search.noResults

search.searching

dataCollection.invalidEmail
note.createNoteMessage

search.noResults

search.searching

orderForm.title

orderForm.productCode
orderForm.description
orderForm.quantity
orderForm.itemPrice
orderForm.price
orderForm.totalPrice
orderForm.deliveryDetails.billingAddress
orderForm.deliveryDetails.deliveryAddress
orderForm.noItems
„Trenowaliśmy każdego dnia. Stawaliśmy o czwartej rano i szliśmy biegać. Obojętne przy jakiej pogodzie, obojętne czy to lato było, czy tak ostra zima, że musieliśmy so- bie twarz przed mrozem zasłaniać. Każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem, ostatni trening robiliśmy około dwudziestej pierw- szej i krótko przed północą szliśmy do domu. I to wszystko przy obowiązkach, jak szkoła i inne rzeczy, które się ma jako na- stolatek.”


- Kiedyś obejrzeliśmy film „Ram-bo” i nawet bawiliśmy się w lesie w „Rambo” strasząc wycieczki, które szły na Lawortę. Jak obej- rzeliśmy kolejny film ze Stallone - „Cobrę“, to chodziliśmy po mieście w ciemnych okularach i z zapałką w ustach. Już wtedy nabierałem pewności siebie. Nie pozwala- łem sobą tak pomiatać jak kiedyś. Czułem się silniejszy -uśmiecha się smuto Erik.


Lata mijały, a w domu wciąż dochodziło do awantur. Libacje alkoholowe były częścią ich życia. W końcu zainteresował się nimi kurator rodzinny, a siostry Erika trafiły do Domu Dziecka w Sanoku. - Czułem się jak frajer, że nie potrafiłem ich ochronić. To przeze mnie trafiły do domu dziecka. Jednak z drugiej strony wiedziałem, że tam będą bezpieczne. Wiedziałem też, że nie było szans na to, by kuratorka je zosta- wiła w Ustrzykach. Pierwsze co zobaczyła wchodząc do naszego domu, to brudna podpaska na środku przedpokoju. Wanna była cała zarzygana, a podłoga kleiła się od brudu. Kuratorka mówiła naszej matce, że chce z nią porozmawiać, inaczej zabie- rze dzieci. A ona - nasza matka odpowie- działa króciutko: „To proszę bardzo, to ja nie będę miała więcej żadnych kłopotów!”. Nie zapomnę tego do końca życia. Ona często na nas krzyczała, że mogła nas wyskrobać, że żałuje, że nas urodziła, i że przez nas jej życie to koszmar…


Gwałt i przemoc Erik po pewnym czasie zdecydował, że złoży do sądu papiery o opiekę nad sio- strami, ale procedury długo trwały. W tym czasie odwiedzał ojca w Berlinie i tam przygotowywał miejsce, do którego chciał je zabrać. Niestety, za nim to się udało, to doszło do tragedii. - Mój ojczym wraz z kolegą zgwałcił ją, kiedy byłem w Ber- linie. Jak wróciłem do Ustrzyk, to moja ówczesna dziewczyna powiedziała mi, że powinienem porozmawiać z siostrami, bo zdarzyło się coś strasznego. Pojechałem pekaesem do Sanoka. W Domu Dziecka Nicolete wpadła mi w ramiona i powie- działa, że ojczym wraz z drugim bandytą, zgwałcili ją kilka tygodni wcześniej, ale dopiero teraz odważyła się to powiedzieć. Opowiedziała mi wszystko ze szczegóła- mi. Chciałem ich zabić. Płakałem razem z nią i przepraszałem, że mnie wtedy nie było w domu. Opiekunki z „bidula” powie- działy, bym się uspokoił, że oni pójdą sie- dzieć za to, co zrobili dwunastoletniemu dziecku. Jak burza wpadłem do domu do Ustrzyk. Spytałem się matki co się stało, czemu nie reagowała? A ona na to, że to Nicolete się „sku...a”, a teraz zwala winę na jej kochanka. Płakałem i nie wierzyłem, że ona to mówi. Krzyczałem na nią, że to nieprawda. Chciałem, by w końcu otwo- rzyła oczy! Wybiegłem zły na podwórko. Nie mogłem złapać tchu. Pamiętam jak dziś, że zobaczyłem wtedy Nicolete, która uciekła z Domu Dziecka i przyjechała do Ustrzyk. Razem ze znajomymi poszliśmy


ne za basenem i mocno się tam udziela- łem. Można było parę groszy zarobić - na ciastko w „Orliku” dla dziewczynek. „Lwie Serce” - bo jak lew walczyłem o rodzinę.


„Boris i jego kumple czekali już na nas za tym podwórkiem uzbrojeni w deski i jakieś metalowe rury. Od razu rzucili się na nas, bez żadnego słowa...!!! Zaczęliśmy się bić... Pró-bowaliśmy z Tomkiem tę całą za- dymę na osiedle przeciągnąć, żeby wszy- scy widzieli, co się dzieje... Dosyć dobrze się broniliśmy, w końcu jakiś debil wysko- czył z siekierą.”


Erik pracuje nad nowym projektem związanym z książką


wtedy na policję. Tam znów usłyszałem, że zrobią mu sprawę, że pójdzie siedzieć. Niestety tak się nie stało - opowiada Erik, z trudem tłumiąc napływające do oczu łzy.


Po pierwszej rozprawie sąd zdecydo- wał, że matka ma pójść do więzienia na trzy i pół roku, a jej kochanek - gwałciciel na pięć lat. Drugiego mężczyzny, który skrzywdził siostrę Erika nie było, uciekł. - Odwołali się, ale wszyscy nas wciąż za- pewniali, że sąd będzie po naszej stronie. Niestety, to były inne czasy. Nikt nie dbał o pomoc psychologiczną dla ofiar przemo- cy. A pytania o tym co się wydarzyło zada- wał mojej siostrze sam kat - on, ten bandy- ta się jej wypytywał o intymne szczegóły, a ona nie miała nawet adwokata. Po roz- prawie byli wolni!


