This page contains a Flash digital edition of a book.
rOMANS W BARCELONIE


prysznic i natychmiast położyła się do łóżka. Była wykończona tą bieganiną, więc zasnęła natychmiast, gdy tylko przyłożyła głowę do poduszki.


* * * * * Rano obudził ją telefon, odebrała dopiero po kilku sygnałach.


– Obudź się, śpiochu, masz przecież po mnie wyjechać. Usłyszała głos Dominika i w tym momencie przebudziła się na dobre.


– Dzwonisz żeby... – Tak – dzwonię, bo chcę tobie przypomnieć, że zaraz wylatuję do Barcelony – przerwał jej w pół zdania. Na pewno będziesz na mnie czekać?


– Tak kochanie, wyjadę po ciebie na pewno – zapewniła spokojnym głosem.


Spojrzała na zegarek, była ósma trzydzieści.


– Muszę już kończyć – powiedział Dominiki i nagle w słuchawce zaległa cisza.


– Na pewno zadzwoniłeś tylko po to? – zapytała. – Nie, jest coś jeszcze… – zawiesił głos. – Słucham. – Czy ty naprawdę tego chcesz? Chociaż już w tej chwili to nie ma znaczenia, bo przecież mam samolot za parę minut. Nie chciałbym się tobie narzucać, przecież sam się wprosiłem – wypluwał słowa z prędkością serii z karabinu maszynowego.


– Głuptas z ciebie – roześmiała się szczerze. Do zobaczenia za parę godzin kochanie.


– Do zobaczenia – odparł uspokojony. Odłożyła słuchawkę, a potem wykręciła numer Dolores, żeby


przyszła trochę wcześniej i przygotowała obiad dla dwóch osób. Przeciągnęła się leniwie na miękkim, szerokim, francuskim łóżku. Tu naprawdę można się porządnie wyspać – pomyślała. Całą sypialnię wybrała razem z Robertem, jakieś dwa lata temu. Przypomniała sobie o nim i natychmiast zadzwoniła do domu, narzekając na deszcz i dużo pracy. Poszła do łazienki i zrobiła wszystko, by wyglądać jak najlepiej. Ubrała białą koszulę, podwinęła rękawki i rozpięła dekolt, tak by wyglądał kusząco, do tego założyła czarne, obcisłe jeansy. Na szyję założyła piękny, indiański naszyjnik z rubinem, który dostała kiedyś od Grety. Już wychodząc z domu, narzuciła miękką, skórkową kurtkę w kolorze ciemnej czerwieni. Była zadowolona ze swojego wyglądu. Wakacje zrobiły swoje, trochę zeszczuplała, no i ciągle była ładnie opalona.


Po drodze zatrzymała się jeszcze w swojej ulubionej kawiarence.


Miała trochę czasu. Jedząc chrupiącego croissanta, popijając pachnącą kawę pomyślała: Tak, dziś będę się kochać z facetem trochę starszym od mojego syna. Wiele kobiet w moim wieku marzy o czymś takim, ale tylko niektóre mają dość odwagi, by się do tego przyznać. Nie ma co się okłamywać… Jestem dojrzałą kobietą i wiem czego chcę.


WALENTYNKI


Kiedy w latach siedemdziesiątych 14. lutego, w dniu imie- nin mojej babci Walentyny poznałam mojego przyszłego męża miałam mgliste pojęcie o znaczeniu tej daty dla zakochanych. Moja mama, która rok przebywała w Wiel- kiej Brytanii jako stypendystka Międzynarodowej Orga- nizacji Zdrowia opowiedziała mi historię o tym jak tam celebruje się ten dzień. Według powszechnego przeko- nania, właśnie tego dnia ptaki wybierają partnerów, aby założyć gniazda.


Geneza obecnie tak popularnych Walentynek ginie w mroku


dziejów i nie jest całkowicie jasna. Jedno jest pewne, że zakochani, ci którzy jak ptaki pragną założyć własne gniazdo takiego uświęcenia potrzebują.


