This page contains a Flash digital edition of a book.
PROSTO I Z UKOSA Śmiech to nie zawsze zdrowie...


a ostatnio mamy jej nawet w nadmiarze. Przy czym bywa to najczęściej śmiech przez łzy, bo śmieszniej, nie zawsze i nie wszędzie znaczy weselej. U nas najczęściej, gdy jest śmieszniej, to jest jednocześnie smutniej. No, ale nie od dziś wiemy, że żyjemy w kraju paradoksów, by nie powiedzieć paranoi. Zawdzięczamy to w głównej mierze politykom, nie wiedzieć, czemu nazywanych „klasą polityczną”. Jak można nazywać kogoś klasą, gdy jest on kompletnie klasy pozbawiony? Chyba, że chodzi o podkreślenie, iż wbrew pozorom jakieś tam klasy mają ukończone – co wcale nie jest takie oczywiste. Politycy w naszej części Europy zawsze raczej skłaniali do płaczu niż do śmiechu i być może chodzi o podtrzymywanie tej tradycji. Znajdowało to oczywiście odbicie w żartach i anegdotach. Oto klasyczny przykład z przeszłości.


S Generalissimus Josef Wisarionowicz Stalin przemawiał podczas


wielkiego zgromadzenia przodowników nauki i pracy, gdy wtem, ktoś kichnął głośno. Stalin przerwał, groźnym spojrzeniem omiótł zgroma- dzonych i zapytał: - Kto kichnął? Wszyscy zamarli w bezruchu, zapanowało absolutne milczenie.


Stalin raz jeszcze powtórzył pytanie a ponieważ nikt się nie przyznał, kazał rozstrzelać jeden rząd i kontynuował przemówienie. Nagle, ponownie rozległo się głośne kichnięcie. Stalin przerwał, spojrzał groźnie i znów zapytał: - Towarzysze! Kto kichnął? Nawet muchy zamarły w bezruchu i milczeniu. I znów rozstrzelano


kolejny rząd uczestników zgromadzenia. I cała ta sytuacja powtórzyła się jeszcze raz… I jeszcze raz… A przyczyną tego wszystkiego był pewien stary robotnik ze stalowni, który miał słuch stępiony hałasem i nie słyszał pytań wodza partii i narodu. Wreszcie sąsiedzi, po kolej- nym kichnięciu, kazali mu wstać i w odpowiedzi na pytanie Stalina przyznać się. Tak też uczynił; wstał i głośno powiedział: - To ja kichałem towarzyszu sekretarzu generalny. Na te słowa twarz Josefa Wisarionowicza rozpromienił szeroki


uśmiech i rzekł on głośno i dobitnie: - W takim razie, na zdrowie towarzyszu!


Czasy się zmieniają i zmienia się też postępowanie polityków. Choć


nie jeden z prawa i z lewa (no, teraz chyba bardziej „z prawa”) może by sobie i marzył o starych sprawdzonych metodach dbania o porządek. Jednakowoż tylko sądy jeszcze w razie, czego im zostały a i te jakoś nie zawsze są „do usług”. Nasz premier na przykład sądzi się z Jerzym Urbanem o prima-aprilisowy żart w gazecie. I słusznie, niech wszyscy wiedzą, że z władzy się nie żartuje, bo władza ma dużo na głowie i nie w głowie jej żarty. A na głowie miewa też włosy. Premier np. ma i dla- tego czasami bywa u fryzjera.


Podczas jednej z takich wizyt, fryzjer, jak to fryzjer, zagadywał


premiera: - A co tam słychać u prezesa Kaczyńskiego? - A skąd ja mam wiedzieć? – Oschle odpowiedział premier. - Myślałem, że pan wie, co słychać u pana prezesa Kaczyńskiego –


nie ustępował fryzjer. - Nie wiem – rzucił premier krótko. - To pan się nie spotyka z panem prezesem Kaczyńskim? – Napierał


fryzjer. - Czasem się spotykam – rzucił premier bez przekonania. - A kiedy ostatnio pan się spotkał z panem prezesem Kaczyńskim? - Panie! Daj pan już spokój! Co pan ciągle tylko ten Kaczyński


i Kaczyński?! - Po prostu, łatwiej mi strzyc. Bo gdy ja mówię „prezes Kaczyński”,


to panu, panie premierze, tak pięknie włosy dęba stają… Mam nadzieję, że państwo się uśmiechnęli szczerze i poczuli


weselsi. I ten uśmiech jest dla Waszego zdrowia niezwykle wartościo- wy. A nie każdy śmiech – jak mówią zasady geloterapii, czyli leczenia


śmiechem – jest zdrowy i wartościowy. Spróbujmy podzielić śmiech na cztery poziomy. Pierwszy stopień, to uśmiech; kąciki ust unoszą się do góry, znika napięcie twarzy a my zaczynamy odczuwać rodzaj błogostanu. Już po jednej minucie takiego uśmiechu wydzielane są w naszym organizmie, dające zadowolenie endorfiny. Uśmiech taki możemy łatwo wywołać myśląc o czymś miłym.


