This page contains a Flash digital edition of a book.
12 BEDFORD Historia jakiej nie znacie Czarny Tom SŁAWOMIR UTRATA


Z pewnością zdarzyło się Wam kiedyś przechadzać po zmroku uli- cami Bedford. Być może po drodze mijaliście rondo na styku Union Street, Tavistock Street i Clapham Road? Jeśli tak, to czy zauważyli- ście tam dziwnie ubraną postać idącą chwiejnym krokiem, z głową kołyszącą się na boki i przysłonię- tą twarzą? Nie, nie mam na myśli jednego z bywalców okolicznych sklepów monopolowych. Pytam o to, czy widzieliście Czarnego Toma – a właściwie to jego ducha, który podobno nawiedza to miejsce. W XVII wieku angielskie drogi znacznie różniły się od tych, które znamy dzisiaj. Zwykła wyprawa do sąsiedniego miasteczka bywała uciążliwa lub wręcz niebezpieczna, nie wspominając już o dalszych wo- jażach. Podróżni musieli mierzyć się z powodziami, które zamieniały drogi w grzęzawiska, brakiem dro- gowskazów, czy też ryzykownymi przeprawami przez rzeki. Najgor- szą plagą na traktach byli jednak rozbójnicy, których nazywano tutaj Highwaymen. Nietrudno było ich poznać, gdy znienacka wyłaniali się przed przerażonymi wędrowcami. Zawsze konno – aby umknąć przed spodziewaną pogonią – z zamasko- wanymi twarzami, w zawadiackich kapeluszach i obowiązkowo z parą pistoletów koniecznych do upra- wiania rozbójniczego fachu. Zazwy- czaj działali w pojedynkę, z rzadka łącząc się w grupy. Czarny Tom był jednym z tych bu- dzących postrach rabusiów. Wydaje się, że na miejsce zasadzek szcze- gólnie upodobał sobie tereny leżące na północ od Bedford. Podobno był tak bezczelny, że napadów dokony- wał tuż za rogatkami miasta. Nikt nie był bezpieczny – jego ofiarami padali zarówno samotni podróżni jak i pasażerowie kursowych dy- liżansów. Jego przydomek „Czar- ny” pochodził w równej mierze od smagłej cery jak i od okrucieństw, których się dopuszczał. Tom słynął z brawury, lecz z pewnością nie był głupcem. Musiał mieć przyjaciół w okolicy z pomocy, których korzy- stał, aby uniknąć schwytania. Pewnego dnia szczęście odwróciło się jednak od Czarnego Toma. Stró- że prawa w końcu wpadli na jego trop. Desperacko szukając drogi ucieczki Tom pognał przez sam śro-


dek miasta, wzbudzając przy tym niemałą sensację. Nie mogąc jednak zgubić pogoni rzucił się w nurt rze- ki, mając nadzieję, na schronienie na drugim jej brzegu. Niestety, plan się nie powiódł. Słynny rozbójnik został schwytany i osadzony w miejscowym więzieniu. Wkrót- ce po zatrzymaniu odbył się pro- ces, w którym skazano go na karę śmierci przez powieszenie. Nikt z sekretnych przyjaciół nie wziął go w obronę, być może obawiając się posądzenia o współudział w jego zbrodniczym procederze. Wyrok wykonano bez zwłoki, zaraz za mia- stem, w miejscu gdzie znajdowała się bedfordzka szubienica. Ciało skazańca pogrzebano tuż obok, na rozstajach dróg – obecnych Union Street, Tavistock Street i Clapham Road. Aby mieć pewność, że duch Czarnego Toma nie będzie niepo- koił żywych, serce przebito mu drewnianym kołkiem. Środek ten najwyraźniej okazał się nieskutecz- ny, jako że niedługo potem zaczęto widywać w tym miejscu widmową postać, która miała tendencję do rozpływania się w powietrzu. W latach czterdziestych XIX wieku, do ducha Czarnego Toma dołączy- ła druga nieznana z imienia zjawa, a okoliczni mieszkańcy w wielkim strachu barykadowali drzwi swych domów na noc i nie wystawiali nosa za próg po zmierzchu. Ostatni raz rzekomego ducha widziano podob- no dwadzieścia lat temu na Union Street. Historia Czarnego Toma działa na wyobraźnię – trzeba jednak pamię- tać, że obrosła ona lokalą legendą. Nie należy jej traktować zbyt do- słownie. Większość tego, co o Tomie wiadomo, zapewne wymyślono aby straszyć małe dzieci. Resztę od sie-


