FELIETON
Listopadowe spotkania S
potykamy siê na cmentarzach. Smutne to spotkania ale jednoczeœnie sprzyjaj¹ce zamyœleniom dalekim od codziennych obowi¹zków. W³aœnie na cmentarzach wspominamy zmar³ych znajomych i przyjació³. Tu w Berlinie, Sztokholmie czy za oceanem myœlimy o grobach zostawio- nych w Polsce. Mówi siê przecie¿, ¿e dot¹d cz³owiek ¿yje, dok¹d o nim pamiêtamy. Tê pamiêæ o zmar³ych w kraju, przywieŸliœmy ze sob¹ na obczyznê. Coroczne przypomina- nie w Dzieñ Zadusznych osób sprzed lat, chyba przywi¹zuje nas do obcej ziemi, ale i nie pozwala zapominaæ o Polsce.
Oto w Sztokholmie przy grobie kolegi spotykam grono znajomych i witam siê ze zdziwieniem. Zna³eœ go? Znaliœcie go? Tak, znaliœmy siê wszyscy, ale jakby oddzielnie. Grono znajomych bywa³o u niego i ja te¿ bywa³em. Ale nale¿eliœmy do oddzielnych grup towarzyskich, l tak by³o przez ca³e lata. Ale dowiedzia³em siê o tym dopiero w Dzieñ Zadusznych przy jego grobie. Wspomi- namy stare czasy, ale musimy ust¹piæ miejsca kilkorgu osób. Szybko siê nawi¹zuje znajomoœæ, bo to przyjecha³a rodzina z Polski odwiedziæ grób. Oczywiœcie spotkaliœmy siê wieczorem. Na pocz¹tku stycznia tego roku by³em na pogrzebie Jerze- go K. Wiedzia³em, ¿e z racji swojego d³ugiego sta¿u emigracyj- nego mia³ wielu znajomych, ale ¿e a¿ tylu, to zdumia³em siê w³aœnie na pogrzebie. Miejscowych czyli sztokholmskich Polaków, zna³em prawie wszystkich. Po pogrzebie rozmawia³em z niektórymi po d³ugim niewidzeniu. Zauwa¿y³em, ¿e gdyby nie ten pogrzeb, nie spotka³bym ich. A jeœli, to w innych okolicznoœ-ciach, na promie, na lotnisku lub pod koœcio³em. Po³¹czy³a nas pamiêæ o wspólnym koledze.
Niedawno ¿egna³em Iwonê W. By³a niezwykle dzielna w zma- ganiu z okrutn¹ choroba, lecz walkê tê przegra³a. Na pogrzebie spotka³em wielu, dawno niewidzianych znajomych. Wspomina- liœmy Iwonê i nieœmia³o zastanawialiœmy siê nad naszym losem. Po pogrzebie uœcisnêliœmy siê z obietnic¹ spotkania. Wróci³em do zajêæ codziennych, a obiecane rozmowy odk³a- dam i odk³adam. Przecie¿ tak mamy wszyscy! W codziennym zagonieniu odmierzamy dni, miesi¹ce i dziwimy siê ubiegaj¹cym latom. Nad samymi sob¹ zastanawiamy siê tylko na pogrzebach albo co nie daj Bo¿e w szpitalu, przy przykrej okazji za wa³u. Bo co te¿ przeszkadza nam w zatrzymaniu siê na chwilê? Czy mamy jakieœ klapki na oczach, ¿e nie mo¿emy siê ani obejrzeæ ani zerkn¹æ w bok? Czy nadmiar obowi¹zków, czy te¿ chêæ szybkiego dorobienia siê? Patrzymy w nik³e œwiate³ko w tunelu zajêæ myœl¹c, ¿e na emeryturze zd¹¿ymy nadrobiæ to, w czym nam dziœ praca przeszkadza. A jednak na pogrzebach myœlimy inaczej. Obiecujemy sobie poprawê. ¯e odwiedzimy znajomych, przynajmniej zatele- fonujemy, przypomnimy sobie jakieœ dawne chwile. Patrz¹c na trumnê chowan¹ do ziemi, mamy ró¿ne myœli... Przecie¿ to móg³ byæ ka¿dy z nas.
Zaduszki
Wiatr jesienny, chùodny, Tañczy alejkami cmentarnej Zamkniætej ludzkà historià, Unoszàcej zapach spokoju ciszy.
Úwiece pùonàce na grobach, Chryzantemy biaùo-ýòlte, Úwieýo zerwane gaùàzki úwierku, I ledwo sùyszalny gùos pamiæci.
