search.noResults

search.searching

dataCollection.invalidEmail
note.createNoteMessage

search.noResults

search.searching

orderForm.title

orderForm.productCode
orderForm.description
orderForm.quantity
orderForm.itemPrice
orderForm.price
orderForm.totalPrice
orderForm.deliveryDetails.billingAddress
orderForm.deliveryDetails.deliveryAddress
orderForm.noItems
W końcu to nawet ja pierwsza przyjechałam do Berlina, a Krzysiu zaraz po mnie zdał do orkiestry radiowej. I tak już zostaliśmy w mieście, które dla muzyków jest bardzo ciekawe i inspirujące.


Nazwisko Polonek nie jest Berlińczykom obce. Życie jak muzyka


Katarzyna Polonek jest wiolonczelistką i pedagogiem, Krzysztof Polo- nek - skrzypkiem i od niedawna koncertmistrzem Berlińskich Filharmo- ników. Razem grają w cenionym kameralnym zespole Berlin Piano Trio. Z parą wybitnych berlińskich muzyków rozmawiał Maciej Wiśniewski.


Proszę na wstępie przyjąć gratulacje. Krzysztof: Dziękuję bardzo. A pierwsza z gratulacjami była żona? Katarzyna: Może nie pierwsza, ale na pewno nie ostatnia.


Krzysztof: Pierwsza pogratulowała mi osoba, która wyszła z przesłucha- nia z wiadomością, że wygrałem konkurs na koncertmistrza w orkiestrze Filharmoników Berlińskich.


Tego wyboru dokonują sami muzycy?


Krzysztof: Tak jest u Berlińskich Filharmoników. Tak jest również w więk- szości orkiestr niemieckich. To muzycy mają decydujący głos, kto i na jakie stanowisko zostanie przyjęty do orkiestry. A kierują się przy tym muzykalnością i osobowością kandydatów.


Jaką rolę w orkiestrze pełni koncertmistrz?


Krzysztof: Koncertmistrz jest pierwszym skrzypkiem, który siedzi z przo- du orkiestry i jest prawą ręką dyrygenta. Muzycy muszą dopasować swoją grę nie tylko do instrukcji dyrygenta, ale również do tego, jak gra koncertmistrz. Bo instrumentaliści grają te same nuty, ale każdy może je grać inaczej – trochę szybciej albo trochę wolniej, trochę smutniej albo trochę bardziej żwawo. Jeżeli dyrygent wytycza drogę, którą ma podążać orkiestra, to koncertmistrz jest na tej drodze przewodnikiem.


Czy w kameralnym zespole, jakim jest Berlin Piano Trio również po- trzeba takiego przewodnika?


Krzysztof: Nie. W zespole kameralnym takim jak trio fortepianowe fak- tury muzyczne są równoważne. Oczywiście fortepian odgrywa tu rolę wiodącą, ale pozostałe instrumenty – skrzypce i wiolonczela – grają na zasadach partnerskich. Wszystkie kwestie muzyczne, w których bywa, że się nie zgadzamy, musimy przedyskutować, a szczególnie wypróbo- wać i dojść do jakiegoś konsensusu, który przy następnych próbach i ko- lejnych koncertach może ulec zmianie.


W Berlin Piano Trio grają Państwo razem już od 2004 r., początkowo jako Berolina Trio.


Katarzyna: Zgadza się. Granie w kameralnym trio fortepianowym zawsze było moim celem. A w osobie przyszłego męża poznałam właściwego skrzypka.W Wiedniu, podczas studiów poszukiwałam kogoś, kto mógłby mi powiedzieć, jak wyglądają studia w Berlinie. Poprzez wspólnych zna- jomych zadzwoniłam do Krzysia, a on zaczął mi tak ciekawie opowiadać o świecie muzycznym Berlina, że postanowiliśmy się poznać osobiście.


Krzysztof: Mój ojciec, Zdzisław Polonek, był pierwszym polskim altowio- listą u Berlińskich Filharmoników. Tuż przed stanem wojennym, a więc w czasach trudnych nie tylko pod względem artystycznym, ale też ży- ciowym po prostu, rodzice postanowili wyjechać z Polski, bo nie widzieli tam możliwości zapewnienia godnego życia swoim dwojgu dzieciom. Mój tato zaczął szukać pracy za granicą, o mało nie trafił do Australii, ale na szczęście na jego zgłoszenie w porę odpowiedziała Filharmonia Berliń- ska.


A potem namówił do przyjazdu do Berlina Daniela Stabrawę – póź- niejszego długoletniego koncertmistrza Filharmoników Berlińskich.


Krzysztof: Tak było. Pana Stabrawę znam już wiele lat i nie tylko bardzo cenię go jako skrzypka i koncertmistrza, ale również wiąże nas głębo- ka przyjaźń.


Muzyka obecna jest zapewne również w Państwa domu.


