FELIETON
13
I tego także chcę nauczyć swoje dzieci. Pożegnaliśmy już wakacje, niebawem po-
żegnamy także lato, choć zbliżająca się jesień zapowiada się bardzo pogodnie. Aura nam sprzyja, jednakże po wakacyjnym wypoczynku czas powrócić do pracy i szkół. W tym wirze codzienności, my Polacy
mieszkający za granicą często zapominamy o naszych polskich świętach narodowych, zwła szcza jeśli nie są one związane z dniem wolnym od pracy. Toteż ciekawa jestem jak wielu z nas uczci w jakikolwiek sposób 11 listopada? Jaki w ogóle jest nasz stosunek do świąt narodo- wych na obczyźnie? Wielu z nas z pewnością tak głęboko wrasta w społeczność i mentalność niemiecką, że zupełnie nie zwraca już uwagi na polską kulturę i tradycję. Być może to naturalna kolej rzeczy lub też realizacja starego porze- kadła: „Jeśli wejdziesz między wrony musisz krakać jak i one”. Osobiście najbardziej szoku- je mnie, gdy wielu Polaków mieszkających tu kilka miesięcy nagle zapomina polskich słów, głośno i otwarcie mówi, że Polska nie jest im do niczego potrzebna i że absolutnie nic jej nie zawdzięczają. Nie ma mowy o tym, by mieć na uwadze fakt, że 2 maja przypada Święto Flagi Państwowej, dzień później rocznica Konstytucji 3 Maja, a także święto Matki Boskiej Królowej Polski. Podobnie jest z 11 listopadem i Naro- dowym Świętem Niepodległości. Ja jestem po tej drugiej stronie barykady i uparcie staram się akcentować swoją polskość w kraju, w którym żyję. Zatem z dumą wywieszam białoczerwo- ną flagę, czytam polską prasę i szukam polonij- nych inicjatyw. Nie oznacza to przecież, że nie szanuję kultury niemieckiej.
Nie wyobrażam sobie, by w domu mówiły wy- łącznie po niemiecku, nie znały polskiej pisow- ni, literatury i historii. Wielokrotnie spotkałam rodziców szczycących się tym, iż ich maluchy dużo lepiej posługują się językiem niemieckim i że w zasadzie po polsku to wiele powiedzieć nie umieją, mimo iż oboje rodzice są Polakami. Argumentacja na taki stan rzeczy jest zawsze taka sama: ich latorośle urodziły się w Berlinie, mają niemieckie obywatelstwo, chodzą do tu- tejszych przedszkoli/szkół i tu spędzą swoje życie. Zatem język polski jest im zupełnie nie- potrzebny. Teoretycznie to prawda, jednak czy nie jest to pójście drogą po linii najmniejszego oporu? Nasz język ojczysty należy do jednych z najtrudniejszych na świecie i opanowanie go to nie lada sztuka. Toteż uczenie go naszych dzieci wymagałoby sporo wysiłku i pracy. Wo- limy więc wysłać je na angielski, francuski, balet i basen, niż przybliżyć im ich tożsamość narodową. Małe dzieci mają niesamowitą ła- twość przyswajania wiedzy, więc równorzędne posługiwanie się dwoma językami nie powinno stanowić dla nich problemu. Jako filolog pol- ski gorąco zachęcam rodziców do tego, by do swoich dzieci zwracali się wyłącznie po polsku, tak by zanim pójdą do przedszkola miały opa- nowany język ojczysty w jak najwyższym stop- niu. W późniejszym etapie może okazać się to zbyt trudne, bo dziecko będzie już funkcjono- wało w środowisku rówieśniczym posługują- cym się wyłącznie językiem niemieckim. Być może znów nasunie się pytanie: ale po co? Dla- czego? I w jakim celu? Odpowiedź jest prosta i przekorna: a dlaczego nie? Czy nasze dzie- ci coś stracą poznając polski język i kulturę? Z pewnością w dorosłym życiu będzie to ich atut, a miejmy nadzieję, że i powód do dumy. Nie mamy przecież pewności, jaką drogę wy- biorą nasze pociechy. Nigdy nie wiadomo, czy
nie będą mieć do nas pretensji i nie uznają na- szego postępowania za zaniedbanie. Poruszę jeszcze jedną kwestię. Otóż po-
wodów emigracji jest wiele i z pewnością każ- dy „polski” berlińczyk może opowiedzieć swoją osobistą historię. Zazwyczaj jest to niestety brak pracy i perspektyw w Ojczyźnie. Z pew- nością tu żyje się łatwiej i spokojniej. Państwo niemieckie nawet obcokrajowcom daje większe poczucie bezpieczeństwa choćby dzięki swo- jemu systemowi socjalnemu. Zatem czujemy spełnienie, zwłaszcza finansowe. Z drugiej zaś strony, nie zawsze oznacza to zrealizowanie własnych marzeń i ambicji. Pozostaje wierzyć, że mimo to my, jako emigranci czujemy się tu szczęśliwsi.
Powodem, dla którego chciałam skreślić
te kilka słów nie było ukazanie nas Polaków w krzywym zwierciadle, ani też zganienie za „niepoprawną postawę obywatelską”. Po czę- ści jestem w stanie zrozumieć rozgoryczenie i rozczarowanie młodych, często doskonale wykształconych ludzi wybierających emigrację, bo czują, że w ich kraju nic dobrego już ich nie spotka. Po kilku latach poza granicami warto jednak spojrzeć na Polskę nieco inaczej. To przecież nie tylko urzędy, politycy, bezrobocie i biedni ludzie. To także miejsce naszego uro- dzenia, beztroskiego dzieciństwa, młodości… To kraj z piękną i trudną historią, wspaniałymi zabytkami i cudownymi krajobrazami. Warto chyba popatrzeć przez inny pryzmat i wspo- minać Ojczyznę z sentymentem, nawet jeśli nie zamierzamy nigdy do niej wrócić. Dlatego nawet jeśli nie chcemy kultywować polskiej tradycji, warto ją chociaż uszanować i dać jej świadomość naszym dzieciom. Wówczas mamy większe szanse na to, by wyzbyć się niepotrzebnej złości i żyć w zgodzie z własną tożsamością narodową.
Magdalena Grzywińska
Page 1 |
Page 2 |
Page 3 |
Page 4 |
Page 5 |
Page 6 |
Page 7 |
Page 8 |
Page 9 |
Page 10 |
Page 11 |
Page 12 |
Page 13 |
Page 14 |
Page 15 |
Page 16