Najlepiej świadczy o tym fakt, że już starożytni Rzymianie obcho-


dzili w tym samym mniej więcej czasie, u progu wiosennego przebu- dzenia Matki Natury Luperkalia, ku czci Junony Februata, rzymskiej bogini opiekującej się małżeństwami oraz Pana, boga nieokiełznanej przyrody. Kim był święty Walenty i jak to się stało, że został patronem


zakochanych dokładnie nie wiadomo. Był z wykształcenia lekarzem, a z powołania duchownym (może


nawet biskupem rzymskim). Żył w III wieku n.e. w Rzymie, w czasach panowania Klaudiusza II Gockiego. Ów cesarz wydał powszechne rozporządzenie, zabraniające młodym mężczyznom wchodzenia w związki małżeńskie, gdyż uważał, że najlepszymi żołnierzami są legioniści nie mający rodzin. Walenty złamał ten zakaz i udzielał ślu- bów. Został za to wtrącony do więzienia, gdzie zakochał się w nie- widomej córce swojego strażnika. Legenda mówi, że jego narzeczona pod wpływem tej miłości odzyskała wzrok. Gdy ta informacja dotarła do uszu cesarza, kazał on zabić Walentego. W przeddzień egzekucji przyszły święty napisał list do swojej ukochanej. Zakończył go słowami: "Od Twojego Walentego".


Legenda głosi, że św. Walenty zginął 14 lutego 273 roku. W kalen-


darzu rzymskim w tym dniu obchodzono święto urodzaju oraz przyrzeczeń małżeńskich. Od 900 roku stare pogańskie święto z 14 lutego, zmieniono na


święto obietnic miłości i postanowień przyjaźni, któremu patronuje ów święty.


Według innej wersji Walenty zwykł asystować męczennikom pod-


czas ich procesów i egzekucji, za co ostatecznie sam trafił przed obli- cze prefekta Rzymu. Ten nie mogąc wymusić na nim odstępstwa od wiary, kazał najpierw okładać świętego kijami, a gdy to nie przyniosło skutku (wszak w innym wypadku nie został by świętym) zapadła decyzja o jego ścięciu. Zanim stał się, patronem zakochanych święty często wzywany był podczas ciężkich chorób. Szczególnie w przypad- ku epilepsji i problemów nerwowych. Tak było w średniowiecznych Niemczech, natomiast Anglosasi postanowili ochrzcić go wspomnianym mianem patrona zakochanych.


Według jednej z legend św. Walenty miał w zwyczaju obdarowy-


wać młodych ludzi którzy go odwiedzali, kwiatem ze swojego ogrodu. Podobno każdy kto taki kwiat otrzymał dostawał również szczęście w małżeństwie. Kiedy wieść o tym się rozniosła młode małżeństwa tłumnie stawiały się u Świętego w celu uzyskania błogosławieństwa. Walenty postanowił go udzielać, ale tylko w ciągu jednego dnia w ro- ku, czyli 14 lutego. Św. Walenty, od którego imienia pochodzi nazwa święta, został


Powyższy tekst jest fragmentem książki autorstwa Hanny Märker


p.t. „Bara@Bara”.


Książka dostępna na: www.fabryka.pl


ogłoszony patronem zakochanych już w 1496 r. przez papieża Aleksandra VI.


Wybór akurat Walentego na patrona zakochanych można w pewien


sposób zrozumieć, bo jeśli przyjmiemy miłość za stan odurzenia chemicznego podobny do choroby psychicznej to wybór jest jak najbardziej trafiony. Wszak to najpiękniejsza choroba na świecie. Graża Grużewska


KONTAKTY | 19 | KONTAKTY


Page 1  |  Page 2  |  Page 3  |  Page 4  |  Page 5  |  Page 6  |  Page 7  |  Page 8  |  Page 9  |  Page 10  |  Page 11  |  Page 12  |  Page 13  |  Page 14  |  Page 15  |  Page 16  |  Page 17  |  Page 18  |  Page 19  |  Page 20  |  Page 21  |  Page 22  |  Page 23  |  Page 24  |  Page 25  |  Page 26  |  Page 27  |  Page 28  |  Page 29  |  Page 30  |  Page 31  |  Page 32  |  Page 33  |  Page 34  |  Page 35  |  Page 36  |  Page 37  |  Page 38  |  Page 39  |  Page 40