Na Waszych gitarach grają giganci sceny metalowej. Kto na przy- kład?
Nam tylko gitary w głowie
W studiu COSMO - Radio po polsku z Robertem Solą i Pawłem Gontą z berlińskiej firmy „Hapas Guitars” rozmawia Maciej Wiśniewski.
Skąd wziął się pomysł, żeby projektować i budować gitary? Będę strzelał: sami jesteście gitarzystami?
Robert: Tak. To zawsze plus, jeśli umie się obsługiwać sprzęt, który się produkuje. Ten pomysł przyszedł mi do głowy jakieś 12 lat temu. Miałem około trzydziestki i zastanawiałem się, co chciałbym robić w życiu. Na ścianie w pokoju wisiały moje dwie gitary i pomyślałem, że potrafię zrobić nawet lepsze. Miałem już wykształcenie rzemieślnicze. Od żony dosta- łem na Walentynki książkę Martina Kocha – niemiecką biblię na temat budowy gitar. Przeczytałem ją i wykupiłem w Volkshochschule kurs ob- róbki drewna. Na nim zrobiłem swoją pierwszą gitarę – Flying V Gibsona.
To było jeszcze przed założeniem „Hapas Guitars”?
R: Firmę założyłem w 2010 r. Na początku działała ona w wariackich warunkach. Przez rok, zanim wynająłem warsztat, większość dużego pokoju w mieszkaniu zajmowała frezarka CNC do wycinania kształtów z drewna. Na szczęście żona bardzo mnie wspierała w mojej pasji. Do dziś jest moim największym fanem i wiele jej zawdzięczam. Zacząłem robić gitary i już pierwsze bardzo szybko sprzedały się przez internet. To mnie zmotywowało. W 2012 r. razem z Dennisem Kayzerem – znanym na scenie niezależnej muzykiem z Hamburga - zaprojektowaliśmy gitarę dla niego. „Kayzer”, bo tak się nazywała, to był nasz pierwszy wielki suk- ces. Jej zdjęcia obiegły internet, a firmą „Hapas Guitars” zainteresowali się inni muzycy. Razem z Simonem Hawemannem z berlińskiego zespo- łu War From A Harlots Mouth zrobiliśmy gitarę Sludge – siedmiostruno- wą, barytonową wersję Telecastera. Jej prezentacja w internecie to też była bomba. Posypały się zamówienia, interes ruszył z kopyta.
I w pewnym momencie tych zamówień było tak dużo, że potrzebo- wałeś pomocy i pojawił się Paweł?
R: Pawła poznałem dokładnie 12.12.2012 na koncercie, który był zapo- wiadany jako koncert końca świata. Potem byliśmy znajomymi na face- booku. I kiedyś na tym portalu zobaczyłem stół, który Paweł zaprojekto- wał, zbudował i pochwalił się nim.
Paweł: I dostałem wiadomość od Roberta: „Powinieneś budować gitary, a nie stoły” (śmiech). A ja marzyłem o tym, żeby budować gitary! Tylko, że nie widziałem w Berlinie takich możliwości. No więc robiłem wszystko „dookoła”: skończyłem kurs na realizatora dźwięku, starałem się dostać na studia designerskie, wreszcie zrobiłem kurs stolarski i na nim na ko- niec zaprojektowałem ten stół. Sms od Roberta to był ten brakujący ele- ment, który uzupełnił moją układankę.
R: Paweł świetnie się nadawał do tej roboty, bo jako projektant i produ- cent gitar musisz mieć wyczucie artystyczne, ale również zdoności rze- mieślnicze. No i oczywiście trzeba mieć ucho do muzyki, bo to w końcu jest najważniejsze. Gitara może super wyglądać na zdjęciu, ale to jest przede wszystkim instrument, który musi dobrze brzmieć i dobrze się musi na niej grać.
R: Naszym największym hitem na pewno był Korn. Kiedy w 2015 r. dosta- łem od kolegi smsa z pytaniem, czy chcecie robić gitary dla Korna, to nie wiedziałem, o co chodzi. Myślałem, że to ksywka jakiegoś niemieckiego zespołu. Do głowy mi nie przeszło, że to ten wielki amerykański band. Okazało się, że dzieki powiązaniom koleżeńskim gitarzysta Korna, Mun- ky, zobaczył w internecie jedną z naszych gitar i zainteresował się nami.
P: A potem przyszło zamówienie na dwie gitary dla Munky’ego. To były instrumenty na testy. Nie wiedzieliśmy, czy w ogóle kiedykolwiek je wy- próbuje, ale w końcu na jednej z nich grał na koncertach. W tym na festi- walu w Donington przed 80 tys. ludzi. Żadna nasza gitara nigdy nie była na większej scenie (śmiech). Munky zaprosił nas na koncert w Łodzi. Spotkalismy sie wówczas i przez godzinę gadaliśmy o gitarach, muzyce, a nawet prywatnych sprawach. Jak dobrzy koledzy.
R: Teraz mamy wiele kontaktów z fajnymi zespołami. Obecnie robimy np. gitarę dla Paradise Lost.
Robicie gitary na zamówienie, czyli spełniacie oczekiwania swoich klientów. Czy są granice, których nie przekraczacie?