„Nicolete czuła się przez parę dni bardzo źle. Ja próbowałem ją ciągle uspokoić, tro- chę podbudować. Ona mówiła, że zabije Borisa, albo sama coś sobie zrobi. Bałem się o nią, mar-twiłem się, ale nie mogłem przy niej osobiście być, jak już wspomnia- łem... I po jakimś czasie, ona coś w koń- cu zrobiła...”


Trzeba się ratować Erik mówi, że wiele razy przysiągł swoim siostrom, że je zabierze z tego „choler- nego bidula”. - To stanowiło sens mojego życia. Nie patrzyłem na moje życie, na przyszłość, na związki... Chciałem tylko, by moje siostry były bezpieczne i kochane, by nikt nigdy ich już nie skrzywdził.


W domu wciąż był jednak jeden wielki koszmar. Wspomina, że kiedyś siedział z kolegą w pokoju i słyszeli przez ścianę jak pijani „rodzice” planują go zabić. - Za- stanawiali się tylko, czy to ma sens, bo to ja w za-sadzie opłacałem czynsz i rachun- ki, dorabiając na „bramce” w dyskotece lub w szkółce leśnej.


- Jedna rzecz na szczęście się trochę zmieniła - sytuacja na ulicy. Przez karate i mój upór i cierpliwość, miałem już „wy- robioną” dobrą opinię. Ludzie mnie sza- nowali. Byłem respektowany. Nie piłem, nie paliłem, tylko wciąż się troszczyłem o moje siostry. Ludzie to widzieli i mówili, że jestem dobrym człowiekiem. To mnie bardzo budowało na duchu. To wtedy do- stałem przydomek „Ustrzycki Ram-bo” i „Lwie Serce”. Robiliśmy takie walki ulicz-


KONTAKTY | 21 KONTAKTY |


- To były zwariowane czasy, w naszym kra- ju nikt wtedy za nic się nie czuł odpowie- dzialny. Prokurator powiedział mi wprost „Nie mogę nic zrobić! Dopiero, jak będą ofiary! Jak pan jego zabije albo on pana, dopiero wtedy mogę kogoś zamknąć!”. Tak dosłownie to powiedział!


Erik do Niemiec najpierw pojechał sam, ale tam też nie było dobrze. - Ojciec na samym początku był nawet dobry. Cią- gle się mnie pytał, czy jestem głodny, bo wiedział, że w Polsce nie miałem co jeść. Później wyszła jego prawdziwa natura. Bił i pił, groził mi pistoletem, a ja mogłem tyl- ko mówić „Dobrze tatusiu” - „tatusiu”!! - bo jakbym powiedział inaczej, to nie podpisał- by papierów, abym mógł ściągnąć dziew- czynki. Nie znałem języka, nie wiedziałem jak się poruszać po urzędach, jak pisać pi- sma. Byłem od niego zależny i coraz bar- dziej traciłem nadzieję i bardzo tęskniłem za siostrami. W końcu doszło do tego, że musiałem je z tego „bidula” porwać. Tak, dobrze słyszysz, porwać! Uciekłem z nimi do Ambasady Niemieckiej w Warszawie, jednak tam mi powie-dziano, że tylko ja mogę wyjechać. Byłem załamany... Zasta- nawiałem się, czy ten koszmar się kiedyś skończy - mówi rozgoryczony Erik. W końcu się jednak udało. Siostry Erika wyjechały za granicę. Dzisiaj Erik mieszka w Berlinie. Studiuje, pracuje w przedszko- lu i stanął na nogi. Wciąż trenuje karate. Historię swojego życia opisał w książce „Tylko Brat. Lwie Serce.”, która we frag- mentach jest przedstawiona w tekście i którą zaczniemy drukować w „Gaze- cie Bieszczadzkiej”.


Niestety z siostrami nie ma najlepszych kontaktów. - Jak w końcu udało mi się tu ściągnąć dziewczynki, to one po pewnym czasie zaprosiły tu matkę i jej kochanka. Byłem załamany. Nie wiedziałem, co nimi kieruje. Dlaczego, mimo tych dramatycz- nych przeżyć, wciąż chcą się z nimi widy- wać. Dlaczego to ich zapraszają na kolację do swoich do-mów, a nie mnie? Dlaczego ja jestem tylko bratem? - pyta mężczyzna.


Erik zmienił wszystko - nazwisko i imię, w jego biografii nie ma prawdziwych na- zwisk. Nie chce sprawiać przykrości sio- strom, tak mu doradził adwokat. Ale tak na-prawdę, to WY znacie tę miejską histo- rię, bardzo wstydliwą i kompromitującą - sąsiedzi, nauczyciele, policjanci...


Paulina Bajda


Page 1  |  Page 2  |  Page 3  |  Page 4  |  Page 5  |  Page 6  |  Page 7  |  Page 8  |  Page 9  |  Page 10  |  Page 11  |  Page 12  |  Page 13  |  Page 14  |  Page 15  |  Page 16  |  Page 17  |  Page 18  |  Page 19  |  Page 20  |  Page 21  |  Page 22  |  Page 23  |  Page 24  |  Page 25  |  Page 26  |  Page 27  |  Page 28  |  Page 29  |  Page 30  |  Page 31  |  Page 32  |  Page 33  |  Page 34  |  Page 35  |  Page 36  |  Page 37  |  Page 38  |  Page 39  |  Page 40