książkę, ale pojawiają się w niej jeszcze inne światy, w magiczny sposób ze sobą połączone. To trochę dziennik obserwacji i rozmów, w Berlinie i w mieszance berlińskiej. Wszystko razem pokazuje sy- tuację człowieka w Europie XXI wieku. Wszyscy jesteśmy w jakimś tranzycie, wszyscy się przemieszczamy, wszyscy jesteśmy wykorze- nieni. Tutaj mam na myśli nie tylko przemieszczanie się ludzi, lecz również ich duchowe wykorzenienie. Opisuję ekstremalne przypad- ki. Moi bohaterowie doświadczyli śmierci bliskich im ludzi, są bardzo wrażliwi na egzystencjalne pytania. Wszyscy szukają odpowiedzi i dochodzą do tego, że odpowiedzią może być tylko ich własne życie.
Narrator zabiera nas w podróż po tych życiorysach i po Berlinie. Zabiera nas w miejsca, które znamy, pojawiają się konkretne ulice, adresy, lokale jak choćby “Mały Książę” na Kreuzbergu. Dlaczego aż tak blisko rzeczywistości?
Berlin jest pudełkiem, z którego wychodzi cały świat. Globalna mie- szanka ludzi, z ich historiami i biografiami, z dramatami i radościami, ale to w nich widzimy całą światową sytuację. Małe życiorysy tłuma- czą wielkie, globalne przemiany. To wszystko w takim małym pudeł- ku i to pudełko chciałem nazwać, urzeczywistnić, dać mu konkretne miejsce. Szczerze mówiąc moim pierwszym impulsem było opisać Berlin. Próbowałem dojść do tego w różny sposób, z różnych kierun- ków. Wtedy zauważyłem, że najlepszą opcją dla mnie jest napisanie właśnie takiego dziennika spotkań z tym miastem i spotkań z jego mieszkańcami. Berlin jest najważniejszą postacią tej powieści. W ten sposób to również portret jego mieszkańców.
Matthias Nawrat “Der traurige Gast” (Rowohlt).
Chcemy, żeby Polska była bardziej widoczna
Maciej Wiśniewski rozmawia z Katarzyną Zawadzką – nową szefo- wą berlińskiego biura Polskiej Organizacji Turystycznej
Stanowisko dyrektorki biura POT w Berlinie obejmuje Pani po niemal 20-letniej pracy w biurze. W jakiej kondycji jest teraz ta placówka?
W dobrej, ale nigdy nie jest tak dobrze, aby nie mogło być lepiej. Na pewno chciałabym położyć większy nacisk na prezencję Polski na zewnątrz. Chcemy, żeby Polska była w Niemczech bardziej widocz- na – w relacjach telewizyjnych, w mediach społecznościowych, na ulicach na dużych oświetlonych banerach. To skuteczna reklama. Wiele osób na nie patrzy i sugeruje się nimi przy wyborze celów urlo- powych.
A czy Polska nadal jest dla Niemców atrakcyjnym celem urlo- powym?
Myślę, że tak. W ubiegłym roku Polskę odwiedziło 19 mln cudzo- ziemców, z czego 6 mln przyjechało z Niemiec. Jest się czym po- chwalić.
Niemcy od zawsze odwiedzali w Polsce przede wszystkim duże miasta, góry, Mazury i wybrzeże Bałtyku. Czy coś tu się zmie- nia?
Raczej nie. Niemiecka turystyka w Polsce to turystyka miejska po- łączona z kulturą. Niemiecki turysta poszukuje w Polsce koncertów, wystaw i innych wydarzeń kulturalnych. Od kilku lat na znaczeniu zyskuje turystyka aktywna, szczególnie rowerowa. Rosnącą popu- larnością w Niemczech cieszy się np. szlak rowerowy „Green Velo” biegnący wzdłuż wschodniej granicy Polski.
Czy właśnie w taki sposób – jako cel turystyki aktywnej – Polska będzie promować się na zbliżających się targach turystycznych ITB w Berlinie?
Oczywiście. Na to stawiamy, ale będziemy mieli też duże stanowisko promujące turystykę medyczną, które w ub. roku cieszyło się sporym powodzeniem. Chcemy gościom targów pokazać Polskę nowocze- sną i dynamiczną, ale z elementami polskiej tradycji. Będzie więc również polska kuchnia, ale inaczej podana, aby skojarzenia z nią nie obejmowały wyłącznie bigosu i kiełbasy.
Czyli przez żołądek do serca?
Tak jest. Kuchnia polska bardzo się zmienia jeśli chodzi o jakość potraw i produktów, sposób ich podania. Biorę udział w wielu podró- żach studyjnych przedstawicieli niemieckiej branży turystycznej do
Polski i widzę z jaką fascynacją uczestnicy takich wyjazdów podcho- dzą do posiłków. Nie tylko do tego, co dostają na talerzu, ale też jak to jest podane. Duże wrażenie robi fakt, że przychodzi kucharz i opo- wiada o przyrządzonej potrawie. Pierwsza reakcja to wysyłanie zdję- cia znajomym, którzy natychmiast odpowiadają: „Ale wam dobrze”.
