This page contains a Flash digital edition of a book.
PROSTO I Z UKOSA


RZECZPOSPOLITA BABIŃSKA W


I tu przypomina mi się dowcip o tym, jak do


kawiarni przyszło trzech czarnoskórych (daw- niej murzynów) i jeden mulat (dawniej mu- rzyn). Podszedł do nich kelner, spojrzał i zapy- tał: - Co mogę podać najjaśniejszemu panu?


Jednakowoż nie lokalami gastronomicznymi


chcę się dziś zajmować, chociaż są to miejsca w których bywa śmiesznie z różnych powodów i to często. Zatem w celach geloteraputycznych, czyli śmiecholeczniczych miejsca te także moż- na odwiedzać.


Na przykład: pewne małżeństwo spożywało


obiad w dość drogiej restauracji. Kelner, który obsługiwał ich z niezwykłą wprost galanterią, podszedł podczas gdy spożywali posiłek, by zapytać o doznania smakowe. Ponieważ miał polecenie, by zwracać się do gości z wyszukaną elegancją, nie zapytał zwyczajowo: „jak państ- wu smakują nasze potrawy?”, lecz: „jak państ- wo znajdują nasze sznycle?”. Klient bez namys- łu odparł z dość cierpką miną: - Żona już znalazła, a ja jeszcze trochę po-


grzebię w garze i pewnie też znajdę. Cóż, pewnie uznał, że jeszcze nigdy, nikt nie


dał mu tak niewiele za tak wiele… Ja jednak, jak już zaznaczyłem, nie o tym, choć sprawa wyszy- nku także na naszych Warsztatach Dobrego Humoru się pojawi. Ale po kolei. Jest taki obraz Jana Matejki, który przed-


stawia wesoło bawiące się, liczne towarzystwo, które rozsiadło się swobodnie na trawie pod starymi drzewami w piękny, słoneczny dzień. Ubiory wskazują, że są to czasy renesansu, lub wczesnego baroku. Ludzie ci śmieją się bardzo serdecznie z czegoś, co najwyraźniej zostało dopiero co powiedziane. Raczą się też napit- kami i różnym jedzeniem. Mistrzowi Matejce, który znany jest z gigantycznych malowideł, ilustrujących podniosłe momenty narodowej historii, na tym niewielkim płótnie udało się przedstawić niezwykle sugestywnie atmosferę beztroskiej, swobodnej, pełnej pogody, zaba- wy. Tytuł tego obrazu dla niejednego może być zaskakująco zagadkowy: „Rzeczpospolita Babi- ńska”. Cóż to ta Rzeczpospolita Babińska? Otóż było to coś, co dziś nazwalibyśmy klubem, kół- kiem towarzyskim, zgromadzeniem koleżeńs- kim zebranym dla wspólnej zabawy. Rzecz mia- ła miejsce około połowy XVI wieku w Babinie nieopodal Lublina. Zainicjował ją miejscowy szlachcic, niejaki Pszonka. Tego rodzaju zgro- madzeń, organizujących się w wyniku zamiło- wania do nowego, renesansowego stylu życia było w Królestwie Polskim znacznie więcej. Moda ta dotarła nad Wisłę z Niemiec, Italii i Francji. Tam powstawały już znacznie wcześ- niej. Wyprzedził też Polskę w tej materii Śląsk. W przeciwieństwie do reszty takich przedsięw- zięć w Polszcze, Rzeczpospolita Babińska pozostawiła po sobie sporą dokumentację. Dzięki niej w pewnym momencie została przy- pomniana i nobilitowana. Sam Adam Mickie-


itajcie w śmiechu i uśmiechu rozmiłowani, którzy wszelkie żarty, krotoch- wile i radosne głupstwa uprawiacie. A jako, że ostatnimi czasy wszystko drożeje nadzwyczajnie, rzeknę jeszcze: Witajcie moi najdrożsi!