P: Na pewno nie zrobimy gitary, która będzie źle brzmiała. W internecie można znaleźć mnóstwo gitar, które fajnie wyglądają, ale my od razu widzimy, że one nie będą dobrze grały. Bo nie ten kształt, nie to drewno, albo mają kupę dodatków, które hamują dźwięk. A my w „Hapas Guitars” robimy gitary razem z klientem pod warunkiem jednak, że to, co robimy, ma sens. My z góry wiemy, co będzie miało, a co nie.
R: Bo też cały czas o tym gadamy. Mamy gitary w głowie 24 godziny na dobę. Nie mamy do naszej pracy dystansu. My nią żyjemy. Dlate- go się rozwijamy. Z każdym rokiem nasze gitary są coraz lepsze. Moim osobistym celem jest to, żeby nasza gitara za 20 albo 30 lat nadal była fenomenalna. Miarą jakości jest dla mnie to, że produkty bez zarzutu funkcjonują przez lata. Obojętnie, czy będzie to pralka, wiertarka, samo- chód, czy właśnie gitara. A gitara jest jak wino – im starsza tym lepsza, bo wibracje, które powstają przy graniu, polepszają drewno.
Ile średnio kosztują Wasze gitary i ile trzeba na nie czekać? R: Średnio kosztują ok. 2 tys. euro, a czekać trzeba rok od zamówienia.
A kto nie musiał by czekać tak długo? Dla jakiego muzyka rzuciliby- ście wszystkie inne zamówienia i zrobili mu gitarę od ręki? R: Moim marzeniem jest zrobić gitarę dla Metalliki.
P: A ja najchętniej z naszą gitarą zobaczyłbym lidera i gitarzystę Pink Floyd Davida Gilmoura. On akurat sprzedaje całą swoją kolekcję 120 gitar, więc może do niego napiszemy. Na pewno będzie miał miejsce na nowe gitary!
Dziękuję za rozmowę Nowa emigracja, nowe podejście
Zainteresowanie nauką języka polskiego w Berlinie weszło w nową fazę. Polakom, którzy przyjechali do Niemiec na fali tzw. emigracji europejskiej szczególnie zależy na dwujęzycznym wychowaniu dzieci. Z Barbarą Rejak, przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Szkolnego „Oświata” w Berlinie rozmawiała Monika Sędzierska.
Jesteście jedną z najstarszych organizacji polonijnych w Niem- czech. Historia „Oświaty” sięga XIX wieku, ale obecnie jubileusze liczone są od momentu reaktywacji stowarzyszenia. 30 lat minęło?
Tak jest. Organizacja rzeczywiście została założona w XIX wieku lecz miała inną nazwę. Dopiero w latach 20-tych została przemianowana na Polskie Towarzystwo Szkolne „Oświata”. Od momentu objęcia władzy przez Hitlera w Niemczech, organizacja była prześladowana i w 1939 roku jej działalność została zawieszona. W praktyce nigdy się nie rozwią- zała, ale jej działalność zostala zabroniona, a wielu nauczycieli zginęło w obozach koncentracyjnych. Po wojnie nie było potrzeby nauczania pol- skiego, bo ludzie, którzy wracali z obozów czy z więzień na ogół nie mieli dzieci. Dzieci tutaj było mało. Przez te lata istniała szkoła przy placów- kach dyplomatycznych, ale szkoły społecznej nie było. Sytuacja zmieniła się wraz z napływem emigracji „solidarnościowej”. 1988 rok jest począt- kiem działalności „Oświaty”. W pierwszym roku szkolnym w zajęciach uczestniczyło 22 dzieci. Dlatego w tym roku świętujemy 30 zakończenie roku szkolnego.
Dziś lekcje odbywają się w 9 dzielnicach Berlina i w dwóch szkołach w Poczdamie. Jak zwiększało się zainteresowanie nauką języka pol- skiego? Ilu uczniów przybyło od tamtego czasu?
Hapas Guitars - rbb/Maciej Wisniewski
Stowarzyszenie ładnie się rozrosło. Przed wprowadzeniem języka pol- skiego do szkół europejskich w Berlinie (Katharina-Heinroth-Grund- schule i Robert-Jungk-Oberschule - przyp. red.) oraz innych, np. kato- lickich, mieliśmy ok. 400 dzieci, teraz mamy ok. 300. Starsi uczniowie
KONTAKTY | 22 KONTAKTY |
Page 1 |
Page 2 |
Page 3 |
Page 4 |
Page 5 |
Page 6 |
Page 7 |
Page 8 |
Page 9 |
Page 10 |
Page 11 |
Page 12 |
Page 13 |
Page 14 |
Page 15 |
Page 16 |
Page 17 |
Page 18 |
Page 19 |
Page 20 |
Page 21 |
Page 22 |
Page 23 |
Page 24 |
Page 25 |
Page 26 |
Page 27 |
Page 28 |
Page 29 |
Page 30 |
Page 31 |
Page 32 |
Page 33 |
Page 34 |
Page 35 |
Page 36 |
Page 37 |
Page 38 |
Page 39 |
Page 40