search.noResults

search.searching

dataCollection.invalidEmail
note.createNoteMessage

search.noResults

search.searching

orderForm.title

orderForm.productCode
orderForm.description
orderForm.quantity
orderForm.itemPrice
orderForm.price
orderForm.totalPrice
orderForm.deliveryDetails.billingAddress
orderForm.deliveryDetails.deliveryAddress
orderForm.noItems
Teresa Nawrot – kobieta walcząca


Choć swoją urodą i witalnością zachwyca wszystkich, opisać należałoby ją jednak słowami: silna, zdecydowana i wytrwała w dążeniu do celu. Założycielka Szkoły Teatralnej i Filmowej REDUTA w Berlinie, współtwórczyni techniki Grotowskiego, autorytet i mistrzyni dla wielu pokoleń aktorów, ale przede wszystkim jedyna krzewicielka pamięci o Grotowskim w Ber- linie - Teresa Nawrot wraz z swoją szkołą REDUTA świętu- je w tym roku potrójny jubileusz, ogłaszając rok 2019 ro- kiem Grotowskiego.


Grotowskiego, że ostatnie lata z Grotowskim były dla mnie już jedynie szansą na wyrwanie się z tak bardzo szarej wtedy rzeczywistości. Chcia- łam czegoś swojego, własnego, indywidualnego. To nie zmęczenie decy- duje o podejmowanych przeze mnie decyzjach – to chęć parcia naprzód i jasno określone priorytety. Gdyby motywowało mną zmęczenie, w życiu nie zdecydowałabym się przecież na założenie własnej szkoły, która wy- maga ode mnie pracy w dzień i noc, na co najmniej kilku stanowiskach jednocześnie.


Anna Burek: Pani szkoła REDUTA to miejsce, które w ciągu 35 lat ist- nienia zdążyło już na dobre wpisać się w krajobraz teatralnej sceny Berli- na, będąc jednocześnie jedyną szkołą na świecie kontynuującą technikę Grotowskiego. Dzięki REDUCIE szerzona jest tradycja polskiego teatru w Danii, Moskwie, Wiedniu, Brnie, Tel Awiwie – niemieccy studenci w ra- mach wymian i seminariów mają okazję wymieniać doświadczenia z pol- skimi aktorami. REDUTA nie jest tylko placówką edukacyjną, ale także kulturalną – nie tylko kształci nowe pokolenia aktorów, ale i stale podtrzy- muje pamięć o Grotowskim. Tak widzą to osoby z zewnątrz. Czym dla Pani jest REDUTA?


Teresa Nawrot: Wszystkim. Jest efektem nieustannej pracy, owocem mojego 70-letniego życia, ukłonem w stronę Juliusza Osterwy, sposobem na kultywowanie pamięci o Grotowskim. Przede wszystkim jednak jest spełnieniem marzeń o samodzielności oraz możliwością rozwijania się jako pedagog, ale także jako mentorka wszystkich studentów, którzy do nas trafiają. Kiedy moje rówieśnice wychodziły za mąż i zakładały rodzi- ny, ja całe dnie poświęcałam pracy z Grotowskim. Koledzy z zespołu mieli żony cierpliwie czekające na nich w domach – jaki mężczyzna zdecydo- wałby się czekać na kobietę, która jest wiecznie w rozjazdach i więcej czasu spędza z kolegami z zespołu niż z życiowym partnerem? Dzięki REDUCIE mogę być matką ponad 300 dzieci – sukces każdego z nich to mój sukces: absolwenci naszej szkoły spełniają się zarówno w filmie, jak i teatrze.


Anna Burek: Pani życie to nieustanne wyzwanie. Czy tak sobie to Pani od początku zaplanowała?


Teresa Nawrot Anna Burek: Jak zaczęła się Pani przygoda z teatrem?


Teresa Nawrot: Właściwie pracuję na scenie od 16 roku życia. Jeszcze przed maturą zaczęłam statystować w operze, byłam modelką w Mod- nym Stroju, pozowałam Janowi Marcinowi Szancerowi. Oprócz tego ro- biłam podsynchrony, grałam drobne role w telewizji, a w wieku 20 lat roz- poczęłam studia w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie. Zaraz po studiach natomiast dołączyłam do zespołu, z którym spędziłam kolejne kilkanaście lat mojego życia – do zespołu Teatru Laboratorium Jerzego Grotowskiego.


Anna Burek: Jak wspomina Pani pracę z Grotowskim?


Teresa Nawrot: Moja współpraca z Grotowskim zaczęła się właściwie na trzecim roku studiów, kiedy brałam udział w warsztacie organizowa- nym przez Jerzego. Z grupy 36 osób rozpoczynających zajęcia do końca wytrwało jedynie 6 – wśród nich byłam ja. Skończyłam to seminarium właściwie tylko na przekór temu milczącemu, siedzącemu w kącie sali, katującemu nas Grotowskiemu. Sama technika nie zainteresowała mnie wtedy wcale. Siły do skończenia treningu dodawała mi jedynie moja prze- kora – chęć udowodnienia, że jestem w stanie przetrwać tę męczarnię. To jednak było niczym w porównaniu z pracą w Teatrze Laboratorium, w którym 14 lat byłam aktorką i 2 lata asystentką samego mistrza. Nie- kończące się treningi, stałe próby redefiniowania techniki, brak życia pry- watnego – w tym czasie przekraczałam swoje własne granice, fizyczne i psychiczne, bezustannie, każdego dnia.