www.naszestrony-cambs.co.uk


bie dołożyli łowcy duchów. W zasa- dzie pewne jest jedynie, że dzielnica Bedford, „Prime Ministers” położo- na obok ronda na końcu Tavistock Street posiada też drugą nazwę: „Black Tom”. Choć postać Czarnego Toma ginie w legendzie, w Bedford nie brakowało zwykłych rozbójników z krwi i ko- ści. Większość z nich zostawiła po sobie ślad w rejestrach sądowych, gdy w końcu podwinęła im się noga i wpadli w ręce sprawiedliwości. W 1671 roku trzech zamaskowa- nych mężczyzn napadło na dyliżans z Dunstable podążający w stronę Londynu. Lokalnym policjantom udało się wpaść na trop rozbójni- ków, prowadzący do nieodległego Stanbridge. Tam w miejscowej pi- wiarni wywiązała się bójka, jako, że łotrzykowie nie chcieli tanio sprzedać swojej skóry. Udało im się poważnie ranić dwóch funkcjo- nariuszy, zanim jeden z nich został śmiertelnie ranny, zaś drugiego poj- mano. Trzeciemu z nich udało się umknąć. W 1683 roku wykonano karę śmier- ci na Johnie Jenkinsie. Skazany na- padł imiennika, Johna Wildesa, i to dzięki zeznaniom poszkodowanego trafiono na trop złoczyńcy. Jenkins napadł na Wildesa i ukradł mu 14 szylingów. Strasznie go przy tym po- turbował, wrzucając do przydroż- nego rowu i krzycząc: „Do jasnej cholery! Oddawaj pieniądze albo cię zastrzelę!” Tekst może trochę okle- pany i banalny, lecz niewielu z na- padniętych kiedykolwiek narzekało na ten aspekt sprawy. Łotr wykazał się większą fantazją, gdy już otrzy- mał pieniądze. Ukrył je, bowiem w swoim kapeluszu, a zwracając pu- stą sakiewkę miał rzec: „Bóg z Tobą i niech Ci błogosławi!”. Szubienicy uniknęli za to dwaj mieszkańcy Flitwick, których oskarżono w 1679 roku o ukry- wanie rabusiów. Dowody przeciw nim nie były jednak zbyt mocne. Po prostu mieli oni pecha znać dwóch rozbójników powieszonych nieco wcześniej w Londynie, a sąsiedzi donieśli o podejrzanym ruchu w ich obejściach po zapadnięciu zmro- ku. Nałożono na nich jedynie karę pieniężną wysokości 200 funtów. Może wydawać sie to niewiele, lecz w tamtych czasach była to spora kwota. Porównując do dzisiejszych warunków, grzywna wynosiła ok. trzydzieści tysięcy funtów. Byli jednak i tacy, którzy wymknę- li się każącej ręce sprawiedliwości. Jednym z nich był John Bromsall, miejscowy sędzia pokoju. Funkcja ta cieszyła się ogólnym poważa- niem, jednak w pewnym momencie, na Bromsalla padło podejrzenie, że nie zadowala go pensja sędziego. Nocami, niejako na drugi etat, miał


dorabiać sobie jako Highwayman. Dowodów na to jednak nie było. Raz jeden, miejscowym konstablom wydawało się, że to jego ścigają po- śród ciemnej nocy po próbie rabun- ku. Uciekający zostawił ich jednak w tyle, a kiedy przybyli do domu Bromsalla, zastali go zaspanego w łóżku. W obejściu nie było śladu po spienionym koniu, ani po stroju czy uzbrojeniu rabusia. Bromsall dożył swych dni, jako szanowany obywa- tel. Dopiero wiele lat po jego śmier- ci na podwórzu domu w którym mieszkał odkryto zasypaną studnię. Na jej dnie znajdował sie szkielet konia, wraz z parą pistoletów... Patrząc z naszej perspektywy dzi- wić może surowość kar stosowa- nych wobec rabusiów i złodziei. Siedemnastowieczne prawo angiel- skie było jednak znacznie bardziej


surowe niż obecnie. Za większość przestępstw groziła kara śmierci, spod której wyłączone były jedynie najdrobniejsze kradzieże. Morder- stwo, gwałt, czy napad z bronią w ręku nieodwołalnie niosły ze sobą najwyższy wymiar kary. Jedyną szansą dla skazanego było powoła- nie się na przywilej „stanu duchow- nego”. Otóż trzeba było umieć pisać i udowodnić to czytając ustęp z przy- padkowej książki. Wyrok w takim przypadku zamieniano na napięt- nowanie ręki skazańca. Zwyczaj ten pochodził jeszcze ze średniowiecza, kiedy tylko duchowni potrafili czy- tać i jako słudzy boży byli wyłączeni spod obowiązywania kary śmierci. Tę prawną skamielinę usunięto z angielskiego kodeksu dopiero w 1822 roku!


Sprawność „dziennikarza” jest bardzo specyficzna, a jednocześnie bardzo atrakcyjna. Pozwala nam sięgać do bardzo różnej tematyki i jednocześnie kształci twórcze myślenie, zmysł obserwacji i sztukę wypowiadania się. Ważne jest, aby drużynowy starannie przygo- tował jej realizację i dopasował do potrzeb i zainteresowań ... zuchów. Taką sprawność w Polsce zdobywają zuchy ... Czy ty kiedykolwiek myslałeś o tym by zostać dziennikarzem?


Jesli tak to zadzwoń do nas: Bedford, Krzysztof Siedlecki, 078 602 763 53 ENASCAddmm_ppp.indd 12 2010-10-29 01:49:49


Page 1  |  Page 2  |  Page 3  |  Page 4  |  Page 5  |  Page 6  |  Page 7  |  Page 8  |  Page 9  |  Page 10  |  Page 11  |  Page 12  |  Page 13  |  Page 14  |  Page 15  |  Page 16  |  Page 17  |  Page 18  |  Page 19  |  Page 20  |  Page 21  |  Page 22  |  Page 23  |  Page 24  |  Page 25  |  Page 26  |  Page 27  |  Page 28  |  Page 29  |  Page 30  |  Page 31  |  Page 32