Melancholia stojàca przy krzyýach, Zmarzniæte dùonie zùoýone pokorà, Modlitwa za spokojny sen bliênich, Wspomnienia, wspomnienia, wspomnienia...
Roman Zygmunt Brodowski, Berlin, 31.10. 2009.
Przy okazji pogrzebu, poœwiêcamy chwilê wczeœniej zmar³ym. Zapalamy im œwieczkê, odgarniamy liœcie z mogi³. Ze zdziwie- niem dostrzegamy olbrzymi odstêp czasu, jaki nas dzieli od dnia ich pogrzebu. To ju¿ dziesiêæ lat! A wydawa³o by siê, ¿e nie wiêcej jak szeœæ! Wymieniamy z kimœ uwagi, ¿e jeszcze niedawno z nim, z ni¹... a na cmentarzu coraz wiêcej znajomych grobów. Tak, byliœmy tu na kilku pogrzebach! Ale przerywamy te rozmyœlania. Czas z powrotem do pracy! Jeszcze w metrze rozmawiamy z kimœ o zmar³ym, ale rozmowa rozpada siê na kawa³ki, bo oto na ³awce le¿y gazeta przypominaj¹c nam o istotnym problemie, m³odzie¿ w wagonie g³oœno odtwarza muzykê, ha³as w tunelach nie pozwa- la na skupienie siê. Bezwiednie wpadamy w korytarz codziennych problemów. Nawi¹zujemy przerwany kontakt z rzeczywistoœci¹. Znów jesteœmy zdrowi, aktywni i spieszymy do pracy. Nie mam oczywiœcie ¿adnej uniwersalnej rady na powstrzy- manie tego zagonienia. Mogê tylko pomoralizowaæ, ¿e takie momenty ¿a³obne, cmentarne pamiêta siê bardziej ni¿ przestrogi lekarzy. Bo te¿ sceneria i atmosfera pogrzebu, zmusza do przemyœleñ.
Zasiedzenie emigracyjne mierzyæ mo¿na ró¿nymi miarami. Przede wszystkim maj¹tkowymi. Przecie¿ oceniamy ludzi w ten sposób. O, ten to ma wszystko, bo przecie¿ jest tu ju¿ ponad dwadzieœcia lat!
Bo te¿ mniej wiêcej tyle lat trzeba by³o, by zrównowa¿yæ ¿ycie rodzinne z osi¹gniêciami materialnymi. ¯eby porzuciæ marzenia o powrocie do Polski, zaopatrzyæ siê w niemieckie, angielskie czy szwedzkie szafy, sto³y, pokoje dziecinne, garderoby, sypialnie. ¯eby podj¹æ czy kontynuowaæ w¹tek ¿ycia rodzinnego i od nowa zorganizowaæ ¿ycie na obczyŸnie. Bo te¿ by³o co robiæ, o co staraæ siê, by nie daæ siê wyprzedziæ! Dziœ, po latach nie ma ten wyœcig ¿adnego znaczenia. Donios³oœæ problemów jakby zma- la³a, przysz³y nowe wyzwania i tylko zbli¿aj¹cy siê czas wieku emerytalnego przypomina nam, lub ju¿ siê o nas upomnia³, ¿e to tylko godziny siê wlok¹, zaœ lata pêdz¹.
Ale przy okazji 1 listopada mo¿na te¿ zadaæ k³opotliwe innym emigrantom daj¹ce do myœlenia pytanie - powiedz, ilu znajomych pochowa³eœ na najbli¿szych cmentarzach, a powiem ci ile lat tu mieszkasz...
Tadeusz Urbañski (Sztokholm) str.23
Page 1 |
Page 2 |
Page 3 |
Page 4 |
Page 5 |
Page 6 |
Page 7 |
Page 8 |
Page 9 |
Page 10 |
Page 11 |
Page 12 |
Page 13 |
Page 14 |
Page 15 |
Page 16 |
Page 17 |
Page 18 |
Page 19 |
Page 20 |
Page 21 |
Page 22 |
Page 23 |
Page 24 |
Page 25 |
Page 26 |
Page 27 |
Page 28 |
Page 29 |
Page 30 |
Page 31 |
Page 32 |
Page 33 |
Page 34 |
Page 35 |
Page 36 |
Page 37 |
Page 38 |
Page 39 |
Page 40 |
Page 41 |
Page 42 |
Page 43 |
Page 44