i wziąć udział w bogatym programie kulturalnym Europejskiej Stolicy Kultury. Niestety połączenie kolejowe między tymi miastami nie istniało już wtedy od trzech lat. Jego uruchomienie wymagało starań wielu lu- dzi, instytucji, organizacji i urzędów. Efektem było wznowione połączenie kolejowe w weekendy. Oczywiście radość z tego faktu była ogromna, ale zarazem wdarła się myśl, że połączenie kolejowe, trwające cztery godziny na tej stosunkowo krótkiej trasie może być mało atrakcyjne. Na szczęście podczas obrad przy stole zasiadali również ludzie kultury. Szybko pojawił się pomysł, żeby w „Pociągu do kultury“ zaproponować wydarzenia kulturalne i w ten sposób niejako skrócić czas i umilić samą podróż. Później dołączyli artyści, pisarze, dziennikarze, performerzy, któ- rzy z przyjemnością zaakceptowali trudne warunki, jakimi dysponujemy w pociągu, i prezentują w nim swoje produkcje. „Pociąg do kultury“ to wspaniały przykład europejskiego projektu, który łączy ludzi i regiony po dziś dzień.
Ewa Dmoch - rbb/Monika Sedzierska
lubi to miejsce i czuje, że tam jesteśmy mile widziani. A moja publiczność jest fantastyczna - to mówi mi każda grupa aktorów, która przyjeżdża.
Kino Babylon kojarzy się z polską kulturą, również w związku z fe- stiwalem filmPOLSKA i innymi wydarzeniami, jak polski teatr. Jak udaje się Pani zapełnić całą salę publicznością przy tak ogromnej ilości imprez w Berlinie? Czy polski teatr w Berlinie ma już stałą widownię?
W pewnym momencie ukształtowała się wierna publiczność, która za- chwycona jest przede wszystkim atmosferą. Pierwszy jej skład tworzyli ludzie znający mnie z poprzedniej działalności dla Polonii. Opowiadali o naszym teatrze swoim znajomym, a ci znajomi - kolejnym znajomym. Zamieszczam też reklamę na Facebooku; stronę „Ewa Dmoch Artystycz- nie” polubiło już ponad 600 osób, którzy otrzymują ode mnie informacje. Po każdym spektaklu zapowiadam następne dwa przedstawienia. Lu- dzie też do mnie dzwonią. Publiczność już się do tego przyzwyczaiła, że organizuję teatr cztery razy do roku. Poza tym, chodzę z ulotkami pod kościoły. Uważam, że położenie ulotki czy rozwieszenie plakatu nie daje nic. Dlatego idę pod kościół, czyli daję moją twarz i jestem rozpoznawa- na na ulicy. Twarz jest moją marką. Lubię chodzić pod kościół z ulotkami, bo wtedy mam kontakt z widownią, ludzie mówią, co im się podobało, a co nie.
Jak dobiera Pani repertuar? Co interesuje berlińczyków?
Współpracuję przeważnie z tymi samymi producentami, bo wiem, że gwarantują dobry poziom. Moja scena nie ma partii, jest tylko biało-czer- wona. Ważne jest, żeby spektakle nie były wulgarne. Aktorzy mają grać swoją techniką aktorską, a nie przeklinaniem. Pilnuję, żeby spektakle nie obrażały jakiejkolwiek religii, żeby to były raczej „fredrowskie” komedie, które opowiadają o życiu i najpiękniejszym cudzie świata, czyli różnicy między kobietą i mężczyzną. Wiem, którzy producenci to robią i z nimi współpracuję. Zwracam uwagę również na to, żeby prawa autorskie były opłacone, bo jeśli nie jest wykupiona licencja w Polsce, to ja tutaj muszę zapłacić stowarzyszeniu GEMA. Ważne jest również, żeby w przedsta- wieniu występowali dobrzy aktorzy, żeby potrafili grać.
Ostatnio rozszerzyła Pani ofertę teatralną o spektakle dla dzieci. Czy spotkania dla młodszej publicznośći będą również cykliczne?
Było to moim marzeniem, które narodziło się w tym samym czasie co spektakle dla dorosłych. Jednak brakowało funduszy. W przypadku te- atru dla dorosłych mogę sprzedać bilety za 20, 30, 35 euro i podzielić kino na trzy strefy, żeby każdego było stać i żebym to mogła wszystko ogarnąć. Za spektakle dla dzieci nie mogę zażądać takiej sumy, więc wciąż szukałam sponsora. W koncu dało się uzyskać pieniądze od firmy Transgo Polska i to starczy na organizację dwóch spektakli.
Na co dzień jest pani doradcą prawnym i mediatorką. Co daje Pani organizacja spotkań teatralnych dla Polaków?
Jedni czytają książki, inni chodzą na spacer, kupują psa, a ja zapraszam do Berlina teatry. Ładuję się energetycznie, kiedy ludzie do mnie dzwo- nią, żeby zamówić bilety. Publiczność daje energię!
