Radio COSMO po polsku o godz. 18.00 livestream w internecie i na smartfonach w aplikacji WDR o godz. 22.00 na antenie radia COSMO
Greenkeepera serce boli
Rozmowa z Krzysztofem Mielewczykiem – greenkeeperem na Stadionie Olimpijskim w Berlinie
COSMO – Radio po polsku Polska audycja radia COSMO to jedyne w swoim rodzaju spotkanie z polską tematyką w niemieckich mediach. To najnowsza polska muzyka, spotkania z artystami, ekspertami, publicystami, ludźmi tworzącymi polską kulturę w Niemczech.
Od jak dawna pracuje Pan na Stadionie Olimpijskim? Od 22 lat. Pojawiłem się na stadionie, kiedy miałem 16 lat.
tel. 030 - 97 993 - 35 610
www.cosmoradio.de polnisch@rbb-online.de
Ja w tamtym czasie właśnie skończyłem szkołę i zastanawiałem się, co robić dalej. Mieszkałem niedaleko stadionu, na który czę- sto chodziłem, bo grała tam Hertha. Zgłosiłem się, kiedy szukali ogrodnika. Przez trzy lata zdobywałem wykształcenie ogrodni- cze, a potem już robiłem specjalne kursy, żeby zostać greenke- eperem.
Gramy, informujemy i słuchamy Państwa głosów. Audycje prowadzą:
Monika Sędzierska, Adam Gusowski, Tomasz Kycia, Maciej Wiśniewski i Jacek Tyblewski.
No i jak Pan nim został?
Zawsze to, co robiłem, starałem się robić czysto, porządnie i do końca. A poza tym starałem się jak najwięcej dowiedzieć o tra- wie. Zapisywałem się na liczne kursy, na których uczyłem się, jak sypać piasek albo jak dawać nawóz, aby trawa ładnie rosła. I w końcu w 2012 r. zostałem greenkeeperem Parku Olimpijskie- go wokół stadionu, a od ubiegłego roku pęłnię również tę funkcję na stadionie. Kieruję tam zespołem 15 osób.
A co 15 osób ma do roboty na stadionie? Czy trawa nie ro- śnie sama?
Trawa rośnie sama, ale trzeba jej w tym pomóc. Po pierwsze – na Stadionie Olimpijskim nie mamy zwykłej trawy, ale specjalną mieszankę dwóch gatunków: lolium perenne i poa pratensis. Te trawy dobrze się regenerują, ale nie same. Zatem – po drugie – cztery razy w miesiącu nawozimy murawę. Poza tym dziur- kujemy, żeby powietrze dochodziło do korzeni trawy, a jest to 300 dziurek na metr kwadratowy. Sypiemy piasek, żeby korzenie miały szybko dojście do wody. A trzy albo cztery razy w tygodniu trawę trzeba skosić.
Ile kilometrów pokonuje Pan, kosząc trawę na boisku?
Och, nie liczyłem. Boisko ma 8 tys. kilometrów kwadratowych, 105 metrów w jedną stronę, więc trochę się najeżdżę albo na- chodzę. W sumie razem z boiskami treningowymi mamy do skoszenia 15 hektarów. Latem kosimy na specjalnych maszy- nach, zimą – ręcznymi kosiarkami. A przed samym meczem raz jeszcze sześciu kolegów wyjeżdża maszynami, żeby zrobić wzór
Chłopaki w takim wieku wolą kopać piłkę, niż zajmować się trawą.
Staramy się docierać tam, gdzie w Niemczech słychać język polski. Zasięgamy porad u polskich i niemieckich ekspertów w sprawach, które Państwa interesują, podpowiadamy, jakich słuchać płyt, jakie czytać książki, gdzie bywać, by spotkać się z polską kulturą w Berlinie i innych regionach Niemiec.
w Berlinie na fali 96,3 MHz w Nadrenii Północnej - Westfalii - 103, 3 MHz, w Bremie i Dolnej Saksonii - 96,7 MHz.
Radio COSMO po polsku od poniedziałku do piątku o 18.00 live stream w internecie i na smartfonach o 22.00 na antenie radia COSMO
z jasnozielonych i ciemnozielonych fragmentów trawy, który ład- nie prezentuje się na stadionie. No i żeby trawa była skoszona co do milimetra. Bo według zaleceń DFL (Deutsche Fussball Liga), trawa musi mieć dokładnie 2,4 cm. A trawa nawet w ciągu nocy potrafi urosnąć o 2 cm.
Co jest największym wyzwaniem dla greenkeepera na sta- dionie? Mecz piłkarski czy raczej koncert?
