34 |
Page 35 |
Page 36 |
Page 37 |
Page 38 |
Page 39 |
Page 40 |
Page 41 |
Page 42 |
Page 43 |
Page 44