This page contains a Flash digital edition of a book.
Roman Brodowski – berliński Mickiewicz zakochany w Kresach


Od lat ciałem w Berlinie, myślami w ukochanych Pszczółkach koło Gdań- ska, a sercem tam, gdzie zostawił je


także nasz narodowy wieszcz, Adam Mickiewicz – na Kresach. Roman Brodowski to poeta-filozof, który w swych rozlicznych utworach różnych gatunków miesza sacrum i profanum, z powodzeniem oddając niejedno- znaczność i złożoność współczesnego świata. Jak sam o sobie mówi – romantyk stale poszukujący odpowiedzi na wiele nurtujących go pytań.


Anna Burek: Jak się pan znalazł wBerlinie?


Roman Brodowski: Jestem właściwie uchodźcą politycznym. Przyjechałem do Berlina w 1987 roku, uciekając przed odpowiedzialnością za pisanie, moim zdaniem, utworów patrio- tycznych, zdaniem władzy – politycznych. Dowiedziawszy się o tym, że jestem poszukiwany, wyjechałem do mamy i brata, którzy jeszcze wcześniej zostali internowani. Mimo że mój pobyt w Berlinie oceniam bardzo pozytywnie, stale tęskniłem za Polską i rozważałem powrót do swojej ojczyzny. Dziś coraz wyraźniejszych kształtów nabiera moja wizja powrotu do ukochanej miejscowości rodzinnej – Pszczółek lub przeprowadzki na Kresy Grodzieńskie.


A.B.: Skąd wzięła się upana fascynacja Kresami?


Roman Brodowski: Myślę, że to silne zauroczenie wzięło się stąd, że ja te Kresy poznałem dość późno. Pojawiły się w moim życiu zupełnie znienacka. Do 14. roku życia nie wiedziałem zbyt wiele


o pochodzeniu swoich przodków. Mój tata nie był zbyt wylewnym człowiekiem, stąd też nigdy szczególnie nie opowiadał mi o swoich korzeniach. Dopiero moja powracająca z Syberii w latach 60. ciotka zaszczepiła we mnie pragnienie poznania historii mojego rodu. To ona opowiadała mi o tych terenach, o okresie przedwojennym, tułaczce na Syberię. To ona też śpiewała mi najpiękniejsze kołysanki z tamtych terenów. Kiedy wkońcu miałem okazję odwiedzić te miejsca z jej opowieści, moje serce zapłonęło żywą miłością do niemalże wszystkiego, co się z nimi wiązało. Myślę, że ja tę miłość do Kresówmam wgenach.


A. B.: Kiedy zaczął pan przelewać tę miłość na papier?


Roman Brodowski: Do niedawna zawsze odpowiadałem, że nie pamiętam momentu, kiedy zorientowałem się, że pisanie jest mi najbliższe spośród wszystkich zajęć. Jednak kilka lat temu spotkałem swoją niezapomnianą nauczycielkę języka polskiego z okresu szkoły podstawowej – panią Irenę Fusiarę. To ona przypomniała mi o tym, że już w piątej klasie, recytując Redutę Ordona, zapomniawszy tekstu, wcale się nie przejąłem, ale na wzór stylu utworu, wymyśliłem swoją autorską kontynuację. Oczywiście dostałem wtedy dwóję za nieprzygotowanie, ale i piątkę za kreatywność. Wtedy też rzekomo miało mi zostać przepowiedziane, że albo zostanę pisarzem, albo nikim.


A. B.: O czym pan pisze? Jak ewaluowała pana twórczość?


Roman Brodowski: W mojej twórczości widać poszczególne etapy mojego życia, a także wydarzenia, które kształtowały mnie jako człowieka, ale i jako artystę. Pierwszy okres to oczywiście czas pierwszej miłości, kiedy to pisałem bardzo dużo liryków adresowanych (tak jak i u Mickiewicza) do mojej ukochanej Marii. Kiedy teraz czytam te utwory, widzę ich prymitywność i naiwność, ale i szczerość – to były dowody moich uczuć. Następnie nadszedł czas poszukiwania swojej tożsamości, chciałem dowiedzieć się, kim jestem, dokąd zmierzam. Zwróciłem się wtedy mocno w kierunku Biblii oraz Kościoła. Rozważałem nawet wstąpienie do seminarium. Koniec końców jednak, stale drążąc i poszukując, zacząłem pisać apokryfy. Zostały one nawet wydane na potrzeby Kościoła przez Wydawnictwo Katolickie w roku 2004. W międzyczasie zacząłem skupiać się już na tematyce Kresów.


A. B.: Pana twórczość jest popularniejsza na Kresach niż wsamej Polsce. Zczego towynika?


Roman Brodowski: Myślę, że to wynika z mojej wrażliwości. Z jakiegoś powodu jest ona lepiej rozumiana przez Kresowian. Kiedy zacząłem zagłębiać się w tematykę tamtych terenów, towarzyszyły mi swoiste wyrzuty sumienia, że mój tata tak niewiele o nich mówił, nie dość je wysławiał. Postanowiłem, że w tej sytuacji to ja wezmę to zadanie na swoje barki. Rozpocząłem żmudne poszukiwania odpowiedzi na pytania: kim są ci ludzie? Skąd pochodzą? Jaki jest ich stosunek do Polski? Za czym tęsknią? Obiecałem sobie, że stale będę pamiętać i nawiązywać do prawdy o tych ludziach, przedstawiać ich takimi, jacy są, a jednocześnie w łatwy, lekki sposób przekazywać prawdy historyczne.


A. B.: Czy pana miłość do Kresów nie wynika też może z pana osobistej emigracji, faktu, że nie jest pan na swoich ziemiach?


Roman Brodowski: To na pewno jest ze sobą mocno powiązane. Moi dziadowie żyli na obcych ziemiach, za wschodnią granicą Polski, ja zostałem zmuszony do życia na zachód od ojczyzny. Wszystkim tym sytuacjom towarzyszy swego rodzaju poddańczy nastrój, ostrożny i nieufny sposób życia. Wszyscy boimy się, że ponownie zostaniemy skrzywdzeni, że zostaniemy pozostawieni sami sobie, zapomniani.


Roman Brodowski KONTAKTY | 23 | KONTAKTY


Page 1  |  Page 2  |  Page 3  |  Page 4  |  Page 5  |  Page 6  |  Page 7  |  Page 8  |  Page 9  |  Page 10  |  Page 11  |  Page 12  |  Page 13  |  Page 14  |  Page 15  |  Page 16  |  Page 17  |  Page 18  |  Page 19  |  Page 20  |  Page 21  |  Page 22  |  Page 23  |  Page 24  |  Page 25  |  Page 26  |  Page 27  |  Page 28  |  Page 29  |  Page 30  |  Page 31  |  Page 32  |  Page 33  |  Page 34  |  Page 35  |  Page 36  |  Page 37  |  Page 38  |  Page 39  |  Page 40