wicz ogłosił ją „narodowym dobrem intelektu- alnym”! Dodajmy od razu, że grubo nad miarę, za to z porządnym wydźwiękiem politycznym. Nadał bowiem temu zdarzeniu, nie mającą po- krycia w faktach, rolę cywilizacyjnej konkuren- cji pomiędzy Polską a państwem moskiewskich carów. Babin w tych mickiewiczowskich, matej- kowskich i im podobnych przedstawieniach otrzymał rangę akademii dowcipu i satyry, sa- lonu intelektualnego, w którym bywali nie tylko Rey, Kochanowski i inne tęgie głowy epoki, lecz nawet królowie z dworem. W rzeczywistości – co wiemy na pewno z dokumentów – było to zgromadzenie okolicznego ziemiaństwa, zebra- ne dla zabawy przy obfitującym w napitki i je- dzenie stole, opowiadające sobie nawzajem lepsze lub gorsze żarty i anegdoty. Nazwa „Rzeczpospolita” wzięła się stąd, że biesiadni- kom nadawano tytuły i urzędy na wzór państ- wowych, za cenę opowiedzenia żartu, lub wy- picia słusznej ilości trunku. W ten sposób paro- diowano i ośmieszano godności, hierarchie i struktury państwa. Żarty były różnych lotów. Czasem wymy-


ślane przez samych biesiadników, częściej przy- wożone „ze świata”, wyczytywane z obcych ksiąg. Najczęściej były rodzajem łgarstwa, wy- mysłu, absurdu co znamy np. z takich lektur, jak „Przygody barona Münchhausena”. Według relacji Stanisława Sarnickiego z 1587 roku, jeden z biesiadników miał kiedyś rzec, że Rzecz- pospolita Babińska jest starszą od wszystkich innych, bo jej fundamentem i istotą jest kłam- stwo. A już biblijny król Dawid stwierdził, że: „omnis homo mendax”, czyli „każdy człowiek kłamcą”. Zatem Rzeczpospolita Babińska mieści w sobie symbolicznie wszystkie inne państwa. Niestety, opowiadane w tym czasie anegdoty praktycznie się nie dochowały do naszych cza- sów. Są za to w sporej ilości anegdoty później- sze o 100 lat, bowiem w XVII wieku do Rzeczy- pospolitej Babińskiej powrócono po kilkudzie- sięcioletniej przerwie. Wówczas, najczęściej wśród tęgiego pijaństwa opowiadano takie oto anegdoty: „Król Stefan Batory na polowaniu strzelił do jelenia, ale jego łowny sokół złapał kulę w locie a następnie zagonił jelenia przed króla. Gdy usiadł jeleniowi na głowie, ten tak łbem potrząsał, że w rogi zaplątała mu się przednia noga i tym sposobem złożył królowi głęboki ukłon, zaś król ujął go żywcem.”


Albo inna opowieść: „Był pewien dzik ośle-


piony, którego prowadził jego potomek takim sposobem, że odyniec trzymał w ryju koniec jego ogona. Pewien szlachcic celnym strzałem przestrzelił ten ogon a następnie schwycił zwi- sający z ryja ślepca kawałek i tak doprowadził dzika do swej zagrody.”


Dziś takie żarty nie bardzo nas śmieszą, choć


i współcześnie absurd i łgarstwo są kanwą dow- cipu. Zaś co do przyznawania państwowych godności i uprawnień za zgrabne kłamstwa, no to już Wy sami, drodzy kursanci, wiecie jak


KONTAKTY | 45 | KONTAKTYTY | 40 | KONT


jest… Wszak najkrótszy dowcip polityczny brzmi: „Będzie lepiej.” A nieco dłuższy: „Pewnego razu minister w drodze do pra- cy spotkał premiera w tra- mwaju.” Z serii całkowi- cie absurdalnych w dodat- ku z podwójnym łgarst- wem: „Jedzie poseł auto- busem i myśli.” Lecz nie tylko polityka jest polem dla


