This page contains a Flash digital edition of a book.
CHIŃSKI MIÓD Ś


miech, uśmiech, dobry humor, pogoda ducha to sprawy niezwykle poważne. Bowiem trzeba z całkowitą powagą podchodzić do bycia całkowicie nie poważnym. Nie mylić z „niepoważnym”. To


nieprawda, że uśmiech musi wypływać tylko z głębi dobrego samopo- czucia – choć najlepiej, gdy tak właśnie jest. Ale nawet, gdy powodów do niego brakuje, należy się starać, by nie znikał z twarzy. Bo lepiej wygląda i lepiej nam służy twarz uśmiechnięta, jakby ją, kto miodem wysmarował, niż skrzywiona, jak po wypiciu kwaski z zeszłorocznej kiszonej kapusty. Nawet sztuczny, wymuszony śmiech poprawia nasze samopoczucie i zdrowie, co uczeni zbadali i opisali. Więc taki sztuczny „amerykański” uśmiech jest lepszy, niż żaden. Jak powiadają na Śląsku: „z braku laku malujymy fernajzym”. A to ostatnie powiedzonko ma swój dowcipowy rodowód.


Po wojnie, wielu specjalistów ze Śląska wożono do Warszawy, by


„czynem odbudowywać stolicę”. Dwóch takich pracowało na jakiejś budowie i zabrakło im fernajzu, którym zabezpieczali drewniane elementy. Nie czekając na dostawę, odnaleźli jakiś sklepik chemiczny i już w oknie wystawowym ujrzeli, że fernajz w sprzedaży jest. Weszli do środka i zwrócili się do sprzedawcy:


- Dobry, my chcieli kupić fernajz… Sprzedawca stropił się nieco i powiedział: - Panowie wybaczą, ale nie rozumiem, o co chodzi? - O fernajz, chopie – wyjaśnił nieco zdenerwowany klient – chcemy


kupić dwie biksy… - Ja bardzo przepraszam – nieco jąkając się, powiedział jeszcze


bardziej stropiony sprzedawca – ale takiego produktu nie posiadamy w sprzedaży… Niefortunni klienci nic nie powiedzieli, tylko wyszli na dwór i stanęli


przed oknem wystawowym, w którym jak wół na pastwisku stał fernajz. - Te – odezwał się jeden – chyba nos za gupków robi; przeca to je


fernajz. - Pódź idymy jeszcze roz – powiada drugi – bo jak go mazna bez


pysk, to zarozki nóm fernazj sprzedo! I nie zastanawiając się dłużej weszli do sklepu. Sprzedawca, gdy


ich ujrzał pobladł nieco, ale nadrabiając miną, grzecznie zapytał: - Słucham panowie, czym jeszcze mogę panom służyć? - Panie, my fernajz chcieli! - Ale panowie, ja już mówiłem… - Zaczął sprzedawca, ale w tym momencie wpadło mu coś do głowy i zwrócił się do tego, który z nim rozmawiał – a pan to Polak? - Niy po lak, pirónie!!! – Zdenerwował się już nie na żarty klient –


ino po fernajz! Rozumisz?! Po fernajz!!! Zauważcie drodzy czytelnicy, że gdyby wszyscy w tej sytuacji


zachowali pogodę ducha, gdyby na ich twarzach gościł uśmiech mimo wszystko, to by się nie denerwowali i może by się i dogadali. A tak, to powstał konflikt międzyregionalny… Już minuta uśmiechu ma zbawienne działanie dla naszego


organizmu. Dwa i pół tysiąca lat temu w Chinach wymyślono pierwszą w dziejach ludzkości metodę uzdrawiania śmiechem; metodę zwaną „wewnętrznym uśmiechem”. Chodzi w niej o to, by człowiek zawsze starał się zachować pogodę ducha. Mistrz Mantak Chia, jeden z mędr- ców taoistycznych, opisał to tak: „Gdy ktoś się uśmiecha, jego organizm uwalnia substancję


podobną do miodu, która jest pożywieniem dla całego ciała. Organizm złośnika, człowieka zacietrzewionego, ponuraka wytwarza substancję jadowitą. Zatyka ona wszystkie wewnętrzne kanały, przez które przepływa w człowieku życiowa energia”. Dzisiejsi uczeni wiedzą, że substancja, którą czcigodny mędrzec przyrównał do miodu to endorfiny. Poprawiają one nastrój, działają przeciw bólowo. Oraz serotoniny, które decydują o naszym samopo- czuciu. Im ich więcej, tym jesteśmy aktywniejsi, odważniejsi, zado- woleni z życia i siebie samych. Bez nich jesteśmy ponurzy, przygnęb- ieni, nic nam się nie chce i popadamy w pesymizm. A gdy jesteśmy pogodni przybywa w nas immunoglobuliny typu A, która chroni przed działaniem wirusów. Przybywa też limfocytów T, które zabijają zarazki w naszym organizmie.