Katarzyna: Oczywiście. Bardzo dużo czasu spędzamy słuchając muzyki i dyskutując o niej. Potrafimy godzinami rozmawiać na temat różnych interpretacji albo rodzaju dźwięku u różnych instrumentalistów, śpiewa- ków czy orkiestr. No i oczywiście u nas samych, kiedy gramy próby lub koncerty z Berlin Piano Trio. Zdarza się, że podchodzimy do własnej gry dość krytycznie, ale to, że mówimy to sobie otwarcie, to nasza wielka siła. Ponieważ znamy swoją wartość jako muzyków, nie ma tu mowy o obrażaniu się. Nasza wymiana poglądów polega na wzajemnym sza- cunku i zaufaniu.


Czy istnieje Państwa zdaniem życie również poza muzyką?


Krzysztof: Przecież samo życie jest jak muzyka, dlatego nie traktował- bym tego jako jakiegoś przeciwieństwa. Ale kiedy możemy, staramy się przebywać z dziećmi dużo w przyrodzie, jeździć na rowerach, pływać. Obcowanie z naturą to najlepszy sposób, żeby naładować baterie.


Katarzyna: Mój mąż się nie przyznał, no to ja zdradzę jego pasję. Krzy- siu jest zafascynowany modelami kolejek elektrycznych. Godzinami potrafi je budować, coś lutować, przykręcać, sprawdzać, czy palą się odpowiednie światełka i czy dymek leci z odpowiedniej rurki. To wspólna pasja mojego męża i mojego syna.


A potem będzie to muzyka. Oboje: Na pewno! Dziękuję za rozmowę.


Teatr daje energię


Z Ewą Dmoch, organizatorką cyklicznych spotkań z polskim teatrem w Berlinie, rozmawiała Monika Sędzierska.


Od wielu lat angażuje się Pani na rzecz Polonii w Berlinie. Uczestni- czyła Pani w organizacji finałów WOŚP, koncertów charytatywnych „Gramy dla”, ale to już chyba zamknięty rozdział?


Tak. Myślę, że w sztabie WOŚP są wspaniali zastępcy i podoba mi się to, co robią. Natomiast koncert charytatywny „Gramy dla” umarł z braku dofinansowania. Sam projekt był fajny, podobał się. Był pomostem mię- dzy Polakami a Niemcami, bo graliśmy dla Behindertenzentrum Berlin oraz Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla dzieci niepełnosprawnych w Szczecinie. To było kapitalne przedsięwzięcie, ale przeszło już do hi- storii. Może ktoś przejmie pałeczkę, chętnie udzielę wszelkich informacji.


Od 2014 roku z powodzeniem organizuje Pani spotkania teatralne dla Polaków w Berlinie, w kinie Babylon. Skąd ten pomysł?


Państwo Polonek - rbb/Maciej Wisniewski


Pomysł przyszedł od mojego znajomego z Hamburga, który organizo- wał tam spotkania teatralne dla Polaków. Wcześniej byłam, dzięki Bogu, osobą znaną ze względu na zaangażowanie w działania polonijne i lu- dzie mi zaufali. Przyszli, kupili bilety, na widowni zasiadło ok. 200-250 osób. To mi się bardzo spodobało, bo generalnie kocham teatr. Jest to jedna z form wspaniałego odprężenia się. W Berlinie nie było teatru, więc postanowiłam zaryzykować. Założyłam „gewerbę”, żeby wszystko odby- wało się oficjalnie. Nie chciałam, żeby np. przez niepłacenie podatku 7% od biletu, czy stowarzyszeniu artystów GEMA, na polski teatr padła zła opinia. Jak się integrujemy – to legalnie. I bardzo długo szukałam od- powiedniej sali, by było to miejsce godne dla teatru polskiego. Nie tylko z szacunku dla publiczności, ale również do artystów, którzy do mnie przyjeżdżają. Są to najczęściej artyści z najwyższej półki i jestem zado- wolona, kiedy robią sobie fotki pod Babylonem, czytają historię tego miej- sca i cieszą się, że tam wystąpują. W Babylonie pracują wspaniali ludzie, robią wszystko, żeby było fajnie. Jest chemia między pracownikami, pu- blicznością, technikami z Polski i aktorami. Myślę, że publiczność bardzo


KONTAKTY | 22 KONTAKTY |


Page 1  |  Page 2  |  Page 3  |  Page 4  |  Page 5  |  Page 6  |  Page 7  |  Page 8  |  Page 9  |  Page 10  |  Page 11  |  Page 12  |  Page 13  |  Page 14  |  Page 15  |  Page 16  |  Page 17  |  Page 18  |  Page 19  |  Page 20  |  Page 21  |  Page 22  |  Page 23  |  Page 24  |  Page 25  |  Page 26  |  Page 27  |  Page 28  |  Page 29  |  Page 30  |  Page 31  |  Page 32  |  Page 33  |  Page 34  |  Page 35  |  Page 36  |  Page 37  |  Page 38  |  Page 39  |  Page 40