This page contains a Flash digital edition of a book.
Historia Pamiętnik znaleziony na strychu cz.14


Wyjazd do Czok Paku w Kirgistanie W Jełszańskim Kordonie zatrzymaliśmy się do połowy stycznia 1942 r., potem władze sowieckie zarządziły ewakuację do Uzbekistanu. Oddziały nasze zostały rozbite na grupy, które ewakuowały się w różny sposób i do różnych miejscowości. My, jako Sztab tych oddziałów mieliśmy dojechać do 8 Dywizji Piechoty formującej się w Czok-Paku (Kirgistan). Razem z 7 Dywizjonem wyruszyliśmy w drogę. W trakcie podróży odłączyli od nas 7 Dywizjon Kawalerii, który pojechał do Otaru, a my do Czok-Paku.


I jak to bywa między ludźmi, spotkały nas różne przygody. W naszym wagonie jechała z nami kancelaria, drugą zajmował dowódca (pułkownik Gałalyk) i inni oficerowie. Po drodze wszedł do naszej tiepłuszki kolejarz, młody chłopak może dwudziestopięcioletni i zaczął z nami rozmawiać. Skarżył się na życie w Rosji sowieckiej, na ustrój i straszne prześladowania NKWD. Przyznał się, że jest ochrzczony a matka jego jest bardzo pobożną kobietą, lecz niestety, nie ma u siebie w domu żadnych obrazów, ani nawet krzyża. Chcąc sprawić przyjemność matce prosił nas, ażeby mu dać krzyżyk. Jeden z kolegów zdjął z szyi i wręczył mu. Nie jestem w stanie opisać radości młodzieńca. Otrzymany krzyż całował niezliczoną ilość razy, rozpierała go radość, ucałował ręce ofiarodawcy. Widząc taką reakcję, każdemu z nas stanęły w oczach łzy. Stał przed nami „swobodnyj człowiek”, który wierzył w Boga, a nie mógł tego głośno wypowiadać. Gdy dojeżdżaliśmy do stacji biedny kolejarz jeszcze dziękował serdecznie, ale prosił, abyśmy nikomu nie mówili o tym spotkaniu. Chociaż zniknął na peronie, przez cały czas podróży mieliśmy tę scenę przed oczami.


Niestety, były też mniej budujące scenki, z których jedną opiszę, spowodowane nadużywaniem alkoholu przez wszystkich żołnierzy, nie wyłączając dowódcy, napitego chyba najwięcej. Podczas postoju na jednej stacji przed Oryseń, wyszedł z wagonu podporucznik Ł. w nader upojnym stanie i zbliżywszy się do grupki Kazachów, uderzył jednego wykrzykując: „bradiaga” i „czekist”. Widząc, że z tego incydentu może wyniknąć ogromny skandal, bo władze gotowe zatrzymać cały transport, podskoczyłem do podporucznika, chwyciłem go za rękę i kazałem mu wracać do wagonu. Ten zaczął się stawiać pytając, od kiedy to wachmistrz ma coś do rozkazywania podporucznikowi. Nie zwracałem na to uwagi i siłą pchnąłem go przed siebie, dopchałem do wagonu, kazałem wejść do środka, ale nie usłuchał, więc wepchnąłem go siłą. Gdy odszedłem parę kroków, ponownie wyskoczył zmierzając do grupki Kazachów. Znowu skoczyłem na niego i energicznie pchnąłem naprzód do wagonu, choć mocno się stawiał. Użyłem znowu siły fizycznej. Gdy znalazł się w wagonie kazałem mu położyć się w kącie i pilnowałem, aby mara jeszcze raz nie wyskoczyła i nie narobiła problemów. Na szczęście transport ruszył w dalszą drogę.


10 tygodnik polski


Na następnej stacji, której nazwy nie pamiętam, ale dużej i węzłowej, naprzeciw naszego transportu zatrzymał się pociąg więźniów wiezionych w wagonach towarowych, z silnie obsadzoną eskortą. Z jednego z wagonów przez szczelinę, usłyszeliśmy głos Polaka (mimo amnestii i sojuszu z ZSRR) więzionego i wywożonego w głąb tajgi. Powiedział, że niedawno został uwięziony, prosił o ratunek, o papierosy i chleb, bo jest głodny. Jeden z naszych żołnierzy podleciał do wagonu i wepchał machorkę w gazecie i kawał chleba. Więźniowie z wagonu różnych narodowości przez szparki błagali o machorkę. My, byli łagiernicy, znamy bolączkę, więc postanowiliśmy im pomóc. Zebraliśmy machorkę i podaliśmy przez naszego żołnierza, który w tym celu wyszedł z wagonu. Pełniący wartę enkawudziści podskoczyli do niego z najeżonymi bagnetami chcąc go aresztować. Podaliśmy mu rękę i z trudem wciągnęliśmy do wagonu. Natychmiast schowaliśmy pod łachmany, gdyż bojcy chcieli go koniecznie dostać w swoje ręce. Oburzenie wśród nas było ogromne. Wszystko bractwo wrzało i żeby w tym czasie ktoś krzyknął „wal enkawudzistę”, byliby go zmasakrowali, a my wszyscy byśmy podzielili los więźniów z sąsiadującego pociągu. Całe szczęście, że nasi żołnierze opanowali się, a za chwilę nasz transport odjechał.


Po paru dniach podróży dobrnęliśmy do stacji Arys.


Guzar i Karkin Batasz (Dolina Śmierci) 23 marca 1942 r. opuściliśmy Czok Pak udając się do Guzaru, w Uzbekistanie. Do transportu załadowaliśmy żołnierzy z obsługi stałej stacji zbornej Czok Pak, komórkę likwidacyjną 8. DP z ppł. Czyżem i majorem Ossowskim na czele. Z drogi nadaliśmy depeszę do Oddziału Organizacyjnej Armii (O.Org.A) w Guzarze, że transport nasz składa się z około dwóch tysięcy ludzi.


Gdy przybyliśmy na miejsce i po wyładowaniu, przybyli odbiorcy materiału ludzkiego z OOrgA. Na czele komisji stał


Page 1  |  Page 2  |  Page 3  |  Page 4  |  Page 5  |  Page 6  |  Page 7  |  Page 8  |  Page 9  |  Page 10  |  Page 11  |  Page 12  |  Page 13  |  Page 14  |  Page 15  |  Page 16  |  Page 17  |  Page 18  |  Page 19  |  Page 20  |  Page 21  |  Page 22  |  Page 23  |  Page 24  |  Page 25  |  Page 26  |  Page 27  |  Page 28  |  Page 29  |  Page 30  |  Page 31
Produced with Yudu - www.yudu.com