łgarstwa i łgarzy – rzecz jasna tylko w dowcipie, bo rzeczywistość, jak każdy wie, nie ma z tymi dowcipami nic wspólnego. Na przykład taki sport. „Polska gola!” – czyż to nie cudowny dowcip? Ileż absurdu w tym krótkim zawołaniu… Ukoronowaniem całego tego dowcipowego


łgarstwa są anegdoty o samochwałach i poch- lebcach. Rzecz może dotyczyć nadzwyczajnych możliwości rodziców, dziadków i rodzeństwa w opowieściach sprzeczających się dzieci, lub możliwości militarnych i intelektualnych, który- mi kraj, czy naród opowiadającego bije na głowę konkurentów. Jest też piękny przykład żartu o konkurujących ze sobą religiach.


Oto muzułmanin, katolik i wyznawca judai-


zmu wychwalają niezmierzoną moc Boga, w którego wierzą: - Wędrowałem przez pusty- nię już wiele dni i nigdzie nie było oazy – powiada wyznawca Allacha – byłem tak wy- cieńczony i spragniony, że śmierć zajrzała mi w oczy. Nie mogąc iść dalej, upadłem na kolana i zacząłem odmawiać wersety Koranu a wów- czas mym oczom ukazała się oaza w niedalekiej odległości z bijącą ze skały przeczystą wodą i palmami pełnymi najsłodszych daktyli. Mój Bóg mnie ocalił! - A ja płynąłem łodzią żaglową po morzu –


rzecze katolik – i nagle rozszalała się straszliwa burza. Żagle poszły w strzępy, a ogromne fale tak miotały moją łodzią, że już miała się wy- wrócić a ja utonąć. Zacząłem się żarliwie modlić i wówczas nagle niebo pojaśniało, wiatr ucichł a łagodne fale wyniosły moją łódź na brzeg w pobliżu rybackiej osady. Tak to mój Bóg w Trójcy Jedyny mnie ocalił. - Ajajajajaj! – wykrzyknął z uznaniem


starozakonny – wasze opowieści są cudowne i przepełnione wiarą. Ale ja miałem jeszcze bardziej niesamowitą przygodę. Wracałem w szabas do domu świętować z rodziną i nagle na ulicy zobaczyłem ogromną torbę. Była nieco uchylona i niechcący w środku ujrzałem wiele pieniędzy. Właściwie torba była nimi wypchana. Ale moja religia zabrania dotykać pieniędzy w szabas. I wtedy wzniosłem modły do Jahwe i po krótkiej chwili patrzę a tu wszędzie dookoła szabas a tam gdzie ja stoję dopiero czwartek… I tak to najwyższy sprawił, że zdążyłem z pie- niędzmi przed szabasem.


„Każdy człowiek kłamcą”, powiedział król


Dawid, ale tylko w dowcipie kłamstwo nie jest naganne, lecz jest pożyteczne; bo służy śmie- chowi, czyli zdrowiu i nikogo nie krzywdzi. I tylko tacy łgarze godni są szacunku. Co szczególnie przed zbliżającymi się wyborami do Europarlamentu pozostawiam Wam, drodzy kursanci, pod rozwagę.


Jurek Ciurlok "Ecik"


Page 1  |  Page 2  |  Page 3  |  Page 4  |  Page 5  |  Page 6  |  Page 7  |  Page 8  |  Page 9  |  Page 10  |  Page 11  |  Page 12  |  Page 13  |  Page 14  |  Page 15  |  Page 16  |  Page 17  |  Page 18  |  Page 19  |  Page 20  |  Page 21  |  Page 22  |  Page 23  |  Page 24  |  Page 25  |  Page 26  |  Page 27  |  Page 28  |  Page 29  |  Page 30  |  Page 31  |  Page 32  |  Page 33  |  Page 34  |  Page 35  |  Page 36  |  Page 37  |  Page 38  |  Page 39  |  Page 40  |  Page 41  |  Page 42  |  Page 43  |  Page 44