Koncert, ponieważ wówczas wykłada się na murawę stadionu specjalne płyty. Pół biedy, kiedy są to płyty przepuszczające po- wietrze. Wtedy dzień po koncercie płyty zostają usunięte, a my musimy trawę „poczesać” specjalnymi maszynami, czyli pod- nieść ubitą trawę, żeby powietrze do niej dochodziło i żeby nie gniła. Taką trawę da się często uratować i po trzech dniach moż- na grać na niej mecz. Ale kiedy organizatorzy koncertu wykłada- ją aluminiowe płyty, pod którymi trawa nie ma czym oddychać, to wówczas trawa jest do wymiany.
A jak Pan ogląda mecze piłkarskie? Jako kibic czy greenke- eper?
Jako kibic jestem całym sercem za Herthą. Ale greenkeepera czasem to serce boli, kiedy widzi, jak piłkarze wyrywają i ryją tra- wę. Już ogladając mecz, wiem, ile będziemy mieli po nim roboty. Po każdym meczu musimy wymieć trawę w tysiącu do dwóch tysięcy miejsc na boisku.
Jak wygląda Pana współpraca ze sztabem szkoleniowym Herthy Berlin?
Raz w tygodniu na zebraniu ustalamy terminy, plan treningów itd. A kiedy trener Pal Dardai ma jakieś życzenie, to po prostu przychodzi do mnie i prosi, żeby tu czy tam przyciąć trawę, bo na boiskach treningowych nie musi ona mieć dokładnie 2,4 cm. Dardai jest zresztą trenerem, który jest bardzo dobrze wprowa- dzony w tę tematytkę, zna się na trawie i wie, jak ważna jest dobra murawa na boisku.
A na którym niemieckim stadionie jest najlepsza? Oczywiście na Olympiastadion w Berlinie.
Karolina Łodyga – aktorka bez granic
Aktorstwa uczyła się w Berlinie. Najlepiej czuje się na deskach teatru, ale od lat spełnia się jako aktorka serialowa i filmowa. Najważniejsze jest to, żeby grać – mówi Karolina Łodyga w roz- mowie z Adamem Gusowskim.
Nasi słuchacze mogli Panią poznać w serialu „Anna und die Liebe”. To były pierwsze Pani kroki w telewizji.
Tak, grałam w tym serialu rok i osiem miesięcy. To nie jest mało jak na dzienny serial. To faktycznie był mój początek w telewizji. Po raz pierwszy dotarłam do szerszej publiczności i choć tego tak bardzo nie czułam, to byłam rozpoznawana na ulicy. W „Anna und die Liebe” grałam mało sympatyczną siostrę głównej boha- terki, taką intrygantkę. Pewnego dnia w piekarni pani, sprzedając mi bułki, powiedziała, że jak się nie zmienię i nie będę lepszą siostrą, to następnym razem tych bułek mi nie sprzeda. To było bardzo zabawne i sympatyczne.
A nie było Pani żal odchodzić z teatru? Krzysztof Mielewczyk
Bardzo. Strasznie tęskniłam i do dzisiaj tęsknię za teatrem, ale wtedy byłam w takiej fazie mojego życia, że czułam, że jest to dla mnie wielkie wyzwanie i chciałam się z tym wyzwaniem zmie- rzyć. Dałam radę i dobrze się z tym czułam. Mimo to szukałam dalszych możliwości rozwoju. Jeszcze grając w „Anna und die Liebe”, poszłam na casting do Dominika Grafa, wybitnego nie- mieckiego reżysera i faktycznie dostałam rolę w kryminale „Im Angesichts des Verbrechens”. Bardzo się cieszyłam na pracę z Dominikiem Grafem i powiedziałam o tym producentom serialu. Okazali bardzo dużo zrozumienia, puścili mnie do filmu bez za- strzeżeń. Zagrałam w „Angesichts des Verbrechens”, a później jakoś tak naturalnie wpadłam do szufladki „aktorki filmu krymi-
KONTAKTY | 20 KONTAKTY |
Page 1 |
Page 2 |
Page 3 |
Page 4 |
Page 5 |
Page 6 |
Page 7 |
Page 8 |
Page 9 |
Page 10 |
Page 11 |
Page 12 |
Page 13 |
Page 14 |
Page 15 |
Page 16 |
Page 17 |
Page 18 |
Page 19 |
Page 20 |
Page 21 |
Page 22 |
Page 23 |
Page 24 |
Page 25 |
Page 26 |
Page 27 |
Page 28 |
Page 29 |
Page 30 |
Page 31 |
Page 32 |
Page 33 |
Page 34 |
Page 35 |
Page 36 |
Page 37 |
Page 38 |
Page 39 |
Page 40