This page contains a Flash digital edition of a book.
4


POZNAJ SWÓJ KRAJ Swego nie znacie… PODRÓŻE MAŁE I DUŻE


i rzemiośle, upowszechniania nauki i sztu- ki. Byli, więc cystersi znakomitymi part- nerami dla Bolesława Wysokiego, któ- ry bardzo wspierał rozwój górnictwa, hutnictwa, rzemiosła i handlu. Losy Bolesława Wysokiego były nie-


zwykle poplątane, skutkiem nieustannych waśni pomiędzy piastowskimi książętami. Był wnukiem Bolesława Krzywoustego, synem Władysława II ­ protoplasty książąt śląskich. Urodził się w 1127 roku. Wraz z rodzicami został wygnany z kraju, co było wynikiem sporów i walk, jakie toczyli ze sobą Piastowicze. Miał wtedy 19 lat. Powrócił na Śląsk po 17 latach. Ale po kolejnych 9 latach, w roku 1172 wygnał go za granicę jego własny brat, Mieszko Plątonogi, wspomagany prze stryja Bo- lesława Kędzierzawego. Skandal ­ rzec można ­ był tym większy, że obu wyga-


Gorąco namawiam państwa do podróżo-


wania po Śląsku. Do odwiedzania miejsc naj- piękniejszych i najważniejszych ze względu na historyczne wydarzenia bądź kulturalne osiąg- nięcia. Pod tym względem miejscem absolut- nie wyjątkowym jest Lubiąż. Już z odległości wielu kilometrów widać strome dachy pocys­ terskiego opactwa, niedawno pokryte nową, czerwoną dachówką. Przedsięwzięcie było nie byle jakie, bowiem przykryto na nowo około 16 hektarów dachu. Udało się to dzięki działającej od niedawna fundacji, która ma zamiar prze- kształcić to miejsce w Centrum Europejskich Spotkań. Makietę przedstawiającą przyszły kształt dawnego klasztoru, można obejrzeć w jedynej niezniszczonej sali. Bowiem cała reszta wnętrz gigantycznej budowli jest w więk- szym lub mniejszym stopniu zdewastowana. Projekt imponuje rozmachem, szczególnie, gdy zważy się stopień zniszczeń. Nic dziwnego, że są one tak wielkie, skoro powstawały i nawar- stwiały się przez wieki. Bo wprost proporcjo- nalna do dawnej wspaniałości klasztoru jest wielkość późniejszych dewastacji. A widok bu- dowli faktycznie swoim ogromem zapiera dech w piersiach. Fasada ma 223 metry długości i 118 metrów szerokości. Wraz z sąsiadujący- mi z główną budowlą domami rzemieślników, pomieszczeniami gospodarczymi, warsztatami i dodatkowym kościółkiem w parku, jest to naj- większe architektoniczne założenie w Europie. Tylko w Hiszpanii jest budowla bodaj dorównu- jąca lubiąskiemu klasztorowi. Początki tego miejsca sięgają czasów pra-


słowiańskich. Znajdowała się tu osada i obron- ny gród. Zniszczony on został w 1109 roku. Na tym samym miejscu wybudowali klasztor be- nedyktyni. Ale książę śląski Bolesław Wysoki na ich miejsce z Pforty sprowadził cystersów, zakon słynący z dobrego gospodarowania, wprowadzania nowych rozwiązań w rolnictwie


niającym pomagał syn wyganianego, Jarosław. Bolesław Wysoki ponownie powrócił i odzyskał dzielnicę, choć bratu Mieszkowi musiał ustąpić ziemię raciborsko ­ cieszyńską. Wkrótce potem został wygnany po raz trzeci i musiał synowi oddać ziemię opolską a drugiemu bratu, Kon- radowi Laskonogiemu, dzielnicę głogowską. Nie udało mu się uzyskanie pryncypatu, czyli władzy zwierzchniej nad wszystkimi ziemiami polskimi po śmierci Kazimierza Sprawiedli- wego, a napaści ze strony kolejnego stryja, Mieszka Starego, zmusiły go do szukania opie- ki u papieża. Zresztą tak stolica apostolska, jak i niemieccy cesarze musieli być stałymi roz- jemcami w piastowskich waśniach. Bolesław Wysoki zmarł w 1201 roku i pochowany został właśnie w Lubiążu. W klasztornym kościele jest jego płyta epitafijna, a w Sali balowej ­ o któ- rej już wspominałem przy okazji owej makiety planowanego Centrum Europejskich Spotkań ­ na plafonie jeden z niderlandzkich mistrzów namalował jego wizerunek, wzorowany chyba na podobiźnie z nagrobka. I tak powróciliśmy do poklasztornych bu- dynków. Cystersi zajmowali je do końca XV


wieku. To oni są twórcami potęgi i piękna tego miejsca. Na szczęście mimo zniszczeń zacho- wał się zasadniczy kształt architektoniczny i wiele ozdób. Pierwszy raz klasztor spalili hu- syci w 1432 roku. Kolejnych zniszczeń dokona- li Szwedzi podczas wojny 30­letniej. Najeźdź- cy ograbili to miejsce, z czego tylko się dało. A było z czego, bo klasztor był już w tym czasie rezydencją książęcą. Stał się nią po sporach pomiędzy polskimi i niemieckimi zakonnikami. Na przełomie XVII i XVIII wieku Habsburgo- wie przebudowali klasztor w stylu barokowym. To z tego czasu pochodzi wspaniały wystrój Sali Balowej z owym plafonem, gdzie swoje miejsce ma też Bolesław Wysoki. Jednak po wojnach śląskich nastąpił ostateczny upadek. W 1810 roku klasztor zamieniono na szpital, a po II Wojnie Światowej właściwie nie było tu gospodarza. Ocalałe z wojennej pożogi zabytki zagrabiono i wywieziono do Warszawy. Wśród nich piękne obrazy Michała Leopolda Willman- na ­ malarza zwanego „śląskim Rubensem”, osiadłego w Lubiążu od 1660 roku. Jego dzieła znajdują się w wielu śląskich kościołach, a te, które po wojnie zagrabiono rozsiane są po Pol- sce ze szczególną i niezrozumiałą koncentracją w Warszawie. Podobnie rzecz ma się z innymi elementami bezcennego i niegdyś niewyobra- żalnie pięknego barokowego wystroju kościoła, którego elementy „rozdysponowano” po róż- nych polskich parafiach, a które prowincjonalni proboszczowie piłami i siekierami przystoso- wali do nowych wnętrz. W Lubiążu pozostały tylko freski. Na


szczęście, nie dało się ich ukraść. Dziś robią niesamowite wrażenie w kompletnie zrujno- wanym, ogołoconym ze wszystkich sprzętów i ozdób kościelnym wnętrzu. Są jak wyrzut su- mienia, ale i światełko nadziei. Bo być może ta jedna z najwspanialszych europejskich budowli już wkrótce znów się podźwignie i rozbłyśnie dawnym i nowym blaskiem. Być może powrócą też zagrabione dzieła sztuki z obrazami Will- manna na czele.


Jurek Ciurlok „Ecik”


Page 1  |  Page 2  |  Page 3  |  Page 4  |  Page 5  |  Page 6  |  Page 7  |  Page 8  |  Page 9  |  Page 10  |  Page 11  |  Page 12  |  Page 13  |  Page 14  |  Page 15  |  Page 16