Wśród mężczyzn przeprowadzono ankietę na temat częstości


odbywanych aktów miłosnych. „Codziennie, 2 razy dziennie, raz w ty- godniu…” Odpowiedzi były najróżniejsze, najczęściej przekoloryzo- wane. Tylko najbardziej uśmiechnięty spośród ankietowanych odpo- wiedział: „raz w roku”. Komisja, zdziwiona nieco, zapytała, skąd w takim razie taki promienny uśmiech na jego twarzy. „A bo to już za miesiąc”, odpowiedział ów mężczyzna radośnie.


Drugi stopień śmiechu jest bardzo niebezpieczny. To chichot. Nie


służy on zdrowiu, gdyż wynika z powstrzymywania szczerego śmiechu.


Np. żona po powrocie z wizyty u swej matki w szpitalu mówi do


męża z wyrzutem: - Co ty mi za bzdur naopowiadałeś, że mama jest umierająca?!


Ordynator zaręcza, że czuje się świetnie! I powiem ci więcej; jutro wraca do domu! - Ja nie wiem, co on tobie powiedział – odparł mąż – ale mnie na


pytanie o stan mamy powiedział, że nie ma żadnej nadziei… Jeśli taki dowcip usłyszymy będąc w towarzystwie teściowej i żony,


nie sposób roześmiać się szczerze. Co najwyżej możemy nerwowo chichotać, narażając swe zdrowie na szwank. Natomiast szczery śmiech, czyli śmiech trzeciego stopnia, daje


najlepsze rezultaty terapeutyczne. Już od 5 do 20 minut takiego śmiechu w ciągu dnia ma niebywale dobroczynne skutki. I najlepiej jest śmiać się z byle czego, czyli spraw, które nie ambarasują nas w żaden sposób, nie powodują emocjonalnego i intelektualnego napięcia. Temu celowi najlepiej służą tzw. „głupie żarty”.


Np. „Tonę! Tonę! Tonę!!! Zawołała pewna pani, gdy ją zapytano, ile potrzebuje węgla na zimę…


Najgorszy jest czwarty stopień śmiechu. Nie tylko nie posiada


żadnych właściwości leczniczych, ale może być wręcz groźny dla zdrowia. Ten śmiech, to rechot. Wywołują go najczęściej cudze kłopoty i nieszczęścia.


Takie na przykład: Dawnymi czasy pewien młodzian przemyśliwał,


co zrobić, żeby nie pójść do wojska. Zwierzył się z kłopotu kolegom i jeden z nich doradził mu, żeby sobie dał wyrwać wszystkie zęby. Tak też uczynił i po kilku tygodniach poszedł przed komisję poborową. Gdy wrócił, koledzy zapytali: - I jak? Biorą cię do woja, czy nie? - No nie biorą, bo mam platfusa…


Jurek Ciurlok "Ecik" KONTAKTY | 32 | KONTAKTY


tara mądrość poucza, że jeśli nie może być lepiej, to niech przy- najmniej będzie śmieszniej. Czego, jak czego, ale śmieszności w naszym nieco operetkowym kraju nigdy nie brakowało


Page 1  |  Page 2  |  Page 3  |  Page 4  |  Page 5  |  Page 6  |  Page 7  |  Page 8  |  Page 9  |  Page 10  |  Page 11  |  Page 12  |  Page 13  |  Page 14  |  Page 15  |  Page 16  |  Page 17  |  Page 18  |  Page 19  |  Page 20  |  Page 21  |  Page 22  |  Page 23  |  Page 24  |  Page 25  |  Page 26  |  Page 27  |  Page 28  |  Page 29  |  Page 30  |  Page 31  |  Page 32  |  Page 33  |  Page 34  |  Page 35  |  Page 36  |  Page 37  |  Page 38  |  Page 39  |  Page 40