Dwa wirusy się spotkały i jeden mówi do drugiego: - Nie masz pojęcia, jaką seksbombę udało mi się położyć do łóżka!


A gdyby owa seksbomba się uśmiechała, a nie zadzierała nosa, to


może zamiast wirusa jakiś miły, przystojny chłopak by ją położył, z pożytkiem dla obojga. Bo uśmiech to najlepszy afrodyzjak. Dzięki uśmiechowi w naszym mózgu lepiej przepływają te wszystkie mikroprądy elektryczne, a to sprawia, że mamy lepsze pomysły, lepiej działamy i nie popadamy w depresję. Zwróćmy też uwagę na trucizny, o których pisał starożytny chiński


mędrzec. Są to m. in. hormony stresu - kortyzol i adrenalina. Śmiech obniża ich poziom we krwi. I zauważcie państwo, jacy mądrzy byli ci starożytni chińscy mędrcy! Nauka europejska dopiero niedawno doszła do tego, co oni wiedzieli już dwa i pół tysiąca lat temu. A wszyst- ko dzięki pogodzie ducha! Inny starożytny chiński mędrzec, zachowujący pogodę ducha,


w wieku 80 lat doczekał się syna. Uśmiechnął się więc serdecznie i powiedział:


- Cóż za cudowne zrządzenie! Syn mi się urodził! W tym wieku!


A ponieważ całe życie zajmowałem się nauką, to dam mojemu pierworodnemu na imię: Nauka. Dziecko rosło zdrowo, ale po roku w domu mędrca przyszedł na


świat drugi syn. Uradował się mędrzec i powiedział: - Obdarza mnie los obficie! Drugi syn! Pierwszy ma na imię Nauka,


ale przecież nie byłoby nauki bez rozumu. Zatem drugiego nazwę Rozum.


Chłopcy rośli zdrowo, gdy po roku urodził im się kolejny brat.


Mędrzec klaskał i śmiał się z radości, dziękując losowi i powtarzając: - Trzeci syn! W tym wieku! Trzeci syn! Los chyba sobie ze mną


żartuje! Widać jest w dobrym humorze! Och! To dam synowi na imię Humor. Radość panowała w chacie mędrca, bo dzieci rosły i były zdrowe.


Po kilku latach, niespodziewanie nastała niezwykle sroga zima. W cha- cie mędrca zabrakło opału. Posłał, więc najstarszego syna, imieniem Nauka do lasu po drwa. Syn poszedł, ale rzecz całą potraktował naukowo; mierzył i ważył w dłoni drwa, żeby były równe i w sam raz. Tak zeszło mu do wieczora i zaledwie kilka patyków przyniósł do domu. Następnego dnia poszedł do lasu Rozum. Ten starał się postępować rozumnie. Przemyśliwał; iglaste drewno lepsze, czy liściaste, proste, czy powyginane patyki? Do wieczora mu zeszło i do domu niewiele drew przyniósł. Następnego dnia do lasu pobiegł najmłodszy syn, Humor. Radośnie i bez zastanowienia zbierał drwa z uśmiechem na twarzy. Do wieczora naniósł do domu drewna na resztę zimy. Zamyślił się mędrzec a po chwili rzekł z uśmiechem: - Tak; nauka i rozum są człowiekowi niezbędne, ale czasami humor


przyniesie znacznie więcej, niż one razem wzięte… A ja od siebie dodam, że gdy nauka i rozum idą w las to


tylko na dobrym humorze można jeszcze polegać… Jurek Ciurlok "Ecik" KONTAKTY | 34 | KONTAKTY


Page 1  |  Page 2  |  Page 3  |  Page 4  |  Page 5  |  Page 6  |  Page 7  |  Page 8  |  Page 9  |  Page 10  |  Page 11  |  Page 12  |  Page 13  |  Page 14  |  Page 15  |  Page 16  |  Page 17  |  Page 18  |  Page 19  |  Page 20  |  Page 21  |  Page 22  |  Page 23  |  Page 24  |  Page 25  |  Page 26  |  Page 27  |  Page 28  |  Page 29  |  Page 30  |  Page 31  |  Page 32  |  Page 33  |  Page 34  |  Page 35  |  Page 36  |  Page 37  |  Page 38  |  Page 39  |  Page 40  |  Page 41  |  Page 42  |  Page 43  |  Page 44