Na mnie przypadło, że ja miałam właśnie przeżyć
Ulica Nalewki, przed wojną główna ulica żydowskiej Dzielnicy Północnej, to dziś ulica Bohaterów Getta przechodząca nieopo- dal Parku Krasińskich. Właśnie tu, niedaleko bramy do parku, gdzie kiedyś znajdowało się główne wejście do getta, do wcho- dzących Niemców otworzyli ogień powstańcy. Był 19 kwietnia 1943 roku. Rozpoczęło się powstanie w warszawskim getcie.
Pomnik Bohaterów Getta w Warszawie
Helena Kuczer była wtedy małą dziewczynką, najmłodszą z ośmior- ga rodzeństwa. „Miałam już wtedy trzech braci. Wiedziałam, że powsta- nie, wiedziałam, że idą walczyć. Eu- forii nie było. Mama płakała. Bała się o nich.” – wspomina po latach Kry- styna Budnicka, bo Helena musiała zmienić imię i nazwisko. Przed wojną ojciec Heleny prowadził zakład sto- larski. Kuczerowie żyli szczęśliwie, według prawa mojżeszowego. He- lena lubiła szabasowe kolacje przy wielkim stole, pamięta, że na honoro- wym miejscu zasiadał jej ojciec z dłu- gą, piękną, srebrzystą brodą. Pamię- ta też, że jej szczęśliwe dzieciństwo skończyło się wraz z wybuchem woj- ny. Miała wtedy siedem lat. Po utwo- rzeniu getta mieszkała jeszcze jakiś czas z rodziną we własnym domu przy Placu Muranowskim 10. Gehen- na zaczęła się, gdy getto zacieśniono i Kuczerowie musieli przenieść się do mieszkania przy Miłej. A stamtąd do podziemnego bunkra pod domem przy ulicy Zamenhofa.
„Nie powiem, jak wyglądał 19 kwiet- nia, bo od stycznia 43 roku byłam już pod ziemią. Nie wychodziłam na zewnątrz. Podobno była wiosna, po- dobno były święta wielkanocne. To były już trzy lata okupacji. Byliśmy wycieńczeni, na skraju wyczerpania fizycznego i psychicznego, zagło-
dzeni. Mieliśmy zrobione zapasy. Bunkier był dobrze urządzony: woda bieżąca była, prąd był. Były urządze- nia do mycia. Jeśli chodzi o brudy, to bezpośrednio do kanału się wynosiło. To wszystko było, dopóki dookoła nie zaczęło się palić. Niemcy podpalali dom za domem. Słychać było trza- ski. Myśmy byli głęboko pod ziemią. Jakieś dwa metry, jeszcze poniżej poziomu piwnicy. To było systema- tyczne podpalanie. Myśmy to wszyst- ko odczuwali wewnątrz” – opowiada Krystyna Budnicka.
Krystyna Budnicka
Sytuacja w bunkrze zmieniła się, kiedy całe getto płonęło. Myśmy byli w tym płonącym getcie. W chwili kiedy dookoła się paliło, myśmy się chowali w kanale. Kanał był tym miej- scem ochłody. Później był gaz, który Niemcy rzucali. Uciekaliśmy. Był cią- gły ruch. Dopiero można było zacząć jakoś egzystować i urządzić to życie, gdy skończyły się działania powstań- cze, kiedy mury dookoła ostygły. Wtedy urządziliśmy takie życie: dzień zamieniliśmy na noc, a noc na dzień. W nocy się po prostu żyło, jeśli to można nazwać życiem. Gotowało się zupę z owsa, bo był worek czy dwa. To była tak zwana zupa plujka. Były codzienne bardzo dokładnie racjono- wane porcje, żeby jedzenia starczy- ło jak najdłużej. Już nawet głodu nie czułam, bo to jest taki głód, którego się już nie czuje. A w dzień się spa- ło. Przeważnie się spało. Mężczyźni chodzili i penetrowali kanały. Kanał był jedynym miejscem, żeby dowie- dzieć się, co się dzieje. Słychać było rozmowy. Coś tam wynikało z tego. W kanale były trupy, były szczury, były nieczystości. I tam uciekałam, jak mi było gorąco. Później ucieka- łam stamtąd, bo gaz był. Trzeba było zasłonić sobie twarz szmatą, żeby się nie zatruć. To było dramatyczne. A moja rola w tym wszystkim była żadna. Ja byłam bierna. Moje ko- leżanki niektóre wychodziły, żebra- ły, zdobywały dla rodziny jedzenie. Były i młodsze ode mnie. Ale ja by- łam tym dzieckiem chronionym. Nie byłam przystosowana do tego, bo ktoś o mnie zawsze dbał. Ci wszyscy dorośli, silni wojownicy poginęli. A ja najsłabsza, najbardziej bezbronna, niewalcząca, nierobiąca nic, przeży- łam. Na mnie przypadło, że ja miałam właśnie przeżyć. Ja tego nie potrafię realnie ocenić, jak to się mogło zda-
KONTAKTY | 37 KONTAKTY |
rzyć, ale zdarzyło się. Ja nigdy jednej łzy nie uroniłam, ale nigdy nie kon- frontowałam tego z psychologami, co to było za uczucie. Ja nie chciałam wracać do tego. Ale tak było.”- wspo- mina Krystyna Budnicka.
Pani Krystyna pamięta też, jakie mia- ła marzenia jako mała dziewczynka. „Aż śmieszne teraz mówić o tym. Jedno, to że wyobrażałam sobie, że jem chleb, że trzymam ten chleb i zęby wciskam w tę kromkę chleba. To było marzenie, wyobraźnia moja. I było drugie, głupie marzenie, że mam taką białą angorową bluzeczkę, taką śliczną. Nie wiem, skąd to się brało. Może ubrana w nią była jakaś dziewczynka, którą kiedyś spotka- łam.” – opowiada.
Krystyna Budnicka doczekała końca okupacji hitlerowskiej dzięki pomo- cy sióstr zakonnych. W sierocińcu prowadzonym przez Siostry Szaryt- ki przebywała do 1952 roku. Z całej rodziny wojnę przeżyła tylko ona. Jak mówi, była wtedy bardzo dorosłym trzynastoletnim człowiekiem. O lo- sach całej rodziny Kuczerów można dowiedzieć się ze wspomnień Kry- styny Budnickiej zamieszczonych na stronie Stowarzyszenia „Dzieci Holo- kaustu”.
Monika Witkowska
Page 1 |
Page 2 |
Page 3 |
Page 4 |
Page 5 |
Page 6 |
Page 7 |
Page 8 |
Page 9 |
Page 10 |
Page 11 |
Page 12 |
Page 13 |
Page 14 |
Page 15 |
Page 16 |
Page 17 |
Page 18 |
Page 19 |
Page 20 |
Page 21 |
Page 22 |
Page 23 |
Page 24 |
Page 25 |
Page 26 |
Page 27 |
Page 28 |
Page 29 |
Page 30 |
Page 31 |
Page 32 |
Page 33 |
Page 34 |
Page 35 |
Page 36 |
Page 37 |
Page 38 |
Page 39 |
Page 40