Czy tarcia polityczne między Warszawą a Berlinem nie zniechę- cają Niemców do wyjazdu do Polski?
To bywa odczuwalne, ale raczej w niewielkim stopniu. Jeśli w nie- mieckiej prasie ukaże się jakiś artykuł krytyczny wobec Polski, do- chodzą do nas głosy, że ktoś rezygnuje z wyjazdu do Polski. Jest ich jednak bardzo niewiele, co chciałabym podkreślić, są to głosy indywidualnych turystów. Operatorzy nie odwołują wycieczek do Pol- ski. Większość ludzi wybierając cel wakacyjnej podróży w ogóle nie bierze pod uwagę polityki.
Dziękujemy za rozmowę
Krótka historia pomocy polskim bezdomnym w Berlinie. Czy BARKA wraca do Polski?
Pewnie wielu z nas zna to uczucie, kiedy w ważnej sprawie otrzy- mujemy czyjąś darmową, bezinteresowną pomoc. Ale czy znamy to uczucie, kiedy taka wspaniała pomoc nagle się kończy? W takiej sy- tuacji mogą się znaleźć wkrótce polscy bezdomni na ulicach Berlina, którzy przez ostatnie pół roku otrzymywali fachową opiekę pracow- ników Fundacji Pomocy Wzajemnej „Barka”. Senat Rzeczpospolitej przyznał na ten cel 150 tys. złotych, mimo że fundacja wnioskowała o cztery razy więcej. Fundusze przeznaczone były na pracę stre- etworkerów do końca 2018 roku. Ale co dalej? Czy Barka w ten spo- sób kończy pracę z polskimi bezdomnymi w stolicy Niemiec? Tomasz Kycia rozmawiał o tym z Ewą Sadowską, koordynatorką projektów zagranicznych Fundacji Pomocy Wzajemnej „Barka”
Czy BARKA kończy swoją działalność w Berlinie?
Nie, absolutnie nie kończymy naszej działalności w Berlinie. Jest zima, nie chcemy zostawić samym sobie osób, z którymi rozpoczęli- śmy pracę jeszcze w ubiegłym roku. Byłoby to nie w porządku. Dla- tego Fundacja Barka po pierwsze złożyła wniosek do Senatu RP o kontynuację pracy w 2019 roku. Decyzji Senatu jeszcze nie ma, ale mimo wszystko pracujemy dalej. Podjęliśmy ryzyko kontynuacji pracy na ulicach Berlina. Fundacja pożyczyła środki, by ta praca mo- gła być kontynuowana dopóki Senat RP nie podejmie decyzji.
A kiedy można się takiej decyzji spodziewać?
Biorąc pod uwagę nasze doświadczenia ze współpracy z Senatem RP z poprzednich lat, taka decyzja zwykle zapada wiosną, w okoli- cach marca lub kwietnia.
Skoro sprawdza się model pracy fundacji Barka na ulicach Ber- lina, o czym jeszcze za chwilę powiemy, to dlaczego tak trud- no przekonać polskie władze, polskie instytucje do większego i przede wszystkim bardziej stabilnego wsparcia finansowego takiej pracy?
Środki Senatu RP przeznaczone są dla Polonii, dla szeroko zakro- jonych działań Polonii, wzmacniania środowisk polskich za granicą, rozwoju kultury polskiej, polskiego harcerstwa, sztuki i muzyki. Środ- ki na pomoc socjalną nie są tak duże. Myślę, że to jest pomniejsze zadanie Senatu RP, by wspierać Polaków za granicą również w kwe- stiach socjalnych.
Ale to oznacza, że należałoby wręcz zmienić strukturę takiej pomocy, by te środki nie szły z puli finansów na Polonię, ale z innych źródeł?
Tak, to miałoby sens, jak najbardziej. Myślę, że Senat widzi to tak, że pomaga Barce rozwinąć swoją działalność w Berlinie, może sfinan- sować projekt raz czy drugi, ale później pewnie chciałby, aby funda- cja Barka nawiązała porozumienia czy też partnerstwa z lokalnymi samorządami i organizacjami. Jeśli fundacja widzi nadal swoją rolę w Berlinie, widzi, że jest potrzeba pracy na ulicach Berlina ze wzglę- du na dużą ilość bezdomnych z Polski, to fundacja powinna szukać środków w Berlinie. Pewnie tak to widzi Senat RP.
KONTAKTY | 23 KONTAKTY |
Page 1 |
Page 2 |
Page 3 |
Page 4 |
Page 5 |
Page 6 |
Page 7 |
Page 8 |
Page 9 |
Page 10 |
Page 11 |
Page 12 |
Page 13 |
Page 14 |
Page 15 |
Page 16 |
Page 17 |
Page 18 |
Page 19 |
Page 20 |
Page 21 |
Page 22 |
Page 23 |
Page 24 |
Page 25 |
Page 26 |
Page 27 |
Page 28 |
Page 29 |
Page 30 |
Page 31 |
Page 32 |
Page 33 |
Page 34 |
Page 35 |
Page 36 |
Page 37 |
Page 38 |
Page 39 |
Page 40