Dziękuję za rozmowę! Pociąg do kultury
„Kulturzug”, czyli Pociąg do Kultury to połączenie kolejowe między Berli- nem a Wrocławiem, które nie tylko łączy te dwa kulturowo bardzo bogate miasta, ale też kulturę oferuje już w samym pociągu. „To nie tylko środek lokomocji, ale także przestrzeń komunikacji między regionami, miastami, ludźmi” – tak mówią o tym niezwykłym pociągu Ewa Stróżczyńska-Wille i Barbara Stasiak w rozmowie z Adamem Gu- sowskim..
To już trzeci rok „Pociągu do kultury“. Jak wyglądały jego początki?
Projekt został zainicjowany przez wydarzenia wokół Europejskiej Stolicy Kultury „Wrocław 2016”. Ówczesny prezydent miasta, Rafał Dutkiewicz, bardzo zabiegał o to, żeby Berlińczycy mogli przyjechać do Wrocławia
Pociąg do Kultury - rbb/Adam Gusowski Odczarować wizerunek Frankfurtu
Od 1 maja 2019 za marketing i turystykę we Frankfurcie nad Odrą odpo- wiedzialny będzie Tomasz Pilarski, dotychczasowy dyrektor słubickiego Miejskiego Ośrodka Kultury. Z Tomaszem Pilarskim rozmawia Tomasz Kycia
Czy przejęcie odpowiedzialności za marketing niemieckiego miasta przez Polaka to tylko news dla nas dziennikarzy, czy jednak nawet u Was na pograniczu coś niezwykłego?
Sam jestem ciekawy, jaki będzie odbiór tej decyzji, która została podjęta w stosunku do mojej osoby. Rzeczywiście, na pierwszy rzut oka może się to wydawać sprawą nieoczywistą, chociaż dla osób, które mieszka-
KONTAKTY | 23 KONTAKTY |
Jak wygląda przykładowy przejazd „Pociągiem do kultury“ z Berlina do Wrocławia?
W pociągu panuje przyjazna, wręcz rodzinna atmosfera. Witamy podró- żujących, informujemy ich o tym, co ich dzisiaj czeka. Na pokładzie po- ciągu mamy małą biblioteczkę na kółkach. Rozdajemy zainteresowanym książki, które mają coś wspólnego z kulturą i historią Wrocławia. Przy okazji można się więc dowiedzieć czegoś ciekawego o Wrocławiu. Na zagłówkach mamy pokrowce, na których opisane są biografie ludzi zwią- zanych z Berlinem i Wrocławiem. Rozdajemy również kartki z quizem. Pytania nie są łatwe, nawet dla znawców tematów. Tutaj liczymy na in- terakcję i komunikację. Mamy nadzieje, że przy odpowiedziach podróż- ni poszukają pomocy u innych podróżujących. Ten dialog, to spotkanie, wymiana są dla nas bardzo ważne. Na zachętę za dobrze rozwiązany quiz mamy atrakcyjne nagrody. A od stacji w Cottbus ruszamy z naszym programem kulturalnym. To mogą być najprzeróżniejsze akcje artystycz- ne, odczyty, koncerty, silent disco, małe produkcje teatralne. Mamy też nasze własne formaty. Jednym z nich jest „Wesele” Wyspiańskiego, któ- re przeprowadzamy wraz z naszymi pasażerami. Oczywiście tylko jeśli ktoś chce w nim wystąpić!
Jak zestawiany jest program „Pociągu do kultury“?
Istotne jest to, że „Pociąg do kultury“ jest nie tylko środkiem lokomocji, ale też przestrzenią komunikacji. Nie ma jakiś wytycznych artystycznych, czy merytorycznych, natomiast zależy nam na faktycznym spotkaniu. Dlatego zawsze zastanawiamy się, co może być płaszczyzną dialogu i wymiany. To są nasze kryteria, nasze wytyczne. Do tego dochodzi na- sze doświadczenie. W międzyczasie wiemy, co się sprawdza, a co nie. Nie zapominajmy, że pociąg to szczególna przestrzeń i ona rządzi się swoimi prawami. Ale wiemy też, czego oczekują nasi pasażerowie. Waż- ną rolę tutaj odgrywają nasi moderatorzy, którzy starają się właśnie o in- tegrację, pomagają, szukają punktów wspólnych, dbają o komunikację.
„Pociąg do kultury“ kursuje od piątku do niedzieli. Cena biletu 19,00 Euro lub 79,00 złotych.
Page 1 |
Page 2 |
Page 3 |
Page 4 |
Page 5 |
Page 6 |
Page 7 |
Page 8 |
Page 9 |
Page 10 |
Page 11 |
Page 12 |
Page 13 |
Page 14 |
Page 15 |
Page 16 |
Page 17 |
Page 18 |
Page 19 |
Page 20 |
Page 21 |
Page 22 |
Page 23 |
Page 24 |
Page 25 |
Page 26 |
Page 27 |
Page 28 |
Page 29 |
Page 30 |
Page 31 |
Page 32 |
Page 33 |
Page 34 |
Page 35 |
Page 36 |
Page 37 |
Page 38 |
Page 39 |
Page 40