Anna Burek: Grotowski nie brał udziału w spektaklach Teatru Labora- torium – jeśli nie przez bycie przykładem, to jak przekazywał Wam swo- ją wiedzę?


Teresa Nawrot: Grotowski nie pokazywał się na scenie – był też raczej mało aktywny fizycznie. Osobom, które nie znają lub nie rozumieją wypra- cowanej przez nas techniki może wydawać się to paradoksalne. Jednak trzeba pamiętać o dwóch zasadniczych sprawach. Po pierwsze – techni- ka ta, owszem, opiera się na ciele i wytrzymałości fizycznej, ale u źródła każdego ruchu aktorów leżą ich emocje, uczucia, a do ich pobudzenia nie trzeba ruszać się ze wspomnianego kąta. Po drugie, to nie jest tak, że Grotowski samodzielnie stworzył swoją technikę – to, co teraz nazywane jest techniką Grotowskiego, to efekt pracy naszego całego zespołu – na- sze ciała były workami treningowymi, nasza wytrzymałość – granicą, do której można było się posunąć, nasze reakcje na poszczególne działa- nia – informacją zwrotną, która generowała kolejne zmiany, kolejne kroki w rozwoju techniki. Niewiele osób o tym mówi, ale my właściwie byliśmy wiernymi mistrzowi królikami doświadczalnymi.


Anna Burek: Czy to zmęczenie spowodowało, że podjęła Pani decyzję o założeniu własnej szkoły?


Teresa Nawrot: Ja zawsze chciałam dla siebie czegoś więcej. I zawsze chciałam sama, wszystko sama. Zupełnie szczerze przyznaję, również w najnowszej książce opublikowanej przez Elżbietę Baniewicz na mój temat Rozmowy z Teresą Nawrot. Ćwiczenia według techniki Jerzego


KONTAKTY | 6 KONTAKTY |


Teresa Nawrot: Od początku wiedziałam czego chcę. I choć mentalność człowieka się zmienia, to nasza natura pozostaje taka sama. W mojej naturze leżało nieustanna walka w wyższym celu. Kiedy rozglądam się po twarzach osób zgromadzonych na sali w trakcie naszych obchodów jubileuszowych, utwierdzam się w przekonaniu, że było warto tak się ścierać. Jestem spełniona i szczęśliwa. Proszę wskazać mi drugą osobę, która w wieku 70 lat nadal robi to, co kocha. Która całe życie pracowa- ła w zawodzie, który sobie sama wybrała, jednocześnie czerpiąc z tego przyjemność. Która nadal planuje, organizuje, ma chęć dalszego dzia- łania. Osobiście uważam, że jestem szczęściarą – zapłaciłam za swoje spełnienie ogromną cenę, nadal ponoszę konsekwencje swoich wybo- rów, przede mną jeszcze wiele pracy, ale ta praca sprawia, że jestem szczęśliwa. Gdybym miała szansę urodzić się raz jeszcze, chciałabym robić dokładnie to samo.


Anna Burek: Poza okrągłą rocznicą urodzin obchodzi Pani w tym roku również 50-lecie swojej pracy zawodowej oraz 35-lecie istnienia REDU- TY. Czy teraz zamierza Pani zwolnić tempo?


Teresa Nawrot: W życiu! Przede mną najtrudniejsze zadanie, bo do jego realizacji potrzebuję wsparcia. Nie wyobrażam sobie, że wraz ze mną kończą się działania na rzecz nauczania techniki Grotowskiego, że trud włożony przeze mnie w szerzenie wiedzy o samym mistrzu zostaje zmar- nowany. W tym roku mija 20 lat od śmierci Grotowskiego, ja świętuję 70 urodziny. Z moich kolegów aktorów, którzy spędzili w Teatrze Labora- torium po kilkanaście lat, nie żyje już nikt poza kochaną Reną Mirecką, która ze względu na zdrowie, nie jest czynna zawodowo. Nie chcę nawet myśleć, że mogę się okazać ostatnią kontynuatorką wielkiej myśli Gro- towskiego. Moja mama żyła ponad 100 lat, mogę liczyć na to, że ja sama powalczę jeszcze o pamięć o Grotowskiego, ale nie oszukujmy się – to ten jeden z nielicznych momentów w życiu, kiedy naprawdę potrzebuję i proszę o wsparcie.


Anna Burek: Czego w takim razie Pani życzyć?


Teresa Nawrot: Chciałabym, by ktoś w końcu dostrzegł palącą potrzebę przejęcia moich działań, podjął się choć części tego trudu, który towarzy- szył moim wysiłkom w trakcie ostatnich 35 lat. Życzyłabym sobie odejść z poczuciem, że już o nic nie muszę walczyć. Z pewnością, że ktoś weź- mie to dzieło mojego życia w swoje ręce i nie pozwoli, by to wszystko było na nic.


Anna Burek


Page 1  |  Page 2  |  Page 3  |  Page 4  |  Page 5  |  Page 6  |  Page 7  |  Page 8  |  Page 9  |  Page 10  |  Page 11  |  Page 12  |  Page 13  |  Page 14  |  Page 15  |  Page 16  |  Page 17  |  Page 18  |  Page 19  |  Page 20  |  Page 21  |  Page 22  |  Page 23  |  Page 24  |  Page 25  |  Page 26  |  Page 27  |  Page 28  |  Page 29  |  Page 30  |  Page 31  |  Page 32  |  Page 33  |  Page 34  |  Page 35  |  Page 36  |  Page 37  |  Page 38  |  Page 39  |  Page 40